sobota, 12 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

Uwaga! Dodałam jeszcze jeden rozdział. To nie jest zakończenie!
_____________________________________________________________________________________

*Harry*

Usnęła, nie dopuszczałem myśli, że może się nie obudzić. Ja po prostu nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. To chyba jakiś sen, koszmar. Ona, ona wydawała mi się taka krucha, a tak naprawdę cały czas walczyła. Po cichu.
Chłopaki mówią mi, żebym poszedł do domu, ale ja chcę tutaj zostać. Wiem, że obudzi się za sześć miesięcy, ale nie lubię zostawiać jej samej. Jest taka bezbronna, zależna od  innych. Nic nie mogę zrobić, zostało mi czekanie, aż się wybudzi. O ile to wogóle nastąpi. Mam taką nadzieję. Wierzę, że jest silna, da radę, uda się.
Wreszcie Louis wyciągnął mnie do domu. Po wyjeździe Karoliny do Polski znowu zachowuje się inaczej, ale nie dziwię mu się. Był już listopad, pogoda z dnia na dzień była coraz gorsza, pomimo, że to Los Angeles. Od zapadnięcia w śpiączkę Ani minęły 2 miesiące. Czułem jakby to było wczoraj. Podpuchnięte oczy i ten lęk, że coś pójdzie nie tak jak trzeba.  Błękitne obłoki zastąpiły ciemne chmury zasłaniające całe niebo. Jednak mieszkając w Londynie zdążyłem przyzwyczaić się do deszczu. Czasem podczas największej ulewy lubiłem przejść się po opuszczonym mieście. Czułem, że woda zmywa całe moje sztuczne oblicze, które pokazuję w telewizji. Tam zawsze trzeba się uśmiechać, nie wolno mieć problemów i złego nastroju. Tym w dzisiejszych czasach rządzi się show  biznes. Pomyślałem, że taki spacer dobrze mi zrobi. Może uda mi się zapomnieć o tym wszystkim. Z moich wniosków wychodziło, że najpóźniej za 10 minut będzie padać. Zarzuciłem więc kurtkę i zacząłem iść przed siebie. Mijałem ludzi, którzy na siłę próbowali zdążyć do domu przed ulewą. Niektórzy mówili, żebym uciekał, ale ja właśnie na niego czekałem. Na deszcz. W pewnej chwili zobaczyłem, że obserwuje mnie paparazzi i co chwilę robi zdjęcia. Postanowiłem, że go zignoruję. Nikt poza chłopakami nie wiedział o Ani. Staraliśmy się utrzymać to w tajemnicy. Nie wybaczyłbym sobie widoku kilkudziesięciu fotoreporterów czychających pod szpitalem. Szedłem powoli, kiedy  nagle podbiegł do mnie jakiś dziennikarz.
- Czy to prawda, że twoja dziewczyna jest umierająca? Jak się z tym czujesz? Czy fani cię wspierają? Harry?
Stałem wryty i patrzyłem jak mężczyzna nawija. Zaczęło padać. Nie umiałem wydusić z siebie żadnego słowa. Jak to możliwe? Skąd on wie? Przecież na pewno nie powiedzieli mu chłopaki, nie zrobili by tego. Poza nimi wiedziała jeszcze Danielle, Karolina, rodzice Ani i ……
- Alice….- powiedziałem na głos.
- Słucham?
Nic nie odpowiedziałem tylko pobiegłem do jej domu. Widać było, że się mnie nie spodziewała, ale po chwili ujrzałem ten jej chytry uśmieszek. Dziwię się, że z nią byłem. Chociaż tak właściwie łączył nas tylko seks.
- Ooo, koga ja widzę. Stęskniłeś się za mną? Chcesz do mnie wrócić?- spytała ironicznie.
- Czemu powiedziałaś wszystko dziennikarzom?!- krzyknąłem, nie panowałem nad sobą.
- Ojj, może coś mi się wymsknęło…
- Słucham!?- cały czas stałem w drzwiach.
- Wydusili to ze mnie. Ja nie chciałam tego powiedzieć, ale oni tak bardzo prosili o wasze sekrety….
- Pożałujesz tego!- złapałem ją za rękę i docisnąłem do drzwi. Nawet nie jęknęła.
- Ja się ciebie nie boję. Lepiej się uśmiechnij, bo tamten paparazzi strasznie chce mieć nasze zdjęcie.
Ujrzałem mężczyznę, który zaczął uciekać z aparatem. Kolana się pode mną ugięły. Alice tylko się zaśmiała i zamknęła mi przed nosem drzwi. Nie wiedziałem co robić, gdzie pójść. Nagle deszcz zaczął mi tak strasznie przeszkadzać. Chłopaki- tylko oni mogą mi pomóc. Zacząłem biec, po drodze mijałem mnóstwo fanek każda z nich pytała o Anię. Nie zwracałem na nie uwagi. Pozostało mi tylko przebiec przez ulicę i będę w domu. Po ulicy jechał ciemny samochód, ale był w bezpiecznej odległości, zdążę przed nim przebiegnąć. Zobaczyłem, że Louis wygląda przez okno, pewnie na mnie czeka. Biegłem właśnie przez ulicę. Ktoś z tyłu krzyknął moje imię, normalnie bym się nie odwrócił, ale jej głos tam bardzo przypominał mi głos Ani. Musiałem. Odwróciłem lekko głowę, to była jakaś fanka. Sekundę później ujrzałem jej przeraźliwe spojrzenie. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Odwróciłem głowę i ujrzałem samochód, który jechał wprost na mnie.
- Nie!- krzyknęła dziewczyna.
Zdążyłem spojrzeć  tylko w okno, w którym stał Louis. Czułem, że się boi.
- Przepraszam.- powiedziałem, a potem poczułem straszny ból.

