wtorek, 24 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI

Nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam. Harry był mi tak bliski, a teraz tak się zachowuje. Myślałam, że coś dla niego znaczę, ale to były tylko moje przepuszczenia. Nie dowierzałam w to. Mimo wszystko myślałam, że jakoś inaczej zareagują. Ale nie. Mój koszmar się spełnił. Podeszłam do okna i zaczęłam płakać. Zadzwoniłam do Karoliny.
- Oni wiedzą...- udało mi się tylko tyle wydusić.
- Za chwilę będę u ciebie.- odpowiedziała.
Po kilkunastu minutach usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyłam i z powrotem udałam się do swojego pokoju. Bezwładnie opadłam na łóżko.
- Nie martw się, będzie dobrze.- pocieszała mnie.
- Nic nie będzie dobrze. Dowiedzieli się od Alice!
Milczała, przytuliła mnie tylko i znowu zaczęła pocieszać.
- Mogłam im powiedzieć wcześniej, tak jak mówiłaś, ale ja musiałam postawić na swoim. Czemu ja jestem taka beznadziejna?- wciąż płakałam.
W dalszym ciągu nic nie odpowiadała.
 Potem mi się polepszyło i Karolina poszła do siebie. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej i do nich zadzwonić, ale znając życie pewnie i tak nie odbiorą. Pozostał mi telefon do Alice.
- Część.- zaczęłam.
- Oooo. Kogo ja słyszę. Jak miło.- odpowiedziała.
- Czemu im powiedziałaś? Nie taka była umowa...
- Umowa dotyczyła choroby.
- A o czym ja mówię?- spytałam ironicznie.
- Nic nie powiedziałam.
- Co?!
- Na serio. Ja dotrzymuję obietnic.                                                                                                            - Taaa, jasne. W takim razie czemu chłopaki się na mnie gniewają?
- Bo widzisz, oni chyba myślą, że przyjaźniłaś się z nimi dla sławy.
- Co?!
- Tak.
- Niech zgadnę, myślą tak dzięki tobie.
Nic nie odpowiedziała tylko zaczęła się głośno śmiać. Po chwili się rozłączyłam.
Nie mogłam w to uwierzyć. Jak mogła tak kłamać? Nie wiedziałam co o tym myśleć. Z jednej strony cieszyłam się, że to pomyłka, ale z drugiej żałowałam, że ona im nie powiedziała. Teraz ja to muszę zrobić. Po chwili zadzwoniłam do Karoliny, żeby jej wszystko powiedzieć. Prze przypadek mogła się wygadać Louis'owi. Dowiedziałam się czegoś strasznego. Pokłóciła się z nim, o to samo co ja. Myśli, że przyjaźniłyśmy się z nimi dla kasy. Po prostu pięknie. Musiałam to jakoś wyjaśnić. Zadzwoniłam do niego. Zdawałam sobie sprawę, ze może nie chcieć odebrać, ale mimo wszystko spróbowałam.
- Cześć.- zaczęłam.
- Chyba wszystko sobie wyjaśniliśmy?
- Nie. To jest kłamstwo. Alice kłamie, oszukuje was! Nie zrobiłyśmy tego dla pieniędzy!- szybko mówiłam, aby zdążyć zanim się rozłączy.
- Uspokój się. Teraz to i tak nie ma znaczenia.
- A co z tobą i Karoliną?
- Związek na odległość nie ma szans.
- Jeżeli się kochacie to macie szansę.
- Wątpię. Za kilka dni wracamy do Los Angeles. Stamtąd jest jeszcze dalej do Polski.
- Ale to nie jest żadna przeszkoda.
- Nie wiem co mam o tym myśleć.
- Posłuchaj, gdybyśmy was oszukiwały to myślisz, że udawałybyśmy miłość?! Tak się nie da.
- Czyli sugerujesz, że Alice kłamie?
- Yyy..tak. Wiem, że się z nią kolegujecie, ale to prawa. Błagam powiedz to Harry'emu.
- Nie wiem czy będzie tym zainteresowany.
- Obiecaj!
- Powiem mu to, ale nie wiem co postanowi.
- Dziękuję. Pa.- już miałam się rozłączać kiedy z powrotem usłyszałam jego głos.
- Ania! Może przyjedziecie?
- Nie możemy. Za kilka dni zaczyna się rok szkolny.
- Wiesz, że Alice przepisuje się do szkoły do Los Angeles?
- Co?!
- Tak. Nie chcę cię martwić, ale ostatnio podrywa Harry'ego.
- A on?
Dłuższą chwilę nic nie odpowiadał. Wiedziałam co chce przez to powiedzieć.
- Powiem mu cała prawdę.- wreszcie przemówił.
- A Zayn?
- Zostawiła go. Ot tak. Ten oczywiście nie odzywa się do Harry'ego. Mówi, że to jego wina.
- Boję się, że przez to rozpadnie się zespół.
- Ja też. Ciągle się kłócą. Nie wiem jak mam im pomóc.
Rozwiązanie jest jedno, zabij Alice. Pomyślałam sobie jednak tego nie powiedziałam.
- Ok. Pogadamy jutro. Pa.
- Pa.
Dzięki tej rozmowie zrozumiałam, że to już koniec mojej przygody z Harry'm. Mam tylko nadzieję, że Karolina pogodzi się z Louis'em. Nawet jeżeli Harry mi nie przebaczy to nie będę na niego zła. Zupełnie nie zdając sobie sprawy rozwiązał mój problem. I tak ja musiałabym z nim prędzej czy później zerwać, a tak jest łatwiej. Nie cierpi tyle. Potem poproszę Karolinę, żeby mu powiedziała, kiedy już umrę, że zginęłam w wypadku czy coś. O ile będzie jeszcze z Louis'em. Jeżeli nie, nie będzie mu zawracać głowy mną.


