wtorek, 15 maja 2012

ZAKOŃCZENIE (smutne)

UWAGA! CZYTASZ SMUTNĄ WERSJĘ ZAKOŃCZENIA (SZCZĘŚLIWĄ DODAM ZA KILKA DNI).

http://www.youtube.com/watch?v=BTJcy6HKvLM <włącz>

*Louis*
-Nie!- krzyknąłem, ale to nic nie dało.
Harry'ego potrącił samochód, leżał bezwładnie na ulicy w kałuży krwi. To wszystko trwało ułamki sekund, stałem nieruchomo w oknie nie wiedząc do dalej. Po chwili się opamiętałem i wybiegłem przed dom. Zawołałem chłopaków i kazałem im dzwonić po pogotowie. Klęczał przy nim kierowca, który płakał i przepraszał za wszystko. To nie była jego wina. Dziewczyna, która go zawołała stała nieruchomo i patrzyła jak próbuję mu pomóc. Z jej oczu w olbrzymich ilościach zaczęły spływać łzy. Nie współczułem jej, może gdyby nie ona to wszystko by się nie stało? Nie mogę jej jednak za to winić, Harry powinien poczekać, aż ten samochód się zatrzyma. Kompletnie nie wiedziałem co mam robić, klęczałem nad nim bojąc się, że przeze mnie coś mu się stanie. Oddychał, ciężko i powolnie, ale oddychał.
- Przepraszam, nie powinnam go wołać. Widziałam, że jedzie auto, ale to było silniejsze ode mnie. Od zawsze chciałam was poznać, tylko nie w takich okolicznościach....- odezwała się wreszcie dziewczyna.
Nic jej nie odpowiedziałem. Tak bardzo chciałem być nierozpoznawalny, móc ukryć się w tłumie, ale to było niemożliwe. Znał nas cały świat.
Harry był nieprzytomny, jednak jego klatka piersiowa powoli się unosiła. Mimo, że mieszkaliśmy w mniej tłocznej dzielnicy to i tak obok nas zebrał się tłum gapiów i fanek. Zacząłem płakać z bezsilności. W oddali było słychać dźwięk nadjeżdżającej karetki. Wreszcie przyjechała. Dłużej się nie dało? Wolontariusze kazali nam się odsunąć, posłusznie odeszliśmy na bok. Zaczęła się akcja ratunkowa. Mężczyźni co chwilę się przekrzykiwali.
- Tracimy go!- wrzeszczał jeden z nich.
Zacząłem płakać jeszcze bardziej, nie wyobrażam sobie życia bez mojego Harry'ego.
Bez tego, który codziennie gotował mi obiad i zaparzał gorącą herbatę.
Bez tego, który zawsze umiał mnie wysłuchać i pomóc.
Bez tego, z którym tak świetnie się dogadywałem.
Bez tego, którego śmieszył każdy, mój nawet najgłupszy dowcip.
Bez tego, który był dla mnie jak brat.
- Podaj defibrylator!
Mężczyzna posłusznie mu podał. Ta scena wyglądała jak z filmu, ale to niestety była rzeczywistość. Harry umierał na moich oczach. A ja? Ja nie mogłem nic zrobić. Zaczęło padać. Widać było, że deszcz im utrudnia nadejście z pomocą. Wolontariusze rozerwali mu kurtkę i bluzkę. Przystąpili do działania. Widok trzęsącego się przyjaciela był okropny, ale tylko tak mogli go uratować.
- Szybciej! Nie mamy czasu! On zaraz umrze!- krzyknął mężczyzna.
Drugi robił wszystko co w jego mocy. Nasi ochroniarze na siłę próbowali odciągać fanki, ale one wciąż próbowały się przedostać, tak jakby mogły mu pomóc. Strasznie wrzeszczały, a tak naprawdę nawet nie wiedzą jaki był. Chociaż gdyby się dowiedziały kochałyby go jeszcze bardziej. Wydawało mi się jakby ci funkcjonariusze stracili zapał, który mieli na początku, wszystko robili wolniej, poddawali się.
- No dalej! On nie może umrzeć!- krzyczałem przez łzy.
Przypominałem małe dziecko, które nie może dostać upragnionej zabawki.
- Robimy wszystko co w naszej mocy.- uspokajał mnie jeden z nich.
Guzik robili. Ten tekst znałem z wszystkich filmów.
- Szybciej!- mówił wolontariusz.
To wszystko trwało sekundy, ale mi czas strasznie się dłużył.
Po chwili przestali. Tak po prostu. Poddali się. Spojrzeli sobie w oczy, pewnie licytowali kto ma nam powiedzieć. Mimo, że byłem prawie pewny co się stało wciąż liczyłem, że się udało. Wreszcie podszedł do nas jeden z nich.
- Przykro mi, uderzenie było zbyt mocne. Nie miał szans...- spuścił głowę.
Znowu wybuchnęliśmy płaczem, rzuciłem się do niego na ziemię.
- Obudź się, słyszysz?! Miałeś czekać na Anię! Ona by ci czegoś takiego nie zrobiła! No obudź się wreszcie! Mieliście żyć szczęśliwi! Pamiętasz jak kilka dni temu mówiłeś, że chcesz przenieść się do Polski?! Harry!- nie reagował.
Po chwili odsunął mnie od niego ochroniarz. Byłem na niego wściekły, że to zrobił, chciałem przy nim być. Miałem mu tyle rzeczy do powiedzenia. Tak się nie robi. Nie zostawia się ot tak przyjaciół.
Policja z trudem zatrzymywała rozhisteryzowane fanki. Nie, to nie dzieje się na prawdę. Przecież miał przed sobą całe życie. Czemu tak miało być?