____________________________________________________________________________________

Wiem, wiem, wiem. Powinnam była dodać ten rozdział wcześniej, ale wczoraj coś szwankował mi Internet, dlatego pisałam w Wordzie. Dzisiaj tylko wklejam. Wybaczcie, że jest taki krótki. W związku z tym, że dużo osób prosiło mnie w komentarzach i na poczcie o nie kończenie bloga postanowiłam choć po części spełnić ich oczekiwania. Tak więc napisałam jeszcze jeden rozdział. Wiem, mieszam wszystko, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Zakończenie już niedługo, w następnym poście. Miałam dodać obydwa (szczęśliwe i smutne) w tym samym czasie, ale nie zrobię tak. Sorry, że taki krótki.

Ps. Zdecydowałam się na założenie nowego bloga tylko nie wiem czy pisać go tutaj czy na nowej stronie. Jak myślicie? Piszcie na mój email (ania296505@wp.pl), twitter (@Ania296505) lub w komentarzach (nie musicie przepisywać kodu z obrazka).

                                                                                                  Ania

poniedziałek, 7 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY

<włącz>  http://www.youtube.com/watch?v=_eaIvg2LIR4&feature=fvst  <słuchaj tego czytając ten rozdział, potem obejrzyj, bo jest strasznie wzruszający> jeżeli się skończy zanim przeczytacie to proszę puśćcie od początku.



*Harry*

Ok, skoro ten list tyle dla niej znaczy, przeczytam go, ale nie zamierzam coś zmieniać w naszych relacjach. Skrzywdziła mnie, a tego tak łatwo nie da się zapomnieć. Choć w dalszym ciągu "wypełnia całą moją głowę" to nie wiem czy umiałbym jej przebaczyć. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Już jest za późno.
Schyliłem się po kopertę i powoli ją otworzyłem. Karolina zostawiła mnie samego. Nie mam pojęcia co tam było takiego ważnego, ale obiecałem, że przeczytam więc tak zrobię. Ujrzałem zapisaną kartkę, na której były wyschnięte łzy.