*trzy dni później*

Louis przekazał Harry'emu moją wiadomość, ale ten i tak postanowił się do mnie nie odzywać. Pewnie do tej decyzji przyczyniła się Alice. Umieścił tylko znaczący wpis na Twitterze: "Nic nie będzie już tak jak dawniej. Skrzywdziłaś mnie."
I to na tyle. Oczywiście pół miliona fanek zasypało mi pocztę groźbami śmierci, ale mi i tak już było wszystko jedno. Umrzeć jutro czy za miesiąc lub dwa. Co to ma za znaczenie?
Louis na szczęście pogodził się z Karoliną. Znowu są razem. Podobno ma tu przylecieć za dwa tygodnie, ale sam. Miał się odbyć koncert w Polsce, ale Harry powiedział, że tu nie wystąpi i tak właśnie go odwołano. Już mi nawet przeszło. Dalej go kocham, ale już zrozumiałam, że nie możemy być razem. Wciąż jednak czytam o nich jakieś wiadomości, wywiady. Obecnie dolecieli do Los Angeles. Jestem ciekawa jak żyją. Tak właśnie natknęłam się na pewną rozmowę, pod którą widniało zdjęcie całującego się Harry'ego z Alice.

Reporter: Widzę, że jesteś naprawdę szczęśliwy..
Harry: Tak. Odkąd poznałem Alice moje życie wydaje się zupełnie inne, niż wcześniej. Dotąd obracałem się wśród fałszywych osób. Z nią jest inaczej...
Reporter: Masz na myśli swoją poprzednią dziewczynę, którą poznałeś na wakacjach w Londynie? (mowa oczywiście o mnie)
Harry: Zależało mi na niej, dopóki nie dowiedziałem się jak bardzo mnie oszukała. Zaufałem jej, a ona to wykorzystała. Nie mogę jej zrozumieć.
Reporter: Z Alice jest inaczej?
Harry: Zdecydowanie. Akceptuje mnie takim jakim jestem. Nie leci na moją kasę.
Reporter: Mam nadzieję, że z nią będzie inaczej.
Harry: Jestem tego pewien. Planuję z nią wspólną przyszłość. Alice nawet ze mną zamieszkała. Czuję, że to właśnie ona jest kobietą mojego życia.

