piątek, 18 maja 2012

ZAKOŃCZENIE (szczęśliwe)


W związku z tym, że to jest szczęśliwa kontynuacja rozdziału 27 muszę jeszcze raz opisać wypadek Harry’ego. Przeczytajcie, bo to będzie wyglądać zupełnie inaczej. Jeżeli ktoś nie pamięta jak zakończył się ostatni rozdział (przed smutnym zakończeniem) możecie go jeszcze raz przeczytać tutaj: http://onedirection296505.blogspot.com/2012/05/rozdzia-dwudziesty-siodmy.html
 ________________________________________________________________________________

*Louis*

Dźwięk nadjeżdżającej karetki był coraz głośniejszy. To znak, że się zbliża. Harry leżał na ulicy w wielkiej kałuży krwi, nie potrafiłem mu pomóc. Po chwili przyjechało pogotowie i na noszach zabrali go do szpitala. Pozwolili mi pojechać wraz z nim. Był przytomny, ale nie odzywał się. Każdy, choćby najmniejszy ruch sprawiał mu ogromny ból.
- Louis?
- Tak, Harry?- poderwałem się z miejsca.
Wciąż jechaliśmy na sygnale do szpitala.
- Obiecasz mi coś?
- Jasne. O co chodzi?- przestałem płakać, nie chciałem żeby się martwił.
- Gdyby coś mi się stało, powiedz Ani, że ją kocham.
- Sam jej to powiesz!- nie umiałem dłużej powstrzymać łez.
- Obiecasz mi to?- ledwo mówił.
- Tak.
- Dziękuję. Zobaczysz, ona się obudzi.
- Wiem, będzicie żyć długo i szczęśliwie.- próbowałem go rozweselić.
Zmusił się na uśmiech.Po chwili podjechaliśmy pod szpital, chłopaki jechali za nami. To ten sam budynek, w którym leży Ania. Są tak blisko, a zarazem daleko siebie. Wolontariusze szybko przetransportowali go na blok operacyjny. Teraz trzeba już było tylko czekać. Jak wiadomo nikt tego nie lubi. Ta niepewność, strach, lęk. No cóż, wierzę, że się uda.
Minęła już godzina, a żaden z lekarzy nie wychodzi z sali, w której Harry jest operowany. Bałem się, tak strasznie się bałem, że coś pójdzie nie tak. Postanowiłem zajrzeć do Ani.
Długi biały korytarz. Mijałem wiele drzwi, ale szedłem dalej. Wreszcie się zatrzymałem. Sala nr 296. Wszedłem, nic się nie zmieniło odkąd tutaj ostatnio byłem. Wciąż leżała, jakby martwa w wąskim, metalowym łóżku pokrytym śnieżnobiałą pościelą. Jej włosy opadały delikatnie po odkrytych ramionach. Była strasznie blada. Tak właściwie to nie wiem czy dają jej coś jeść przez kroplówkę. Schudła, to było widać na pierwszy rzut oka, a przecież jest tutaj dopiero 2 miesiące, jeszcze 4 jak dobrze pójdzie. Istnieje też możliwość, że będzie spała nawet do 9 miesięcy, albo..... na zawsze. Ciężko jest mi to pojąć. Czemu ludzie, tak młodzi ludzie, umierają? Co oni takiego zrobili? Czym zawinili? Nie rozumiem tego i nawet nie próbuję tego zmienić. Usiadłem na krzesełku przy jej łóżko. Złapałem za zimną dłoń i po prostu zacząłem z nią rozmawiać. Wiem, może wydać wam się to dziwne, ale miałem jej tyle rzeczy do opowiedzenia. 
- Mogłabyś się już obudzić.- zacząłem z lekką złością w głosie.- Odkąd usnęłaś dużo się pozmieniało. Wiesz, że nawet odwiedziłem Polskę? Zawsze chciałaś mnie tam zabrać, pamiętasz?- na chwilę zamilkłem, jakbym liczył na odpowiedź, której nie dostałem.- Spotkałem się z Karoliną, bardzo się za nią stęskniłem, ona z resztą za mną też. Podobno ta szkoła, do której miałyście iść jest świetna. Zobaczysz, jeszcze do niej pójdziesz. Ostatnio jakoś nie koncertujemy, odwiedzamy chore dzieci. Postanowiliśmy, że założymy fundację, warto wykorzystać naszą sławę do pozytywnych celów. Spełniamy marzenia, te dzieci....- zacząłem płakać- .... są takie bezbronne, takie...małe. Chcielibyśmy im pomóc. Ich jeden uśmiech potrafi naprawić cały stracony dzień. Nie spodziewałem się, że mogą mieć na nas, aż taki wpływ. Harry zakochał się w dwuletniej dziewczynce. Ma na imię Darcy.  Jest z Domu Dziecka, rodzice zostawili ją kiedy miała 5 dni. Nie zdążyła nawet ich poznać.-ciągle szlochałem.- Musisz ją koniecznie poznać. A co do Harry'ego.... Właśnie. Może mogłabyś mu pomóc, on teraz walczy o życie. Pewnie ty teraz pijesz z Bogiem  popołudniową herbatkę. Szepnij mu o nim słówko.- próbowałem sobie to wyobrazić. Na samą myśl się uśmiechnąłem.- Będę już leciał. Zobaczę co tam u Harry'ego. Może operacja już się skończyła. Do zobaczenia później.
Ucałowałem ją w czoło, przykryłem dokładnie kołdrą i wyszedłem. Znowu mijałem te same drzwi co wcześniej, było ich mnóstwo. Każde miały swój numer i za każdymi kryła się zupełnie inna historia.
Już dochodziłem do chłopaków, kiedy z sali na noszach wywieźli mojego przyjaciela. Nie wyglądał najgorzej. Spał, pewnie jeszcze jest w śpiączce farmakologicznej. Może właśnie teraz pije z Anią herbatkę? 
- Co z nim?- spytałem lekarza.
- Ma pęknięte żebro. Operacja trwała tak długo, ponieważ jedna z kości wbiła się lekko w płuco, ale już opanowaliśmy sytuację i jest wszystko w porządku. Dostał silniejszą narkozę, więc obudzi się dopiero za kilka dni. Jesteśmy dobrej myśli, ma silny organizm. Niestety będzie musiał tutaj zostać nawet kilka miesięcy. Po przebudzeniu będzie zbyt słaby, żeby normalnie funkcjonować.
- Rozumiem. Czy możemy do niego wejść?
- Tak, ale tylko na chwilkę.