Od śmierci Harry'ego minęły cztery miesiące. Wciąż wydaje mi się jakby to było wczoraj. Krople deszczu spływające po jego nagim torsie, wolontariusze, którzy na siłę próbują mu pomóc, fanki, które cały czas wrzeszczały. Zresztą tak jak my. Teraz już nic mu nie grozi. Na pogrzebie było mnóstwo ludzi. Jego matka...nie pogodziła się ze śmiercią syna, ale daje sobie jakoś radę. Nikt już się nie śmieje tak jak wcześniej, właściwie to wogóle nie żartujemy. Karolina przyleciała tu pierwszym samolotem. Nie powiedzieliśmy jej przez telefon, myślała, że Harry leży ranny w szpitalu. Baliśmy się jej reakcji... Kiedy wyznaliśmy jej prawdę zaczęła głośno płakać.
Już nie płaczemy tylko tępo rozmyślamy co dalej. Od czasu do czasu ktoś się uśmiechnie na wspomnienie naszego kochanego Harry'ego.

Dochodziła godzina 13.00. Ponurą ciszę, która jak zazwyczaj panowała w naszym domu przerwał dźwięk telefonu. Odebrał Liam.
- ...................
- Jak to? Dawno temu?
- ..................
- Rozumiem, zaraz będziemy.- rozłączył się.

- Ania się obudziła.- powiedział z lekkim uśmiechem.
Przeniosłem wzrok z ziemi, która wydawała mi się bardzo interesująca na Liam'a.
- Tylko co my jej powiemy?- spytałem po chwili.