Te słowa mnie zmroziły. Nawet nie wie jak bardzo się myli. Wciąż nie dowierzałam do przed chwilą przeczytałam. Postanowiłam ochłonąć i się przejść. Wracając do domu wzięłam ze skrzynki pocztę. Zaciekawiła mnie szczególnie jedna wiadomość.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I oto kolejny rozdział, myślę, że nie jest najgorszy. Tak więc czytajcie i komentujcie. To dla mnie wiele znaczy. Naciskajcie też "TAK" w ankiecie po prawej stronie. To dla mnie olbrzymia motywacja do dalszego pisania. Kolejny dodam za kilka dni (choć mam już napisany, więc jeżeli będzie dużo komentarzy dodam szybciej). Tak więc do zobaczenia. Polecajcie mój blog innym. Będę wdzięczna:)

Ps: Mój email (ania296505@wp.pl) lub tt (@Ania296505)w razie jakichkolwiek pytań. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie.

sobota, 21 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

W drzwiach ujrzałam moja przyjaciółkę.
- Hej, straszne wyglądasz. Płakałaś?- przywitała mnie.
- Yyyy....rozmawiałam z Harry'm.
- Rozumiem.- przytuliła mnie. To ona zawsze była silniejsza emocjonalnie.
Weszłyśmy do środka.
- Sama jesteś?
- Tak.
- Co tam u Hazzy?
- Mają koncert za chwilę.
- Aha. Jak się spało?
- Strasznie, miałam koszmar.
- Jaki?
- Podobny do tego sprzed wyjazdu. Chłopaki się dowiedzieli i mnie zostawili zupełnie samą....
- Czyli ty im nie powiedziałaś o chorobie?
Spuściłam wzrok.
- Nie?! Myślałam, że to zrobiłaś. Sądziłam, że dlatego płaczesz. Jak możesz go oszukiwać?!- krzyczała.
- Ty myślisz, że to jest takie proste?! Jak ja mam mu to powiedzieć? - również krzyczałam.- "Hej, za kilka miesięcy umrę, ale nie przejmuj się, znajdziesz sobie kogoś innego." Tak mam powiedzieć?
- Uspokój się. Musisz to zrobić. Powinien poznać prawdę od ciebie.
- Ale ja nie potrafię!
- Wolisz, żeby zrobiła to Alice?
- Nie...
- Jeżeli sama mu nie powiesz, ja to zrobię.
- Nie zrobisz tego...
- On jest moim przyjacielem, za długo go oszukujesz...
- Ja też jestem twoją przyjaciółką.
- To nie oznacza, że nie mogę mu powiedzieć tego czego ty się boisz.
- Harry mi tego nie daruje...
- Nie możesz odejść i nie wyznać mu prawdy....
Milczałam.
- Powiesz mu?- ciągnęła dalej Karolina.
- Nie.- odpowiedziałam i rzuciłam się na łóżko zakrywając kołdrą.
- Nie pozostawiasz mi wyboru.- powiedziała i poszła do siebie.
Po prostu świetnie! Jeszcze pokłóciłam się z przyjaciółką. Czemu ja jestem taka beznadziejna?! Czemu nie umiem mu powiedzieć wprost, że jestem chora? Teraz na pewno zrobi to Alice albo Karolina. On mi nigdy tego nie wybaczy. Jestem tego pewna.