Weszliśmy do sali, w której leżał. Jednak po chwili pielęgniarka przegoniła nas na zewnątrz. Był już wieczór, kończył się czas odwiedzin. Byliśmy zmuszeni jechać do domu. Przed szpitalem ujrzeliśmy niesamowity widok. Mnóstwo fanów czekało na placu z kwiatami i plakatami życzącymi Harry'emu i Ani powrotu do zdrowia. Już wszyscy od nich wiedzieli, od Alice. Tysięczny raz tego dnia popłakałem się. Chłopaki też. Oczywiście nie mogłoby być tak pięknie, musiało znaleźć się kilku dziennikarzy, którzy męczyli nas pytaniami o Anię i zdjęcie Harry'ego, który złapał za nadgarstek Alice. Miałem ich dość, nie tylko ja. Kilka fanek tak na nich nakrzyczało, że wreszcie odpuścili. Padnięci udaliśmy się do domu


*6 miesięcy później*

*Harry*

Ania powinna obudzić się już 2 miesiące temu. A co jeżeli  się nie uda? Jeżeli się nie obudzi? Przez ten cały czas nie dopuszczałem do siebie takiej myśli. Mi się udało, więc jej też powinno. Mimo to, że leżałem jeszcze w szpitalu czułem się znacznie lepiej. Mogłem już spacerować po korytarzach szpitala, a nawet raz wyszedłem do fanów, którzy cały czas tutaj są. Jestem im za to wdzięczny. Cieszę się, że wspierają mnie i Anię. Chyba ją polubili. Jednak i tak najwięcej czasu spędzam w jednej sali. Pewnie wiecie o jaką chodzi. U Ani. Lekarz powiedział, że poczekamy jeszcze tydzień. Jeżeli się nie obudzi to... to odłączą ją od tego sprzętu, który podtrzymuje ją przy życiu. Wciąż jednak wierzę, że zdąży. 