                                                           KOCHANY HARRY,
Wiem jak bardzo cię skrzywdziłam, dlatego zrozumiem jak po przeczytaniu tego listu będziesz czuł się oszukany. Bo ja cię właśnie cały czas oszukiwałam. Nie potrafiłam wyznać ci prawdy. Próbowałam kilka razy, ale nie czułam się na siłach, by ci to wyjawić. Dokładnie pół roku temu dowiedziałam się, że umrę. Jestem poważnie chora i nie chciałam, żebyście się ze mną przyjaźnili z litości. Chciałam sobie udowodnić, że też możecie mnie polubić taką jaką naprawdę jestem. Właśnie taką mnie pokochałeś. Nie wiedziałeś tylko, że cały czas cię oszukiwałam. Kiedy dowiedziałam się, że umrę obwiniałam o to wszystkich. Czemu ja? Zadawałam sobie ciągle to pytanie. Jest tyle ludzi, którzy nie mają nic do stracenia. A ja? Mam siedemnaście lat i całe życie przed sobą. Niestety nie jest mi ono dane. Urodziłam się po to, żeby umrzeć. Od tego czasu rodzice spełniali każdą moją zachciankę, wreszcie padło na wasz koncert. Kupili mi bilet na samolot i nawet udało im się zdobyć wejściówkę do waszej garderoby. Nawet nie wiesz jak się wtedy cieszyłam. Byliście moimi idolami, bóstwami. W ostatnią noc przed wylotem przyśnił mi się koszmar. Śniło mi się, że dowiedzieliście się prawdy i nie chcecie mnie znać. Bałam się, że tak będzie w rzeczywistości, dlatego postanowiłam, że nie powiem wam o chorobie. Choćby nie wiem co się działo przyrzekłam sobie, że wytrzymam i nie wyjawię wam prawdy. Wiem, że to dziecinne, ale nie stać mnie było na odwagę. Nie spodziewałam się tylko tego, że się zakocham. Myślałam,że dacie nam po autografie, w przypływie większego szczęścia może zrobimy sobie wspólne zdjęcie i tyle. Nie liczyłam, że zostaniemy przyjaciółmi. Jednak jak widać na moim przykładzie los lubi płatać figle. Zakochałam się w tobie i nie potrafiłam bez ciebie normalnie funkcjonować. Jednak moja miłość  była zbyt słaba, żeby ci powiedzieć prawdę.
Pamiętaj, że zawsze będę cię kochała i nigdy nie zapomnę tego co się między nami wydarzyło. Ja już zawsze będę cię kochać, tak po prostu. Nie umiem cię wymazać z mojej pamięci. Już próbowałam, ale się nie da. Byłeś, jesteś i będziesz dla mnie zbyt ważny. 
Obecnie leżę w klinice. Pojawiła się nadzieja na ratunek. Zapadnę w śpiączkę na sześć miesięcy i albo się obudzę i będę żyła, albo już nigdy się nie zobaczymy. Wierzę jednak w tą bardziej optymistyczną wersję. Zapadnę w nią dziś po południu.
Chciałabym żebyś wiedział, że to nie jest twoja wina, więc nie obwiniaj się za to wszystko. Jeżeli ktoś tu jest winny, to tą osobą jestem ja. Nie powinnam was oszukiwać, ale to wszystko mnie przerosło. Ostatnio często zastanawiam się co by było gdybym cię nie poznała. Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Odchodząc płaczę, ale ze szczęścia, bo spotkanie ciebie i chłopaków było czymś cudownym, niepowtarzalnym. Czuję,że już mogę umrzeć, bo przeżyłam wielką, prawdziwą miłość. Taką jak w tych wszystkich filmach. Pewnie zastanawiasz się gdzie jest szczęśliwe zakończenie. Nawet jeżeli już się nie obudzę to i tak będę szczęśliwa. Szczęśliwa dlatego, że cię poznałam.
Przepraszam, że dowiedziałeś się o tym wszystkim w taki sposób, ale nie mogę wstawać z łóżka, strasznie mnie tu pilnują.
Mam nadzieję, że wasz zespół przetrwa ten chwilowy kryzys i znów staniecie na nogi. Nie chciałabym, żeby rozpadł się przeze mnie. Wiem ile on dla was znaczy. 
Przykro mi z powodu Alice, wiem, że cię oszukała. Sama byłam tego świadkiem. Szantażowała mnie tym, że wam o wszystkim powie. Przepraszam.
Wiem, ze słowa nie zakleją tej pustki, którą masz w sercu, ale po prostu mi wybacz. Płakałam pisząc ten list, tak bardzo chciałam w nim wyznać wszystko co do ciebie czuję, ale nie umiem. Nie ma słów opisujących moje uczucie. Nigdy o tobie nie zapomnę. Po prostu przepraszam.