*miesiąc później*

Karolina nic nie powiedziała, nie kłamałaby mi prosto w oczy. Może Alice? Sama nie wiem. Jednego jestem pewna, coś musiało się stać. Od tygodnia próbuję się skontaktować z chłopakami na wszelkie możliwe sposoby, a oni? Nic. Nie odbierają, wprawdzie koncertują, ale chwilę mogliby dla mnie znaleźć. Szczególnie Harry. Nie rozumiałam tego. A co jeżeli Alice im powiedziała? Jeżeli mój koszmar sprzed wyjazdu się spełni? Szybko odgarnęłam te myśli. Postanowiłam, że spróbuję ostatni raz. Dzwonię....
- Halo?- usłyszałam głos Louis'a.
- Hej. Czemu się nie odzywacie?
- Yyyy....mamy dużo obowiązków i wogóle....- czułam, że zachowuje odstęp.
- Louis, powiedz mi co się dzieję. Nie rozmawiałam z Harrym już od tygodnia. I wcale nie macie tak dużo pracy, bo do Los Angeles wracacie dopiero za tydzień. Mów co się dzieję.
- Yyyy....ale nic....
- Jak to nic?!- weszłam mu w słowo- Nie odzywacie się! Nie wierzę, że jesteście, aż tak zapracowani...
- Wiesz co się dzieję? Wszystko się popsuło. Jak mogłaś? Wykorzystałaś nas, on cię kochał. A ty? Ty jego i nas oszukałaś!- wykrzyczał.
- Kto to dzwoni?- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki głos Harry'ego gadającego z Louis'em.
- Ania...- powiedział po chwili Louis.
Usłyszałam tylko trzask, a potem dźwięk kończącej rozmowy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Dzisiaj trochę krótki, ale nie miałam zbytnio czasu. Proszę komentujcie i głosujcie w nowej sondzie od, której będzie zależeć koniec. Szczerze mówiąc jestem zdziwiona, że większość chce szczęśliwe zakończenie. Myślałam, że "prowadzić" będą 2 wersje. Wtedy napisałabym i szczęśliwe i smutne. Jeżeli chcecie to zmieńcie głos. Mi smutne podoba się bardziej, choć mam je dopiero w głowie. A co do tego rozdziału, to jak myślicie co będzie dalej? Liczę na wasze komentarze i do zobaczenia za kilka dni. Pa:)

Ps. Mój email( ania296505@wp.pl). Tam też możecie pisać swoje opinie. Będę wdzięczna za polecanie mojego bloga innym.