Kolejny dzień za mną, był już wieczór, skończył się termin odwiedzin, więc zostałem sam. W ostatniej chwili Louis zdążył wepchnąć mi marchewkę do ust. Potem przegoniła go pielęgniarka, tłumacząc mu, że niczego mi nie brakuje. Jedzenie jest tutaj ohydne, zazwyczaj nie jadłem przysmaku Louis'a, ale od niego tylko to można wyłudzić. Tak więc przestawiłem się na marchewki.
Moja sala znajdowała się naprzeciwko pokoju lekarzy. Często w nocy słyszałem jak krzyczeli: "123 potrzebuje pomocy!". Oznaczało to, że pacjent z sali nr 123 gorzej się poczuł i trzeba do niego biec. Już się do tego przyzwyczaiłem. Jednak dzisiaj było inaczej. "296 umiera!". Jak to 296? Przecież tam leży Ania! Szybko podniosłem się z łóżka i pobiegłem za lekarzami. To nie dzieje się na prawdę! To niemożliwe! Ona miała się obudzić! Miała żyć!
Nie chcieli wpuścić mnie do jej sali. Pozostało mi czekać. Nienawidzę tego uczucia kiedy nie mogę nic zrobić. Siadłem na plastikowym krześle, ale byłem zbyt "nabuzowany" dlatego wstałem. Przechodziłem z miejsca na miejsce. Po kilkunastu minutach z sali wyszedł lekarz.
- Co z nią?- spytałem wystraszony.
- Ktoś tam na górze musi ją bardzo lubić.- uśmiechnął się.
- Żyje?
- Tak, ale jest bardzo słaba. Powinna odpoczywać. Przez te kilka miesięcy bardzo schudła dlatego powinna się oszczędzać.
- A czy ja mogę do niej wejść?- zrobiłem proszącą minę.- Tylko na chwilkę...?
- Dobrze, ale masz 5 minut, a potem wracasz na swoją salę.
- Oczywiście.- uśmiechnąłem się najbardziej jak potrafiłem i pociągnąłem za klamkę. Drzwi lekko się otworzyły. Leżała tam, taka krucha, patrzyła w sufit. Płakała, chyba ze szczęścia.
- Mogę?-spytałem.

*Ania*
Udało się. Nigdy nie czułam się taka szczęśliwa. Dziękowałam Bogu, że dał mi drugą szansę. Popłakałam się ze szczęścia. Byłam słaba, ale płacz przynosił mi ukojenie.
- Mogę?
Usłyszałam głos. Wiedziałam do kogo należy. On na mnie czekał, czekał przez te wszystkie miesiące. Był przy mnie.Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale nie potrafiłam, zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Kiwnęłam tylko głową. Zrozumiał o co mi chodzi. Szedł powoli, a ja się patrzyłam. Był w piżamie. Nie rozumiałam czemu, ale to w tym momencie to było najmniej ważne. Chciałam go tylko dotknąć, przytulić, pocałować, być z nim już na zawsze.
- Widziałem, że się uda.- usiadł na krzesełku przy łóżku i złapał mnie za dłoń.
- Ja też...- powiedziałam po chwili, kiedy zebrałam wszystkie siły.- Co się stało?- wskazałam na jego strój.
- Miałem mały wypadek, ale już jest wszystko w porządku.- zaczął płakać.
- Nie płacz.
- To są łzy szczęścia. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
- Ja też. Nie spodziewałam się tego, że się obudzę.
- Gdyby to nie nastąpiło miałem już plany co do mojego "życia". Zastanawiałem się czy skoczyć z mostu czy może lepiej łyknąć całe opakowanie tabletek.
- Przestań!
- To prawda. Nie umiałbym bez ciebie żyć.
- Ja bez ciebie też, ale porozmawiajmy o czymś innym.- starałam się zmienić temat.- Gdzie są wszyscy?
- Jest noc. Nawet nie wiedzą, że się obudziłaś.
- Nie mów im dzisiaj, jest już późno, pewnie śpią.
- Jasne. Przepraszam, wiem, że lekarz mi zabronił, ale nie mogę się powstrzymać.
- Co?
Nie uzyskałam odpowiedzi tylko. Zamiast tego mocno mnie pocałował. Już wiem czemu lekarz mu nie pozwolił. Moje serce waliło jak oszalałe. Brakowało mi tego.

Następnego dnia wszyscy mnie odwiedzili. Oczywiście nie obyło się bez przywitań pełnych łez. Przyszli rodzice i Karolina, ale gdzie są chłopaki?
W tej chwili cała piątka wpadła do mojej sali. Harry był już normalnie ubrany, chyba wychodzi ze szpitala. Wszyscy się na mnie rzucili i zaczęli przekrzykiwać.
- Chłopaki, ona potrzebuje spokoju.- uspokajał ich Harry.
- Z nami to jest niemożliwe.- odpowiedział mu Louis.
Wszyscy się zaśmialiśmy. Po godzinie moi rodzice znowu musieli iść do lekarza podpisać jakieś dokumenty. Mężczyzna był wniebowzięty, że udało mi się przeżyć. Podobno miałam wystąpić w jakimś programie popularno-naukowym jako przykład cudu. Hehe, może się skuszę? Zobaczymy...
- Louis, mogę cię o coś zapytać?- spytałam go.
- Jasne, o co chodzi?
- Ty kiedyś tutaj byłeś i mówiłeś mi chyba o jakimś piciu herbatki. O co ci chodziło?
- To ty to słyszałaś?!
- Nie do końca, ale coś tam kojarzę.
- Niewiarygodne....- otworzył szeroko oczy.
- I wspominałeś o jakiejś Darcy. Kto to?
- Jesteś niesamowita.
- W końcu to nasza "wyjątkowa fanka".- zacytował Harry Louis'a sprzed kilku miesięcy, po czym pocałował mnie.
- O tak!- wszyscy powiedzieli chórem, a ja się zaśmiałam.