*w szpitalu- Ania*

Nie mogłam się doczekać spotkania z chłopakami, a szczególnie z Harry'm. Tak dawno go nie widziałam. Podobno spałam sześć miesięcy. Nie czułam tego, wydawało mi się, że co najwyżej kilka godzin. Rodzice bardzo się ucieszyli. Nawet nie wiem jak dziękować Bogu, że dał mi taką szansę. Lekarz zamiast się cieszyć ciągle zastanawiał się jak to możliwe, nie dawał mi zbyt wielu szans. Oczywiście zaznaczył, że nie mogę się przemęczać, denerwować i zbyt gwałtownie poruszać. Ok, jakoś to będzie.
Czas tak strasznie mi się dłużył. Co chwilę spoglądałam na drzwi, jednak nikt nie wchodził.
Po chwili ktoś zapukał i lekko je uchylił . To była Karolina. Nie wiedziałam, że tu będzie, ale sprawiła mi ogromną przyjemność. Za nią wszedł kolejno Louis, Zayn, Liam i Niall. Z każdym się mocno przytuliłam. Oczywiście musiałam się popłakać, oni też cicho szlochali.
- A gdzie Harry?- spytałam z uśmiechem.
Nikt mi nie odpowiadał.
- Halo?! Słyszycie mnie?- pomachałam im ręką przed nosami.
- Yyyy... nie mógł przyjechać. Jego mama jest.... przeziębiona.- powiedział Zayn.
Wiedziałam, że coś kręci.
- Aha... Aż tak z nią źle?- spytałam.
Byłam pewna, że Harry kogoś sobie znalazł.
- Przepraszam, ale nie mogę.- Karolina powiedziała do chłopaków i wybiegła z sali płacząc.
- O co jej chodzi?- znowu nikt nie odpowiadał.- Czy ja mówię po chińsku?!- krzyknęłam.
- To nie tak jak myślisz. On naprawdę nie mógł  przyjechać, opiekuje się mamą.
- Skoro tak... jeszcze się z nim zobaczę.- Niall westchnął na moje słowa.
- Jasne.- odpowiedział mi Louis.
Nie żartował tak jak zwykle.
- A co to jakaś nowa moda? Czemu jesteście wszyscy ubrani na czarno? Wiecie, ostatnio nie miałam czasu na śledzenie najnowszych trendów.- powiedziałam śmiejąc się.
- Posłuchaj nie mogę cię dłużej oszukiwać...- stanowczo powiedział Louis, lecz przerwał mu Liam.
- .... Pamiętasz co mówił lekarz? Ona nie może się denerwować.
- A myślisz, że to coś da? I tak się dowie, lepiej, żebyśmy my to zrobili, niż jakiś paparazzi.
- Chłopaki, co się dzieje?- Starałam się zachować spokój, jednak łzy zaczęły spływać mi po oczach.
- Bo...bo Harry zginął w wypadku samochodowym.- wyrecytował na jednym tchu Louis.
- Co? To niemożliwe, on miał czekać, czekać na mnie.
- Przykro mi.- zaczął płakać.
Nie kłamał.
- Ale on obiecywał, mówił, że mnie kocha, gdyby mnie kochał nie zostawiłby mnie. Tak się nie robi, Louis, ty o tym wiesz. Wiesz, że tak się nie robi, prawda?- próbowałam przekonać samą siebie.
Popatrzeli na mnie dziwnie.
- Kochał cię, nawet nie wiesz jak bardzo.- odpowiedział.
- Ale mnie zostawił!- zaczęłam wrzeszczeć- Zostawił mnie samą!
- Nie jesteś sama. Masz nas.- złapał mnie za dłoń, którą szybko odepchnęłam.
- Ja chcę jego!- nie kontrolowałam się. Rzuciłam jakimś kubkiem, który stał na półce przy moim łóżku o ścianę. Zdziwiło ich to. Zrobiło mi się strasznie duszno. Powoli rozmazywał mi się obraz, nie wiedziałam co się dzieje. Oddychałam coraz słabiej, czułam to. Do sali wbiegł lekarz i wygonił chłopaków. Usnęłam....


                                                                          ~*~*~*~*~                                                                       
Od śmierci Ani minęło pół roku. Choć jej bliscy dopuszczali do siebie myśl, że może umrzeć, nie podejrzewali, że nastąpi to w takich okolicznościach.
Nie było już One Direction, pozostała tylko czwórka przyjaciół i niespełnione marzenia.
Louis załamał się po śmierci dwójki  przyjaciół, próbował popełnić samobójstwo, ale w ostatniej chwili uratowała go Karolina. Nadal są razem, na stałe zamieszkali w Polsce.
Zayn również ciężko to przeżył, w trudnych chwilach wspierała go Pauline, z którą ponownie się związał.
Liam w dalszym ciągu spotyka się z Danielle. Za trzy miesiące mają zostać rodzicami bliźniaków.
Niall rozstał się z Dominicą i znów jest samotny. Wciąż jednak marzy o wielkiej i prawdziwej miłości.

Chłopaki nie mają wątpliwości, że Harry jest szczęśliwy z Anią. Jak wiadomo życie grozi rozstaniem, ale śmierć łączy na zawsze, bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać.