środa, 18 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

- Bo ja....- zaczęłam.
- Tak?- spytał Harry.
- Bo widzisz ja...- nie mogłam wymówić prawdy.
- Ania, pospiesz się, wzywają nas już!- przerwała Karolina.
- Co się stało?- ponownie spytał Harry.
- Ja...ja...kocham cię i do końca życia będę o tobie pamiętała.- stchórzyłam.
- Ja ciebie też. Zobaczysz, mamy całą przyszłość dla siebie.
Znowu zaczęłam płakać tak donośnie jak wcześniej. Czemu ja jestem taka głupia?! Czemu mu nie powiem?!
- Muszę iść.
Ostatni raz wtuliłam się w Harry'ego. Biło od niego takie ciepło... Rozczochrałam mu włosy, pomachałam na pożegnanie i udałam się wąskim korytarzem w stronę samolotu. Obie z Karoliną płakałyśmy jak głupie, ludzie się na nas dziwnie patrzyli, ale w tej chwili miałam ich gdzieś. Nie przeszkadzali mi nawet paparazzi, którzy zrobili nam przed chwilą miliony zdjęć. Czułam się tylko zła na samą siebie, że dalej go okłamuję. Byłam zbyt słaba, aby powiedzieć mu prawdę. Obwiniałam się o wszystko.
Chwilę później znalazłyśmy się w samolocie. Całą podróż siedziałyśmy w milczeniu. Wreszcie doleciałyśmy, moi rodzice nie mogli nas odebrać, więc byłyśmy zmuszone wezwać taksówkę.
- Załóż okulary przeciwsłoneczne tak jak ja. Masz zapuchnięte całe oczy.- powiedziała Karolina.
Po chwili zrozumiałam o co jej chodzi. Posłusznie zrobiłam to o co prosi i wsiadłam do samochodu. Jedziemy, jedziemy, za oknami widać tylko rozmazane konary drzew. Powoli się ściemniało.Czasem mijaliśmy jakieś zatłoczone ulice. Wtedy w radiu usłyszałam ją. Ich piosenkę, tak dobrze mi znaną. "Moments". Ahh... czy cały świat jest przeciwko mnie?! Z moich oczu znowu zaczęły spływać pojedyncze łzy. Kątem oka zobaczyłam, że Karolina też płacze. Słuchając jej wspominałam te wszystkie wydarzenia związane z nimi, doskonale je pamiętałam.
- Coś się stało?- spytał ciekawski kierowca wychylając się do lusterka.
- Niech pan jedzie dalej.- tylko tyle udało mi się wydusić w miarę normalnym głosem.
Mężczyzna spojrzał na mnie dziwnie i ruszył ze skrzyżowania.
15 minut później podjechaliśmy najpierw do mnie, a potem pod dom przyjaciółki. Z trudem udało mi się wnieść walizki do pokoju.
- Już jestem!- krzyknęłam, lecz nikt nie odpowiadał.
No tak. Rodzice w delegacji, a brat jak zwykle się gdzieś włóczy.
Szybko udałam się do łazienki. Kiedy tylko spojrzałam w lusterko zdałam sobie sprawę, że Karolina miła rację mówiąc mi, że mam całe zapuchnięte oczy. Wyglądałam strasznie. I jeszcze te rozkopane włosy.... Niewiele myśląc weszłam do kabiny prysznicowej. W tym momencie woda przynosiła mojemu ciału ulgę, której właśnie teraz potrzebowałam. Na dworze było już ciemno, przebrałam się w piżamy i usłyszałam trzaśniecie drzwiami.
- Kto tam?- krzyknęłam.
Nikt nie odpowiadał. Wystraszyłam się. Po chwili drzwi do mojego pokoju się otworzyły, a w nich ujrzałam brata.
- Nie strasz tak mnie. Myślałem, że wracasz jutro.
- Ja mam cię nie straszyć? To ty odpowiadaj, a nie mnie się czepiasz!
- Coś widzę , że nie jesteś  w humorze. Wakacje się nie udały?
- Udały.... - czułam, że za chwilę się popłaczę.-...możesz już iść? Chciałam się położyć.
- Jasne. Jutro poopowiadasz co ciekawego zwiedziłaś.
Wyszedł. I co ja mam im opowiedzieć? Właściwie to nic nie zwiedziłam. Mam im zdać relację z wypadu na dyskotekę, po której wylądowałam z chłopakiem w łóżku? Raczej nie.... No właśnie znowu o nim myślę. Mówiłam już, że jestem beznadziejna?
Po godzinie przewracania się z boku na bok wreszcie usnęłam. Obudziłam się z krzykiem i kroplami potu na całym ciele.Było jeszcze ciemno, do pokoju wpadały tylko białe odcienie księżyca.