                                                                                                                                      Ania
                                                                                                                      


Jak to możliwe? Czułem smutek, złość, ale też szczęście. Kartka była cała mokra od moich łez. Nie wiedziałem czy stać tutaj i płakać czy do niej biec. Nie wiem czy umiem jej wybaczyć. Drżącymi rękami otworzyłem klamkę.
- Harry, co się stało?- spytał zaniepokojony Louis.
Nic mu nie odpowiedziałem tylko rzuciłem mu list. Po chwili dosiedli się do niego pozostali.
- Gdzie ona jest?- wydusiłem.
Karolina podała mi adres, który powtarzałem sobie w myślach, żeby nie zapomnieć. Po chwili byłem już na ulicy. Klinika znajdowała się na drugim końcu miasta. Złapałem taksówkę. Nie zastanawiałem się co jej powiem. Czy wogóle zdążę? Poganiałem mężczyznę, który nie mógł nic zrobić. Dochodziła 16.30, wszyscy ludzie wracali właśnie z pracy. Musieliśmy stać w gigantycznym korku. Bałem się, że może być za późno....


*Ania*

Byłam głupia myśląc, że to przeczyta i przyjedzie jak gdyby nigdy nic się nie stało. Niepotrzebnie się łudziłam. Gdyby tak miało być już dawno by tutaj był. Z każdą chwilą czułam się coraz słabiej, było mi tak duszno.
- Jak się czujesz?- zapytał tysięczny raz tego dnia lekarz.
- Słabo.- ledwo mówiłam.
Popatrzył na mały ekran obok mojego łóżka i zawołał dr.White'a. Wymienili się spojrzeniami, na co moja mama zaczęła płakać. Wiedziałam co to oznacza. Już czas.
- Musimy zaczynać, dłużej możesz nie wytrzymać.
Chciałam jeszcze poczekać na Karolinę, ale powiedzieli, że nie ma na to czasu. W dodatku nie odbierała telefonu. Czemu właśnie teraz?
- Posłuchaj, dostaniesz zastrzyk, po którym w przeciągu godziny zapadniesz w śpiączkę. Niczego się nie bój, będzie dobrze.- uspokajał mnie lekarz.
Kiwnęłam tylko głową i się popłakałam. Wierzyłam, że się uda. Po raz ostatni pożegnałam się z rodzicami. Po chwili przyszła pielęgniarka z wielką strzykawką. Uśmiechnęła się przyjaźnie i wstrzyknęła mi jej zawartość. Poczułam tylko ukłucie, ale było mi już wszystko jedno.