__________________________________________________________________________________

To już naprawdę koniec. Za kilka dni dodam szczęśliwą wersję zakończenia. Więc jeszcze wchodźcie. To mój email (ania296505@wp.pl) lub Twitter (@Ania296505) gdybyście chcieli wyrazić swoją opinię lub podsunąć jakiś pomysł, który mogłabym wykorzystać w nowym blogu. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że tu jesteście. Jest mi miło, że zainteresowaliście się moim blogiem, który od początku był trochę inny. Większość ludzi chce czytać przyjemne historyjki, a ta opowiada o chorobie i śmierci, dlatego doceniam to, że czytacie:) Dzięki za ponad 10000 wejść.
<Uhh... o mało się nie popłakałam> Zapraszam na nowy blog http://onebandonedreamonedirection296505.blogspot.com/

Ps: Do zobaczenia za kilka dni, kiedy dodam szczęśliwą wersję:)

sobota, 12 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

Uwaga! Dodałam jeszcze jeden rozdział. To nie jest zakończenie!
_____________________________________________________________________________________

*Harry*

Usnęła, nie dopuszczałem myśli, że może się nie obudzić. Ja po prostu nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. To chyba jakiś sen, koszmar. Ona, ona wydawała mi się taka krucha, a tak naprawdę cały czas walczyła. Po cichu.
Chłopaki mówią mi, żebym poszedł do domu, ale ja chcę tutaj zostać. Wiem, że obudzi się za sześć miesięcy, ale nie lubię zostawiać jej samej. Jest taka bezbronna, zależna od  innych. Nic nie mogę zrobić, zostało mi czekanie, aż się wybudzi. O ile to wogóle nastąpi. Mam taką nadzieję. Wierzę, że jest silna, da radę, uda się.
Wreszcie Louis wyciągnął mnie do domu. Po wyjeździe Karoliny do Polski znowu zachowuje się inaczej, ale nie dziwię mu się. Był już listopad, pogoda z dnia na dzień była coraz gorsza, pomimo, że to Los Angeles. Od zapadnięcia w śpiączkę Ani minęły 2 miesiące. Czułem jakby to było wczoraj. Podpuchnięte oczy i ten lęk, że coś pójdzie nie tak jak trzeba.  Błękitne obłoki zastąpiły ciemne chmury zasłaniające całe niebo. Jednak mieszkając w Londynie zdążyłem przyzwyczaić się do deszczu. Czasem podczas największej ulewy lubiłem przejść się po opuszczonym mieście. Czułem, że woda zmywa całe moje sztuczne oblicze, które pokazuję w telewizji. Tam zawsze trzeba się uśmiechać, nie wolno mieć problemów i złego nastroju. Tym w dzisiejszych czasach rządzi się show  biznes. Pomyślałem, że taki spacer dobrze mi zrobi. Może uda mi się zapomnieć o tym wszystkim. Z moich wniosków wychodziło, że najpóźniej za 10 minut będzie padać. Zarzuciłem więc kurtkę i zacząłem iść przed siebie. Mijałem ludzi, którzy na siłę próbowali zdążyć do domu przed ulewą. Niektórzy mówili, żebym uciekał, ale ja właśnie na niego czekałem. Na deszcz. W pewnej chwili zobaczyłem, że obserwuje mnie paparazzi i co chwilę robi zdjęcia. Postanowiłem, że go zignoruję. Nikt poza chłopakami nie wiedział o Ani. Staraliśmy się utrzymać to w tajemnicy. Nie wybaczyłbym sobie widoku kilkudziesięciu fotoreporterów czychających pod szpitalem. Szedłem powoli, kiedy  nagle podbiegł do mnie jakiś dziennikarz.
- Czy to prawda, że twoja dziewczyna jest umierająca? Jak się z tym czujesz? Czy fani cię wspierają? Harry?
Stałem wryty i patrzyłem jak mężczyzna nawija. Zaczęło padać. Nie umiałem wydusić z siebie żadnego słowa. Jak to możliwe? Skąd on wie? Przecież na pewno nie powiedzieli mu chłopaki, nie zrobili by tego. Poza nimi wiedziała jeszcze Danielle, Karolina, rodzice Ani i ……
- Alice….- powiedziałem na głos.
- Słucham?
Nic nie odpowiedziałem tylko pobiegłem do jej domu. Widać było, że się mnie nie spodziewała, ale po chwili ujrzałem ten jej chytry uśmieszek. Dziwię się, że z nią byłem. Chociaż tak właściwie łączył nas tylko seks.
- Ooo, koga ja widzę. Stęskniłeś się za mną? Chcesz do mnie wrócić?- spytała ironicznie.
- Czemu powiedziałaś wszystko dziennikarzom?!- krzyknąłem, nie panowałem nad sobą.
- Ojj, może coś mi się wymsknęło…
- Słucham!?- cały czas stałem w drzwiach.
- Wydusili to ze mnie. Ja nie chciałam tego powiedzieć, ale oni tak bardzo prosili o wasze sekrety….
- Pożałujesz tego!- złapałem ją za rękę i docisnąłem do drzwi. Nawet nie jęknęła.
- Ja się ciebie nie boję. Lepiej się uśmiechnij, bo tamten paparazzi strasznie chce mieć nasze zdjęcie.
Ujrzałem mężczyznę, który zaczął uciekać z aparatem. Kolana się pode mną ugięły. Alice tylko się zaśmiała i zamknęła mi przed nosem drzwi. Nie wiedziałem co robić, gdzie pójść. Nagle deszcz zaczął mi tak strasznie przeszkadzać. Chłopaki- tylko oni mogą mi pomóc. Zacząłem biec, po drodze mijałem mnóstwo fanek każda z nich pytała o Anię. Nie zwracałem na nie uwagi. Pozostało mi tylko przebiec przez ulicę i będę w domu. Po ulicy jechał ciemny samochód, ale był w bezpiecznej odległości, zdążę przed nim przebiegnąć. Zobaczyłem, że Louis wygląda przez okno, pewnie na mnie czeka. Biegłem właśnie przez ulicę. Ktoś z tyłu krzyknął moje imię, normalnie bym się nie odwrócił, ale jej głos tam bardzo przypominał mi głos Ani. Musiałem. Odwróciłem lekko głowę, to była jakaś fanka. Sekundę później ujrzałem jej przeraźliwe spojrzenie. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Odwróciłem głowę i ujrzałem samochód, który jechał wprost na mnie.
- Nie!- krzyknęła dziewczyna.
Zdążyłem spojrzeć  tylko w okno, w którym stał Louis. Czułem, że się boi.
- Przepraszam.- powiedziałem, a potem poczułem straszny ból.