*trzy lata później- Ania*

Skończyłam liceum i postanowiłam pójść na studia na medycynę. Kto wie, może ja też kiedyś uratuję komuś życie? Zamieszkałam z Harry'm, poznałam Darcy i również od razu ją pokochałam. Zdecydowaliśmy się ją zaadoptować. Już niedługo pójdzie do przedszkola:)

Dr. White zdobył upragnioną nagrodę w dziedzinie medycyny, dzięki mojemu przypadkowi.
Co prawda muszę co 2 tygodnie chodzić na badania, ale nie sprawia mi to kłopotu. Z przyjemnością się z nim spotykam.

Karolina urodziła synka. Ma już 1,5 roku. Louis jest wniebowzięty.Uczy go grać w piłkę nożną, a ostatnio nawet sadził z nim marchewki. Nie muszę dodawać, że mały Josh je wprost uwielbia. Kilka dni temu Louis i Karolina obchodzili pierwszą rocznicę ślubu.

Liam poślubił Danielle, która obecnie jest w 3 miesiącu ciąży. Ciągle kłócą się o imię dla dziecka, choć nie znają nawet płci. Na szczęście potem nawzajem się przepraszają i znowu próbują dojść do porozumienia. Jestem jednak pewna, że to Danielle postawi na swoim.W każdym bądź razie są szczęśliwi.

Zayn wrócił do Pauline, a raczej to ona wróciła do niego. W każdym bądź razie są razem. Planują ze sobą zamieszkać.

Niall rozstał się z Dominicą, potem do niej wrócił. Obecnie znów jest wolny, ale sądzę, że do siebie jeszcze wrócą. Ostatnio śmiał się, że przechodzi na dietę cud. Będzie jadł wszystko i czekał na cud. Uwielbiam go.

Chłopaki oczywiście dalej koncertują i odnoszą coraz większe sukcesy. Cieszę się ich szczęściem.
Nie mieszkają już razem, ale każdy z nich ma swój dom, które stoją obok siebie. Wszystko wróciło do normy, znów jesteśmy szczęśliwi.
_________________________________________________________________________________

Koniec:) Zapraszam do komentowania, bo to już ostatnia szansa, żeby wyrazić swoją opinię. Dla ułatwienia nie trzeba przepisywać kodu z obrazka. Oddaję wam w ręce nową sondę (już ostatnią). Zagłosujcie, które zakończenie podobało wam się bardziej. Tak bardzo chcieliście szczęśliwe, więc macie. Szczerze mówiąc mi się nie podoba, bo jest... zbyt szczęśliwe:) Zapraszam również na mój nowy blog, który również dotyczyć będzie One Direction: http://onebandonedreamonedirection296505.blogspot.com/ .
Dziękuję, że przez te kilka miesięcy tutaj wchodziliście, to dla mnie naprawdę dużo znaczy. Za chwilkę dodam małe podsumowanie.
Ps: Mój email: ania296505@wp.pl i tt: @Ania296505.

wtorek, 15 maja 2012

ZAKOŃCZENIE (smutne)

UWAGA! CZYTASZ SMUTNĄ WERSJĘ ZAKOŃCZENIA (SZCZĘŚLIWĄ DODAM ZA KILKA DNI).