Leżałam bezwładnie już od jakiegoś czasu, lecz w pewnym momencie na korytarzu usłyszałam czyjąś kłótnię.
- Muszę ją zobaczyć!
- Są przy niej tylko bliscy.
- Ja ją kocham, proszę mnie wpuścić, za chwilę może być za późno!
- To naprawdę nie jest najlepszy pomysł....
Wtedy do mojego pokoju wpadł on. Harry.
- Proszę stąd wyjść!- dogoniła go pielęgniarka, na siłę próbując wyciągnąć go z mojej sali.
- Nie wyjdę stąd dopóki z nią nie porozmawiam!- krzyczał i płakał jednocześnie.
- Niech zostanie.- ledwo wydusiłam.
Mama z tatą zrozumieli, że mają wyjść.
- Kochamy cię. Do zobaczenia za sześć miesięcy.- ucałowali mnie w czoło.
Po chwili już ich nie było. Zostałam tylko ja i Harry.
- Przepraszam, ja...- zaczęłam choć ledwo mówiłam.
- To ja przepraszam.
- To moja wina. Tak bardzo chciałam być najlepszą dziewczyną na świecie, ale nie udało mi się.- nie potrafiłam powstrzymać łez.
- Ale przecież byłaś. Najcudowniejszą jaką mogłem sobie wyobrazić.- przysiadł obok mnie, złapał moją twarz w dłonie i kciukiem usunął świeże łzy.
Też chciałam dotknąć jego twarzy, ale podniosłam rękę na wysokość kilku centymetrów i dalej nie potrafiłam. Zaczęłam jeszcze głośniej płakać ze swojej bezsilności.
- Kocham cię.- powiedziałam i próbowałam wysilić się na uśmiech, jednak wyszedł mi tylko grymas.
- Ja ciebie też.- musnął delikatnie moje usta.- Nigdy o tobie nie zapomnę, będę czekał te sześć miesięcy, bo jest warto. Jesteś zupełnie inna, niż wszyscy.
- Gdybym mogła cofnąć czas....
- Nie przejmuj się już tym. Będzie dobrze.- pocieszał mnie.
Wtedy do pokoju weszła reszta chłopaków i Karolina. Wszyscy płakali. Pewnie też przeczytali list.
- Tak bardzo was przepraszam.- powiedziałam.
Nic nie odpowiedzieli tylko mnie przytulili, uważając przy tym na te wszystkie kabelki, do których byłam podłączona.
- Będziemy na ciebie czekać.- powiedzieli wszyscy.
Wysiliłam się na uśmiech. Byłam już zbyt słaba, żeby coś odpowiedzieć. Do sali weszli moi rodzice i lekarz, który bacznie mnie obserwował. Louis, jak to Louis zaczął mi coś opowiadać. Słuchałam, jednak po chwili moje powieki stawały się coraz cięższe. Tak strasznie chciało mi się spać, nie umiałam się powstrzymać. Uścisnęłam mocniej dłoń Harry'ego, który cały czas mnie trzymał. Pewnie nie był to zbyt mocny uścisk, ale wystarczający, żeby zwrócić jego uwagę. Wszyscy na mnie popatrzeli. Lekarz powiedział coś do nich, ale nie usłyszałam co i wyszedł. Wszyscy zaczęli się do mnie przytulać. To koniec, za chwilę zapadnę w śpiączkę. To wszystko trwało sekundy. Nie miałam już nawet siły płakać, natomiast inni najwidoczniej mieli. Zanosili się od szlochania. Chciałam coś powiedzieć, ale sprawiało mi to wiele trudności. Wreszcie zdobyłam w sobie całą siłę i wydusiłam jedno słowo, którego pewnie i tak wszyscy nie usłyszeli.
- Przepraszam.
Zaczęli płakać jeszcze bardziej więc chyba usłyszeli.
- Kocham cię.- powiedział Harry i pocałował mnie w czoło.
Usnęłam..........
 __________________________________________________________________________________
To jeszcze nie koniec, więc dalej wchodźcie. Ten dedykuję Klaudii. Wiem, że mogło wyjść lepiej, ale nie umiałam. Co prawda w sondzie najwięcej głosów zdobyło szczęśliwe zakończenie, to ja jednak zdecyduję się na dwie wersje. Najwyżej jeżeli ktoś nie chce to nie musi czytać.
 Mam nadzieję, że puściliście sobie tą muzykę, którą podałam w linku. Uważam, że doskonale tutaj pasuje. Obejrzyjcie też ten filmik do niej, wzruszyłam się. Polecam momenty 1:40, 2:30, 2:40 i 2:55. Tradycyjnie proszę o komentarze, bo to już jest niemal ostatnia okazja, żeby coś napisać. To przedostatnia notka. Tak więc zmobilizujcie się. Nie musicie już przepisywać kodu z obrazka. Ostatnio coś mi się zmieniły ustawienia i musiałam zatwierdzać każdy komentarz, ale już jest tak jak wcześniej:)

Ps. Napiszcie w komentarzu lub na pocztę (ania296505@wp.pl) lub Twittera (@Ania296505) co sądzicie o pomyśle założenia nowego bloga. Mam już kilka pomysłów, więc piszcie. Możecie też wysłać swoje sugestie lub pomysły, może jakiś wykorzystam. Zapraszam również na blog Lily http://kielichsmierci.blogspot.com/.
 Do zobaczenia za 2 lub 3 dni. Pa:)