____________________________________________________________________________________

Wiem, wiem, wiem. Powinnam była dodać ten rozdział wcześniej, ale wczoraj coś szwankował mi Internet, dlatego pisałam w Wordzie. Dzisiaj tylko wklejam. Wybaczcie, że jest taki krótki. W związku z tym, że dużo osób prosiło mnie w komentarzach i na poczcie o nie kończenie bloga postanowiłam choć po części spełnić ich oczekiwania. Tak więc napisałam jeszcze jeden rozdział. Wiem, mieszam wszystko, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Zakończenie już niedługo, w następnym poście. Miałam dodać obydwa (szczęśliwe i smutne) w tym samym czasie, ale nie zrobię tak. Sorry, że taki krótki.

Ps. Zdecydowałam się na założenie nowego bloga tylko nie wiem czy pisać go tutaj czy na nowej stronie. Jak myślicie? Piszcie na mój email (ania296505@wp.pl), twitter (@Ania296505) lub w komentarzach (nie musicie przepisywać kodu z obrazka).

                                                                                                  Ania

poniedziałek, 7 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY

<włącz>  http://www.youtube.com/watch?v=_eaIvg2LIR4&feature=fvst  <słuchaj tego czytając ten rozdział, potem obejrzyj, bo jest strasznie wzruszający> jeżeli się skończy zanim przeczytacie to proszę puśćcie od początku.



*Harry*

Ok, skoro ten list tyle dla niej znaczy, przeczytam go, ale nie zamierzam coś zmieniać w naszych relacjach. Skrzywdziła mnie, a tego tak łatwo nie da się zapomnieć. Choć w dalszym ciągu "wypełnia całą moją głowę" to nie wiem czy umiałbym jej przebaczyć. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Już jest za późno.
Schyliłem się po kopertę i powoli ją otworzyłem. Karolina zostawiła mnie samego. Nie mam pojęcia co tam było takiego ważnego, ale obiecałem, że przeczytam więc tak zrobię. Ujrzałem zapisaną kartkę, na której były wyschnięte łzy.