- Co się stało?- spytał zaspany, ale zarazem wystraszony brat.
- Miałam koszmar, nie chciałam cię obudzić.
- Już, spokojnie.- dosiadł się na krańcu łóżka i mocno przytulił. Kołysał mnie w rytm wskazówek zegara wiszącego na ścianie. Usnęłam. Obudziłam się dopiero nad ranem. Znowu byłam cała wilgotna, szybko poszłam do łazienki. Przemyłam twarz wodą i osunęłam się na nogach po ścianie.
Co się ze mną dzieję? Przerwał mi dźwięk telefonu. Wprawdzie od ostatniej rozmowy z Alice był lekko potrzaskany, ale udało się go złożyć.
- Śpisz jeszcze?- usłyszałam głos Karoliny.
- Nie, całą noc miałam koszmary.
- To tak jak ja. Jakoś nie mogę się pozbierać.
- Ze mną jest tak samo. Wpadnij to pogadamy.
- Ok. Będę za pół godziny.
Zeszłam na dół coś zjeść. Oczywiście znowu zostałam sama. "Musiałem wyjść. W lodówce masz śniadanie"- taką karteczką przywitałam dzień.
Szybko zjadłam i poszłam z powrotem do siebie. Karoliny jeszcze nie było więc weszłam na Twittera.Nie byłam na nim od ponad tygodnia. To co zobaczyłam wywołało u nie niepohamowaną falę płaczu. Pół miliona dziewczyn mi groziło. To przez te zdjęcia, na których chłopaki mną podrzucali. Po co Niall je dodał? Oliwy do ognia dodały jeszcze te wykonane przez paparazzich na lotnisku. Po prostu świetnie! Tak czytałam te wszystkie posty, kiedy natknęłam się na wpisy chłopaków. Bronili mnie, ale to i tak nic nie dawało. Każda z ich "fanek" wymyślała coraz to nowsze pomysły, jakimi można się mnie pozbyć. Nie chciałam tego czytać. Już zamykałam klapkę laptopa kiedy zobaczyłam, że na skype'ie dzwoni do mnie Harry. Po chwili zastanowienia odebrałam.
- Część. -zaczął.
- Hej.- w moim głosie nie było entuzjazmu.
- Czytałaś?- domyślił się.
- Przed chwilą.
- Nie przejmuj się, nic ci się nie stanie.
- Ale ja nie boję się o siebie tylko o nas. One niszczą to wszystko.
- Nie mogę nic zrobić. To jest moja praca. Gdyby faktycznie były moimi fankami powinny zrozumieć, że mam prawo do szczęścia.
- Do nich to nie dociera.
- Postaram się jakoś zainterweniować. Nie martw się.
- Spróbuję. I co u was słychać?- starałam się zmienić barwę głosu na weselszą.
- Za 2 godziny mamy koncert, więc nie pogadamy długo, bo zaraz muszę się szykować.
- Rozumiem, ja też muszę kończyć. Za chwilę przyjdzie Karolina.
- Tęsknie....
- Ja też, ale niedługo się spotkamy.
- Niedługo? Dopiero we wrześniu!- podniósł głos.
- Wytrzymamy, zobaczysz.
- Mam nadzieję.
- Ja też.- po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Nie płacz, to nic nie da.
- Wiem, ale nie umiem nad tym zapanować.
Po chwili on też płakał. Pogadaliśmy jeszcze parę minut i się pożegnaliśmy. Usłyszałam dzwonek do drzwi.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział. Komentujcie, to dla mnie olbrzymia motywacja. Wiecie, że napisaliście już tu 168 komentarzy? Głosujcie też w nowej sondzie(bardzo dla mnie ważnej), od tego będzie zależeć koniec, który zbliża się wielkimi krokami. Ale jeszcze trochę będę pisać , więc dalej tu wchodźcie. A potem.....może nowy blog? Nie wiem. Jak widzicie zmieniłam lekko wygląd , ten jest dla mnie bardziej przejrzysty, ale jeżeli bardzo chcecie to mogę zmienić na tamten. Kolejny rozdział  powinnam dodać w piątek, ale mam urodziny, więc robię sobie wolne:) Dodam w sobotę. Dwudziestkę chciałabym zadedykować Kanii. Ten jest trochę nudny, ale tak jakoś wyszło. Mój email (ania296505@wp.pl) tam też piszcie swoje opinie. Możecie zadawać pytania typu "jak wpadłam na taki pomysł" itd. Pewnie będziecie zawiedzione, że Ania nie powiedziała o chorobie, ale wymyśliłam lepszy pomysł.(mam taką nadzieję). Pa:)

Ps. Polecajcie mój blog innym. Bardzo mi na tym zależy.