piątek, 4 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Kolejne dni mijały dosyć szybko. Jak dla mnie zbyt szybko. Nie chciałam już usypiać. I to w dodatku na sześć miesięcy. Chciałam biegać, skakać, tańczyć, śmiać się. Jednak nie mogłam. Ciągle tylko poddawano mnie coraz to dziwniejszym badaniom. Miałam ich już dość. Nie potrafiłam przestać myśleć o Harry'm. Karolina spotkała się z Louis'em. Powiedział jej, że "związał się" z Caroline Flack. Oczywiście z nią nie jest tylko chodzą ze sobą do łóżka. Czy to wszystko musi być takie trudne? Chłopaki go nie poznają, zaniedbuje koncerty i spotkania z fanami. Zdaję sobie sprawę, że to przeze mnie. Jednak nic nie mogę na to poradzić. Nie mogę nawet wyjść z tego głupiego szpitala. Ostatnio lekarz zastanawiał się nawet czy sama mogę iść do toalety. Mówi, że jestem zbyt słaba. Tak więc pozostaje mi tylko leżeć. Cały czas są przy mnie rodzice i Karolina, ale czasem kiedy już chcę żeby sobie poszli udaję, że usnęłam. Wiem,że to dziecinne, przecież powinnam spędzić z nimi ten czas, ale nie chcę, żeby oglądali mnie w takim stanie. Nie mam już na nic sił. Tylko leżę. Przywołuję wspomnienia z chłopakami. Tak bardzo mi ich brakuje. Pamiętam jak musiałyśmy na nich czekać z Karoliną przed ich garderobą. Zayn musiał się uczesać, a Niall zjeść kanapkę. Potem wiele razy się z niego śmialiśmy, ale on i tak pozostał sobą. Nigdy nie zapomnę też jak Harry uczył mnie grać w kręgle,a ja ciągle nie umiałam trafić. Na jego miejscu bym się załamała, ale on nie. Dalej próbował, aż mi się udało. W mojej pamięci pozostaje też mina Louis'a kiedy nadepnęłam na jego pluszową marchewkę lub kiedy weszłam mu do łazienki. To wszystko wywołuje na mojej twarzy uśmiech. A wtedy kiedy mną podrzucali? Nie mogłam opanować śmiechu. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie kolacja na dachu, którą przygotował Harry. Było tak...miło. Niestety pamiętam też Alice. Jak się topiła, albo jak udawała, że skręciła kostkę. No cóż. Wysoką pozycję w moim "rankingu" zajmuję też gadanie przez sen Harry'ego. Hehe. W tej chwili do mojej sali wszedł lekarz.
- Widzę, że jesteś dzisiaj w dobrym humorze.- powiedział.
- W lepszym, niż wczoraj.- odpowiedziałam. Faktycznie byłam nie do zniesienia, na wszystkich krzyczałam. Z bezsilności, z przeczucia, że nie mogę nic zrobić.
- Dostałem wyniki z tych wczorajszych badań, które przeprowadzał dr. White.- na samo wspomnienie ich wykrzywiłam usta w grymas.- Mam dobrą wiadomość.- ciągnął dalej- Jesteś gotowa.
Na dźwięk tych słów czułam, że przeszedł mnie dreszcz. Nie wiedziałam co powiedzieć. Tyle na to czekałam, ale kiedy to jest już osiągalne po prostu się boję. Ciszę przerwał lekarz.
- Na korytarzu czeka twoja przyjaciółka, zadzwoniłem też po rodziców. Będą za godzinę. Uśpimy cię po południu, więc jeżeli chcesz gdzież zadzwonić to właśnie nadszedł na to czas. Potem możesz nie mieć na to okazji.....
- Ile procent mam szans na przebudzenie?
- 35%- odpowiedział po chwili.
Szczerze mówiąc myślałam, że trochę więcej.
- Tylko tyle? We wszystkich amerykańskich filmach w takich chwilach lekarze mówią, że szans jest po równo.- starałam się zachować spokój.
- To nie jest film tylko rzeczywistość. Twój organizm z dnia na dzień jest coraz słabszy. To ostatnia szansa. Jutro może być już za późno.- wyszedł.
Właśnie teraz dotarło do mnie jaka ja jestem głupia. Jeżeli dobrze zrozumiałam to do jutra mogę umrzeć. Zrozumiałam jak blisko jestem śmierci. Do sali weszła Karolina. Przytuliła mnie mocno, ale ja wyrwałam się z uścisku.
- Co się stało?- zapytała zaskoczona.
- Popełniłam niewyobrażalny błąd nie mówiąc chłopakom o chorobie. Muszę go naprawić.
- Ciekawe jak? Nie możesz stąd wychodzić.
- Napiszę list. Mogłabyś go im przekazać? Szczególnie Harry'emu?
- Jasne. Zejdę do kiosku po zeszyt, bo nie masz na czym napisać.
- Dzięki. Tylko błagam pospiesz się.
- Ok.
Karolina pobiegła do kiosku, a ja zastanawiałam się co napisać. W tej chwili wszystkie słowa wydały mi się takie... zwykłe.
- Już jestem. Zostawię cie samą.- podała mi kartki i wyszła.
Wielka pustka, ale postanowiłam, że napiszę to co czuję.