                                                           KOCHANY HARRY,
Wiem jak bardzo cię skrzywdziłam, dlatego zrozumiem jak po przeczytaniu tego listu będziesz czuł się oszukany. Bo ja cię właśnie cały czas oszukiwałam. Nie potrafiłam wyznać ci prawdy. Próbowałam kilka razy, ale nie czułam się na siłach, by ci to wyjawić. Dokładnie pół roku temu dowiedziałam się, że umrę. Jestem poważnie chora i nie chciałam, żebyście się ze mną przyjaźnili z litości. Chciałam sobie udowodnić, że też możecie mnie polubić taką jaką naprawdę jestem. Właśnie taką mnie pokochałeś. Nie wiedziałeś tylko, że cały czas cię oszukiwałam. Kiedy dowiedziałam się, że umrę obwiniałam o to wszystkich. Czemu ja? Zadawałam sobie ciągle to pytanie. Jest tyle ludzi, którzy nie mają nic do stracenia. A ja? Mam siedemnaście lat i całe życie przed sobą. Niestety nie jest mi ono dane. Urodziłam się po to, żeby umrzeć. Od tego czasu rodzice spełniali każdą moją zachciankę, wreszcie padło na wasz koncert. Kupili mi bilet na samolot i nawet udało im się zdobyć wejściówkę do waszej garderoby. Nawet nie wiesz jak się wtedy cieszyłam. Byliście moimi idolami, bóstwami. W ostatnią noc przed wylotem przyśnił mi się koszmar. Śniło mi się, że dowiedzieliście się prawdy i nie chcecie mnie znać. Bałam się, że tak będzie w rzeczywistości, dlatego postanowiłam, że nie powiem wam o chorobie. Choćby nie wiem co się działo przyrzekłam sobie, że wytrzymam i nie wyjawię wam prawdy. Wiem, że to dziecinne, ale nie stać mnie było na odwagę. Nie spodziewałam się tylko tego, że się zakocham. Myślałam,że dacie nam po autografie, w przypływie większego szczęścia może zrobimy sobie wspólne zdjęcie i tyle. Nie liczyłam, że zostaniemy przyjaciółmi. Jednak jak widać na moim przykładzie los lubi płatać figle. Zakochałam się w tobie i nie potrafiłam bez ciebie normalnie funkcjonować. Jednak moja miłość  była zbyt słaba, żeby ci powiedzieć prawdę.
Pamiętaj, że zawsze będę cię kochała i nigdy nie zapomnę tego co się między nami wydarzyło. Ja już zawsze będę cię kochać, tak po prostu. Nie umiem cię wymazać z mojej pamięci. Już próbowałam, ale się nie da. Byłeś, jesteś i będziesz dla mnie zbyt ważny. 
Obecnie leżę w klinice. Pojawiła się nadzieja na ratunek. Zapadnę w śpiączkę na sześć miesięcy i albo się obudzę i będę żyła, albo już nigdy się nie zobaczymy. Wierzę jednak w tą bardziej optymistyczną wersję. Zapadnę w nią dziś po południu.
Chciałabym żebyś wiedział, że to nie jest twoja wina, więc nie obwiniaj się za to wszystko. Jeżeli ktoś tu jest winny, to tą osobą jestem ja. Nie powinnam was oszukiwać, ale to wszystko mnie przerosło. Ostatnio często zastanawiam się co by było gdybym cię nie poznała. Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Odchodząc płaczę, ale ze szczęścia, bo spotkanie ciebie i chłopaków było czymś cudownym, niepowtarzalnym. Czuję,że już mogę umrzeć, bo przeżyłam wielką, prawdziwą miłość. Taką jak w tych wszystkich filmach. Pewnie zastanawiasz się gdzie jest szczęśliwe zakończenie. Nawet jeżeli już się nie obudzę to i tak będę szczęśliwa. Szczęśliwa dlatego, że cię poznałam.
Przepraszam, że dowiedziałeś się o tym wszystkim w taki sposób, ale nie mogę wstawać z łóżka, strasznie mnie tu pilnują.
Mam nadzieję, że wasz zespół przetrwa ten chwilowy kryzys i znów staniecie na nogi. Nie chciałabym, żeby rozpadł się przeze mnie. Wiem ile on dla was znaczy. 
Przykro mi z powodu Alice, wiem, że cię oszukała. Sama byłam tego świadkiem. Szantażowała mnie tym, że wam o wszystkim powie. Przepraszam.
Wiem, ze słowa nie zakleją tej pustki, którą masz w sercu, ale po prostu mi wybacz. Płakałam pisząc ten list, tak bardzo chciałam w nim wyznać wszystko co do ciebie czuję, ale nie umiem. Nie ma słów opisujących moje uczucie. Nigdy o tobie nie zapomnę. Po prostu przepraszam.