http://www.youtube.com/watch?v=BTJcy6HKvLM <włącz>

*Louis*
-Nie!- krzyknąłem, ale to nic nie dało.
Harry'ego potrącił samochód, leżał bezwładnie na ulicy w kałuży krwi. To wszystko trwało ułamki sekund, stałem nieruchomo w oknie nie wiedząc do dalej. Po chwili się opamiętałem i wybiegłem przed dom. Zawołałem chłopaków i kazałem im dzwonić po pogotowie. Klęczał przy nim kierowca, który płakał i przepraszał za wszystko. To nie była jego wina. Dziewczyna, która go zawołała stała nieruchomo i patrzyła jak próbuję mu pomóc. Z jej oczu w olbrzymich ilościach zaczęły spływać łzy. Nie współczułem jej, może gdyby nie ona to wszystko by się nie stało? Nie mogę jej jednak za to winić, Harry powinien poczekać, aż ten samochód się zatrzyma. Kompletnie nie wiedziałem co mam robić, klęczałem nad nim bojąc się, że przeze mnie coś mu się stanie. Oddychał, ciężko i powolnie, ale oddychał.
- Przepraszam, nie powinnam go wołać. Widziałam, że jedzie auto, ale to było silniejsze ode mnie. Od zawsze chciałam was poznać, tylko nie w takich okolicznościach....- odezwała się wreszcie dziewczyna.
Nic jej nie odpowiedziałem. Tak bardzo chciałem być nierozpoznawalny, móc ukryć się w tłumie, ale to było niemożliwe. Znał nas cały świat.
Harry był nieprzytomny, jednak jego klatka piersiowa powoli się unosiła. Mimo, że mieszkaliśmy w mniej tłocznej dzielnicy to i tak obok nas zebrał się tłum gapiów i fanek. Zacząłem płakać z bezsilności. W oddali było słychać dźwięk nadjeżdżającej karetki. Wreszcie przyjechała. Dłużej się nie dało? Wolontariusze kazali nam się odsunąć, posłusznie odeszliśmy na bok. Zaczęła się akcja ratunkowa. Mężczyźni co chwilę się przekrzykiwali.
- Tracimy go!- wrzeszczał jeden z nich.
Zacząłem płakać jeszcze bardziej, nie wyobrażam sobie życia bez mojego Harry'ego.
Bez tego, który codziennie gotował mi obiad i zaparzał gorącą herbatę.
Bez tego, który zawsze umiał mnie wysłuchać i pomóc.
Bez tego, z którym tak świetnie się dogadywałem.
Bez tego, którego śmieszył każdy, mój nawet najgłupszy dowcip.
Bez tego, który był dla mnie jak brat.
- Podaj defibrylator!
Mężczyzna posłusznie mu podał. Ta scena wyglądała jak z filmu, ale to niestety była rzeczywistość. Harry umierał na moich oczach. A ja? Ja nie mogłem nic zrobić. Zaczęło padać. Widać było, że deszcz im utrudnia nadejście z pomocą. Wolontariusze rozerwali mu kurtkę i bluzkę. Przystąpili do działania. Widok trzęsącego się przyjaciela był okropny, ale tylko tak mogli go uratować.
- Szybciej! Nie mamy czasu! On zaraz umrze!- krzyknął mężczyzna.
Drugi robił wszystko co w jego mocy. Nasi ochroniarze na siłę próbowali odciągać fanki, ale one wciąż próbowały się przedostać, tak jakby mogły mu pomóc. Strasznie wrzeszczały, a tak naprawdę nawet nie wiedzą jaki był. Chociaż gdyby się dowiedziały kochałyby go jeszcze bardziej. Wydawało mi się jakby ci funkcjonariusze stracili zapał, który mieli na początku, wszystko robili wolniej, poddawali się.
- No dalej! On nie może umrzeć!- krzyczałem przez łzy.
Przypominałem małe dziecko, które nie może dostać upragnionej zabawki.
- Robimy wszystko co w naszej mocy.- uspokajał mnie jeden z nich.
Guzik robili. Ten tekst znałem z wszystkich filmów.
- Szybciej!- mówił wolontariusz.
To wszystko trwało sekundy, ale mi czas strasznie się dłużył.
Po chwili przestali. Tak po prostu. Poddali się. Spojrzeli sobie w oczy, pewnie licytowali kto ma nam powiedzieć. Mimo, że byłem prawie pewny co się stało wciąż liczyłem, że się udało. Wreszcie podszedł do nas jeden z nich.
- Przykro mi, uderzenie było zbyt mocne. Nie miał szans...- spuścił głowę.
Znowu wybuchnęliśmy płaczem, rzuciłem się do niego na ziemię.
- Obudź się, słyszysz?! Miałeś czekać na Anię! Ona by ci czegoś takiego nie zrobiła! No obudź się wreszcie! Mieliście żyć szczęśliwi! Pamiętasz jak kilka dni temu mówiłeś, że chcesz przenieść się do Polski?! Harry!- nie reagował.
Po chwili odsunął mnie od niego ochroniarz. Byłem na niego wściekły, że to zrobił, chciałem przy nim być. Miałem mu tyle rzeczy do powiedzenia. Tak się nie robi. Nie zostawia się ot tak przyjaciół.
Policja z trudem zatrzymywała rozhisteryzowane fanki. Nie, to nie dzieje się na prawdę. Przecież miał przed sobą całe życie. Czemu tak miało być?