*piętnaście minut później*

Napisałam. Po chwili Karolina była już w drodze do domu chłopaków. W tym czasie przyszli rodzice i nastąpiło to czego najbardziej nie chciałam. Pożegnanie. Całą trójką płakaliśmy, nie umiałam się powstrzymać, oni też.
- Pamiętaj, że zobaczymy się za sześć miesięcy. Będzie dobrze.- przekonywała mnie mama.
- Wiem, musi być dobrze.- wysiliłam się na uśmiech.


*w tym samym czasie- Karolina*

Szybkim krokiem zbliżałam się do domu chłopaków. Od Louis'a wiem, że ten dzień mieli spędzić właśnie tutaj. Cieszę się, że Ania wreszcie zdecydowała się im powiedzieć. Mam nadzieję, że zdążą przeczytać zanim zapadnie w śpiączkę. Zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył je Zayn.
- Miło cię znowu widzieć- przywitał mnie. Faktycznie, widzieliśmy się wczoraj.
- Jest Harry?- spytałam. Przestał się uśmiechać.
- Jest, ale śpi.
- Sam?
- Tak, Caroline poszła pół godziny temu.- spuścił wzrok.
- Muszę się z nim zobaczyć. To ważne.
- Powiem mu, ale niczego nie obiecuję.
- Nie, ja sama do niego pójdę.
- Jak chcesz. Jest u siebie.
Pobiegłam do pokoju Harry'ego wymijając resztę chłopaków. Nawet się z nimi nie przywitałam, ale nie to było najważniejsze. Wpadłam do jego pokoju bez płukania.
- Harry, obudź się.-szturchnęłam go w ramię.
- Dajcie mi spokój. Chcę spać.
- Wstawaj, musisz coś zobaczyć.
- Potem zobaczę.- nakrył się kołdrą.
- Chodzi o Anię.- wstał i zaczął krzyczeć.
- Ona mnie nie obchodzi! Skrzywdziła mnie! Jak mogła tak po prostu odejść? Bez słowa wyjaśnienia? Myśli, że ja nie mam uczuć?
- Musiała cie zostawić. Mam tutaj list, w którym jest wszystko wyjaśnione.- podałam mu kopertę. którą rzucił o ścianę.
- Nie chcę słuchać jej wyjaśnień. To koniec.
- Proszę, zrób to dla mnie. Nawet nie wiesz ile ten list dla niej znaczy. Od niego wszystko zależy. Nie pamiętasz już jak wam było dobrze? Jak wspólnie się śmialiście, żartowaliście. Ona nie chce żebyś do niej wrócił, ona chce ci tylko wszystko wytłumaczyć.- zaczęłam płakać.
Harry podniósł z ziemi list i zaczął czytać.

___________________________________________________________________________________
No i macie 25:) Wiem, że ostatnio trochę zaniedbałam bloga i każdy kolejny post jest coraz słabszy, więc postanowiłam, że to koniec. Jeszcze tylko jeden rozdział i zakończenie. Mam nadzieję, że chociaż ten wam się spodoba. Ostatnio zastanawiam się nad założeniem nowego bloga z zupełnie inną historią (wymyśliłam 7 i nie umiem się zdecydować), więc piszcie czy byście chcieli.
Ps. Komentujcie to dla mnie olbrzymia motywacja. Następny dodam za dwa lub trzy dni. A w nim LIST. Postaram się, aby odzwierciedlał wszystkie uczucia, które mam w głowie. Pa:)