                                                                                                                                      Ania
                                                                                                                      


Jak to możliwe? Czułem smutek, złość, ale też szczęście. Kartka była cała mokra od moich łez. Nie wiedziałem czy stać tutaj i płakać czy do niej biec. Nie wiem czy umiem jej wybaczyć. Drżącymi rękami otworzyłem klamkę.
- Harry, co się stało?- spytał zaniepokojony Louis.
Nic mu nie odpowiedziałem tylko rzuciłem mu list. Po chwili dosiedli się do niego pozostali.
- Gdzie ona jest?- wydusiłem.
Karolina podała mi adres, który powtarzałem sobie w myślach, żeby nie zapomnieć. Po chwili byłem już na ulicy. Klinika znajdowała się na drugim końcu miasta. Złapałem taksówkę. Nie zastanawiałem się co jej powiem. Czy wogóle zdążę? Poganiałem mężczyznę, który nie mógł nic zrobić. Dochodziła 16.30, wszyscy ludzie wracali właśnie z pracy. Musieliśmy stać w gigantycznym korku. Bałem się, że może być za późno....


*Ania*

Byłam głupia myśląc, że to przeczyta i przyjedzie jak gdyby nigdy nic się nie stało. Niepotrzebnie się łudziłam. Gdyby tak miało być już dawno by tutaj był. Z każdą chwilą czułam się coraz słabiej, było mi tak duszno.
- Jak się czujesz?- zapytał tysięczny raz tego dnia lekarz.
- Słabo.- ledwo mówiłam.
Popatrzył na mały ekran obok mojego łóżka i zawołał dr.White'a. Wymienili się spojrzeniami, na co moja mama zaczęła płakać. Wiedziałam co to oznacza. Już czas.
- Musimy zaczynać, dłużej możesz nie wytrzymać.
Chciałam jeszcze poczekać na Karolinę, ale powiedzieli, że nie ma na to czasu. W dodatku nie odbierała telefonu. Czemu właśnie teraz?
- Posłuchaj, dostaniesz zastrzyk, po którym w przeciągu godziny zapadniesz w śpiączkę. Niczego się nie bój, będzie dobrze.- uspokajał mnie lekarz.
Kiwnęłam tylko głową i się popłakałam. Wierzyłam, że się uda. Po raz ostatni pożegnałam się z rodzicami. Po chwili przyszła pielęgniarka z wielką strzykawką. Uśmiechnęła się przyjaźnie i wstrzyknęła mi jej zawartość. Poczułam tylko ukłucie, ale było mi już wszystko jedno.