Od śmierci Harry'ego minęły cztery miesiące. Wciąż wydaje mi się jakby to było wczoraj. Krople deszczu spływające po jego nagim torsie, wolontariusze, którzy na siłę próbują mu pomóc, fanki, które cały czas wrzeszczały. Zresztą tak jak my. Teraz już nic mu nie grozi. Na pogrzebie było mnóstwo ludzi. Jego matka...nie pogodziła się ze śmiercią syna, ale daje sobie jakoś radę. Nikt już się nie śmieje tak jak wcześniej, właściwie to wogóle nie żartujemy. Karolina przyleciała tu pierwszym samolotem. Nie powiedzieliśmy jej przez telefon, myślała, że Harry leży ranny w szpitalu. Baliśmy się jej reakcji... Kiedy wyznaliśmy jej prawdę zaczęła głośno płakać.
Już nie płaczemy tylko tępo rozmyślamy co dalej. Od czasu do czasu ktoś się uśmiechnie na wspomnienie naszego kochanego Harry'ego.

Dochodziła godzina 13.00. Ponurą ciszę, która jak zazwyczaj panowała w naszym domu przerwał dźwięk telefonu. Odebrał Liam.
- ...................
- Jak to? Dawno temu?
- ..................
- Rozumiem, zaraz będziemy.- rozłączył się.

- Ania się obudziła.- powiedział z lekkim uśmiechem.
Przeniosłem wzrok z ziemi, która wydawała mi się bardzo interesująca na Liam'a.
- Tylko co my jej powiemy?- spytałem po chwili.


*w szpitalu- Ania*

Nie mogłam się doczekać spotkania z chłopakami, a szczególnie z Harry'm. Tak dawno go nie widziałam. Podobno spałam sześć miesięcy. Nie czułam tego, wydawało mi się, że co najwyżej kilka godzin. Rodzice bardzo się ucieszyli. Nawet nie wiem jak dziękować Bogu, że dał mi taką szansę. Lekarz zamiast się cieszyć ciągle zastanawiał się jak to możliwe, nie dawał mi zbyt wielu szans. Oczywiście zaznaczył, że nie mogę się przemęczać, denerwować i zbyt gwałtownie poruszać. Ok, jakoś to będzie.
Czas tak strasznie mi się dłużył. Co chwilę spoglądałam na drzwi, jednak nikt nie wchodził.
Po chwili ktoś zapukał i lekko je uchylił . To była Karolina. Nie wiedziałam, że tu będzie, ale sprawiła mi ogromną przyjemność. Za nią wszedł kolejno Louis, Zayn, Liam i Niall. Z każdym się mocno przytuliłam. Oczywiście musiałam się popłakać, oni też cicho szlochali.
- A gdzie Harry?- spytałam z uśmiechem.
Nikt mi nie odpowiadał.
- Halo?! Słyszycie mnie?- pomachałam im ręką przed nosami.
- Yyyy... nie mógł przyjechać. Jego mama jest.... przeziębiona.- powiedział Zayn.
Wiedziałam, że coś kręci.
- Aha... Aż tak z nią źle?- spytałam.
Byłam pewna, że Harry kogoś sobie znalazł.
- Przepraszam, ale nie mogę.- Karolina powiedziała do chłopaków i wybiegła z sali płacząc.
- O co jej chodzi?- znowu nikt nie odpowiadał.- Czy ja mówię po chińsku?!- krzyknęłam.
- To nie tak jak myślisz. On naprawdę nie mógł  przyjechać, opiekuje się mamą.
- Skoro tak... jeszcze się z nim zobaczę.- Niall westchnął na moje słowa.
- Jasne.- odpowiedział mi Louis.
Nie żartował tak jak zwykle.
- A co to jakaś nowa moda? Czemu jesteście wszyscy ubrani na czarno? Wiecie, ostatnio nie miałam czasu na śledzenie najnowszych trendów.- powiedziałam śmiejąc się.
- Posłuchaj nie mogę cię dłużej oszukiwać...- stanowczo powiedział Louis, lecz przerwał mu Liam.
- .... Pamiętasz co mówił lekarz? Ona nie może się denerwować.
- A myślisz, że to coś da? I tak się dowie, lepiej, żebyśmy my to zrobili, niż jakiś paparazzi.
- Chłopaki, co się dzieje?- Starałam się zachować spokój, jednak łzy zaczęły spływać mi po oczach.
- Bo...bo Harry zginął w wypadku samochodowym.- wyrecytował na jednym tchu Louis.
- Co? To niemożliwe, on miał czekać, czekać na mnie.
- Przykro mi.- zaczął płakać.
Nie kłamał.
- Ale on obiecywał, mówił, że mnie kocha, gdyby mnie kochał nie zostawiłby mnie. Tak się nie robi, Louis, ty o tym wiesz. Wiesz, że tak się nie robi, prawda?- próbowałam przekonać samą siebie.
Popatrzeli na mnie dziwnie.
- Kochał cię, nawet nie wiesz jak bardzo.- odpowiedział.
- Ale mnie zostawił!- zaczęłam wrzeszczeć- Zostawił mnie samą!
- Nie jesteś sama. Masz nas.- złapał mnie za dłoń, którą szybko odepchnęłam.
- Ja chcę jego!- nie kontrolowałam się. Rzuciłam jakimś kubkiem, który stał na półce przy moim łóżku o ścianę. Zdziwiło ich to. Zrobiło mi się strasznie duszno. Powoli rozmazywał mi się obraz, nie wiedziałam co się dzieje. Oddychałam coraz słabiej, czułam to. Do sali wbiegł lekarz i wygonił chłopaków. Usnęłam....