Leżałam bezwładnie już od jakiegoś czasu, lecz w pewnym momencie na korytarzu usłyszałam czyjąś kłótnię.
- Muszę ją zobaczyć!
- Są przy niej tylko bliscy.
- Ja ją kocham, proszę mnie wpuścić, za chwilę może być za późno!
- To naprawdę nie jest najlepszy pomysł....
Wtedy do mojego pokoju wpadł on. Harry.
- Proszę stąd wyjść!- dogoniła go pielęgniarka, na siłę próbując wyciągnąć go z mojej sali.
- Nie wyjdę stąd dopóki z nią nie porozmawiam!- krzyczał i płakał jednocześnie.
- Niech zostanie.- ledwo wydusiłam.
Mama z tatą zrozumieli, że mają wyjść.
- Kochamy cię. Do zobaczenia za sześć miesięcy.- ucałowali mnie w czoło.
Po chwili już ich nie było. Zostałam tylko ja i Harry.
- Przepraszam, ja...- zaczęłam choć ledwo mówiłam.
- To ja przepraszam.
- To moja wina. Tak bardzo chciałam być najlepszą dziewczyną na świecie, ale nie udało mi się.- nie potrafiłam powstrzymać łez.
- Ale przecież byłaś. Najcudowniejszą jaką mogłem sobie wyobrazić.- przysiadł obok mnie, złapał moją twarz w dłonie i kciukiem usunął świeże łzy.
Też chciałam dotknąć jego twarzy, ale podniosłam rękę na wysokość kilku centymetrów i dalej nie potrafiłam. Zaczęłam jeszcze głośniej płakać ze swojej bezsilności.
- Kocham cię.- powiedziałam i próbowałam wysilić się na uśmiech, jednak wyszedł mi tylko grymas.
- Ja ciebie też.- musnął delikatnie moje usta.- Nigdy o tobie nie zapomnę, będę czekał te sześć miesięcy, bo jest warto. Jesteś zupełnie inna, niż wszyscy.
- Gdybym mogła cofnąć czas....
- Nie przejmuj się już tym. Będzie dobrze.- pocieszał mnie.
Wtedy do pokoju weszła reszta chłopaków i Karolina. Wszyscy płakali. Pewnie też przeczytali list.
- Tak bardzo was przepraszam.- powiedziałam.
Nic nie odpowiedzieli tylko mnie przytulili, uważając przy tym na te wszystkie kabelki, do których byłam podłączona.
- Będziemy na ciebie czekać.- powiedzieli wszyscy.
Wysiliłam się na uśmiech. Byłam już zbyt słaba, żeby coś odpowiedzieć. Do sali weszli moi rodzice i lekarz, który bacznie mnie obserwował. Louis, jak to Louis zaczął mi coś opowiadać. Słuchałam, jednak po chwili moje powieki stawały się coraz cięższe. Tak strasznie chciało mi się spać, nie umiałam się powstrzymać. Uścisnęłam mocniej dłoń Harry'ego, który cały czas mnie trzymał. Pewnie nie był to zbyt mocny uścisk, ale wystarczający, żeby zwrócić jego uwagę. Wszyscy na mnie popatrzeli. Lekarz powiedział coś do nich, ale nie usłyszałam co i wyszedł. Wszyscy zaczęli się do mnie przytulać. To koniec, za chwilę zapadnę w śpiączkę. To wszystko trwało sekundy. Nie miałam już nawet siły płakać, natomiast inni najwidoczniej mieli. Zanosili się od szlochania. Chciałam coś powiedzieć, ale sprawiało mi to wiele trudności. Wreszcie zdobyłam w sobie całą siłę i wydusiłam jedno słowo, którego pewnie i tak wszyscy nie usłyszeli.
- Przepraszam.
Zaczęli płakać jeszcze bardziej więc chyba usłyszeli.
- Kocham cię.- powiedział Harry i pocałował mnie w czoło.
Usnęłam..........
 __________________________________________________________________________________
To jeszcze nie koniec, więc dalej wchodźcie. Ten dedykuję Klaudii. Wiem, że mogło wyjść lepiej, ale nie umiałam. Co prawda w sondzie najwięcej głosów zdobyło szczęśliwe zakończenie, to ja jednak zdecyduję się na dwie wersje. Najwyżej jeżeli ktoś nie chce to nie musi czytać.
 Mam nadzieję, że puściliście sobie tą muzykę, którą podałam w linku. Uważam, że doskonale tutaj pasuje. Obejrzyjcie też ten filmik do niej, wzruszyłam się. Polecam momenty 1:40, 2:30, 2:40 i 2:55. Tradycyjnie proszę o komentarze, bo to już jest niemal ostatnia okazja, żeby coś napisać. To przedostatnia notka. Tak więc zmobilizujcie się. Nie musicie już przepisywać kodu z obrazka. Ostatnio coś mi się zmieniły ustawienia i musiałam zatwierdzać każdy komentarz, ale już jest tak jak wcześniej:)

Ps. Napiszcie w komentarzu lub na pocztę (ania296505@wp.pl) lub Twittera (@Ania296505) co sądzicie o pomyśle założenia nowego bloga. Mam już kilka pomysłów, więc piszcie. Możecie też wysłać swoje sugestie lub pomysły, może jakiś wykorzystam. Zapraszam również na blog Lily http://kielichsmierci.blogspot.com/.
 Do zobaczenia za 2 lub 3 dni. Pa:)