                                                                          ~*~*~*~*~                                                                       
Od śmierci Ani minęło pół roku. Choć jej bliscy dopuszczali do siebie myśl, że może umrzeć, nie podejrzewali, że nastąpi to w takich okolicznościach.
Nie było już One Direction, pozostała tylko czwórka przyjaciół i niespełnione marzenia.
Louis załamał się po śmierci dwójki  przyjaciół, próbował popełnić samobójstwo, ale w ostatniej chwili uratowała go Karolina. Nadal są razem, na stałe zamieszkali w Polsce.
Zayn również ciężko to przeżył, w trudnych chwilach wspierała go Pauline, z którą ponownie się związał.
Liam w dalszym ciągu spotyka się z Danielle. Za trzy miesiące mają zostać rodzicami bliźniaków.
Niall rozstał się z Dominicą i znów jest samotny. Wciąż jednak marzy o wielkiej i prawdziwej miłości.

Chłopaki nie mają wątpliwości, że Harry jest szczęśliwy z Anią. Jak wiadomo życie grozi rozstaniem, ale śmierć łączy na zawsze, bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać.

__________________________________________________________________________________

To już naprawdę koniec. Za kilka dni dodam szczęśliwą wersję zakończenia. Więc jeszcze wchodźcie. To mój email (ania296505@wp.pl) lub Twitter (@Ania296505) gdybyście chcieli wyrazić swoją opinię lub podsunąć jakiś pomysł, który mogłabym wykorzystać w nowym blogu. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że tu jesteście. Jest mi miło, że zainteresowaliście się moim blogiem, który od początku był trochę inny. Większość ludzi chce czytać przyjemne historyjki, a ta opowiada o chorobie i śmierci, dlatego doceniam to, że czytacie:) Dzięki za ponad 10000 wejść.
<Uhh... o mało się nie popłakałam> Zapraszam na nowy blog http://onebandonedreamonedirection296505.blogspot.com/

Ps: Do zobaczenia za kilka dni, kiedy dodam szczęśliwą wersję:)

sobota, 12 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

Uwaga! Dodałam jeszcze jeden rozdział. To nie jest zakończenie!
_____________________________________________________________________________________

*Harry*

Usnęła, nie dopuszczałem myśli, że może się nie obudzić. Ja po prostu nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. To chyba jakiś sen, koszmar. Ona, ona wydawała mi się taka krucha, a tak naprawdę cały czas walczyła. Po cichu.
Chłopaki mówią mi, żebym poszedł do domu, ale ja chcę tutaj zostać. Wiem, że obudzi się za sześć miesięcy, ale nie lubię zostawiać jej samej. Jest taka bezbronna, zależna od  innych. Nic nie mogę zrobić, zostało mi czekanie, aż się wybudzi. O ile to wogóle nastąpi. Mam taką nadzieję. Wierzę, że jest silna, da radę, uda się.
Wreszcie Louis wyciągnął mnie do domu. Po wyjeździe Karoliny do Polski znowu zachowuje się inaczej, ale nie dziwię mu się. Był już listopad, pogoda z dnia na dzień była coraz gorsza, pomimo, że to Los Angeles. Od zapadnięcia w śpiączkę Ani minęły 2 miesiące. Czułem jakby to było wczoraj. Podpuchnięte oczy i ten lęk, że coś pójdzie nie tak jak trzeba.  Błękitne obłoki zastąpiły ciemne chmury zasłaniające całe niebo. Jednak mieszkając w Londynie zdążyłem przyzwyczaić się do deszczu. Czasem podczas największej ulewy lubiłem przejść się po opuszczonym mieście. Czułem, że woda zmywa całe moje sztuczne oblicze, które pokazuję w telewizji. Tam zawsze trzeba się uśmiechać, nie wolno mieć problemów i złego nastroju. Tym w dzisiejszych czasach rządzi się show  biznes. Pomyślałem, że taki spacer dobrze mi zrobi. Może uda mi się zapomnieć o tym wszystkim. Z moich wniosków wychodziło, że najpóźniej za 10 minut będzie padać. Zarzuciłem więc kurtkę i zacząłem iść przed siebie. Mijałem ludzi, którzy na siłę próbowali zdążyć do domu przed ulewą. Niektórzy mówili, żebym uciekał, ale ja właśnie na niego czekałem. Na deszcz. W pewnej chwili zobaczyłem, że obserwuje mnie paparazzi i co chwilę robi zdjęcia. Postanowiłem, że go zignoruję. Nikt poza chłopakami nie wiedział o Ani. Staraliśmy się utrzymać to w tajemnicy. Nie wybaczyłbym sobie widoku kilkudziesięciu fotoreporterów czychających pod szpitalem. Szedłem powoli, kiedy  nagle podbiegł do mnie jakiś dziennikarz.
- Czy to prawda, że twoja dziewczyna jest umierająca? Jak się z tym czujesz? Czy fani cię wspierają? Harry?
Stałem wryty i patrzyłem jak mężczyzna nawija. Zaczęło padać. Nie umiałem wydusić z siebie żadnego słowa. Jak to możliwe? Skąd on wie? Przecież na pewno nie powiedzieli mu chłopaki, nie zrobili by tego. Poza nimi wiedziała jeszcze Danielle, Karolina, rodzice Ani i ……
- Alice….- powiedziałem na głos.
- Słucham?
Nic nie odpowiedziałem tylko pobiegłem do jej domu. Widać było, że się mnie nie spodziewała, ale po chwili ujrzałem ten jej chytry uśmieszek. Dziwię się, że z nią byłem. Chociaż tak właściwie łączył nas tylko seks.
- Ooo, koga ja widzę. Stęskniłeś się za mną? Chcesz do mnie wrócić?- spytała ironicznie.
- Czemu powiedziałaś wszystko dziennikarzom?!- krzyknąłem, nie panowałem nad sobą.
- Ojj, może coś mi się wymsknęło…
- Słucham!?- cały czas stałem w drzwiach.
- Wydusili to ze mnie. Ja nie chciałam tego powiedzieć, ale oni tak bardzo prosili o wasze sekrety….
- Pożałujesz tego!- złapałem ją za rękę i docisnąłem do drzwi. Nawet nie jęknęła.
- Ja się ciebie nie boję. Lepiej się uśmiechnij, bo tamten paparazzi strasznie chce mieć nasze zdjęcie.
Ujrzałem mężczyznę, który zaczął uciekać z aparatem. Kolana się pode mną ugięły. Alice tylko się zaśmiała i zamknęła mi przed nosem drzwi. Nie wiedziałem co robić, gdzie pójść. Nagle deszcz zaczął mi tak strasznie przeszkadzać. Chłopaki- tylko oni mogą mi pomóc. Zacząłem biec, po drodze mijałem mnóstwo fanek każda z nich pytała o Anię. Nie zwracałem na nie uwagi. Pozostało mi tylko przebiec przez ulicę i będę w domu. Po ulicy jechał ciemny samochód, ale był w bezpiecznej odległości, zdążę przed nim przebiegnąć. Zobaczyłem, że Louis wygląda przez okno, pewnie na mnie czeka. Biegłem właśnie przez ulicę. Ktoś z tyłu krzyknął moje imię, normalnie bym się nie odwrócił, ale jej głos tam bardzo przypominał mi głos Ani. Musiałem. Odwróciłem lekko głowę, to była jakaś fanka. Sekundę później ujrzałem jej przeraźliwe spojrzenie. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Odwróciłem głowę i ujrzałem samochód, który jechał wprost na mnie.
- Nie!- krzyknęła dziewczyna.
Zdążyłem spojrzeć  tylko w okno, w którym stał Louis. Czułem, że się boi.
- Przepraszam.- powiedziałem, a potem poczułem straszny ból.

____________________________________________________________________________________

Wiem, wiem, wiem. Powinnam była dodać ten rozdział wcześniej, ale wczoraj coś szwankował mi Internet, dlatego pisałam w Wordzie. Dzisiaj tylko wklejam. Wybaczcie, że jest taki krótki. W związku z tym, że dużo osób prosiło mnie w komentarzach i na poczcie o nie kończenie bloga postanowiłam choć po części spełnić ich oczekiwania. Tak więc napisałam jeszcze jeden rozdział. Wiem, mieszam wszystko, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Zakończenie już niedługo, w następnym poście. Miałam dodać obydwa (szczęśliwe i smutne) w tym samym czasie, ale nie zrobię tak. Sorry, że taki krótki.

Ps. Zdecydowałam się na założenie nowego bloga tylko nie wiem czy pisać go tutaj czy na nowej stronie. Jak myślicie? Piszcie na mój email (ania296505@wp.pl), twitter (@Ania296505) lub w komentarzach (nie musicie przepisywać kodu z obrazka).

                                                                                                  Ania