- To co dzisiaj robimy? Może niech nasza jubilatka zadecyduje.- powiedział Louis.
- Nie wiem, nie znam tego miasta, to wy tutaj mieszkaliście, nie ja. Może wy coś zaproponujecie?
- Może....
- .... kręgle- dokończył za Louisa Harry.
- Tylko, że ja nie umiem grać.- powiedziałam.
- My cię nauczymy, a poza tym to nie jest trudne.
- Ok, mogą być kręgle.- odpowiedziałam.
Po chwili, wyszliśmy z hotelu, po chwili to znaczy wtedy kiedy Zayn się uczesał, Niall zjadł kolejny kawałek tortu, Louis dwie marchewki, a Liam zadzwoni po Daniell. Zdążyłam już się przyzwyczaić. Wreszcie znaleźliśmy się w kręgielni.
- Ok, to nauczy mnie ktoś?
- Jasne!- wykrzyczeli wszyscy chórem.
- Ale nie wszyscy, wystarczy jedna osoba.
- To może ja to zrobię.- zaproponował Niall.
- Ty lepiej idź coś zjedz, bo pewnie już zgłodniałeś. Ja to zrobię.- odpowiedział mu Louis.
- Masz rację.- poszedł coś zjeść.
- Ty lepiej naucz Karolinę, ja to zrobię.- zaproponował Harry.
- Ok, masz rację.
- A więc zacznijmy pierwszą lekcję.
- Wprost nie mogę się doczekać.- zaśmialiśmy się.
- Musisz złapać kulę, zgiąć nargastek i kolana i lekko rzucić. O tak.- pokazał mi.- Nic trudnego.
Nie mogłam się na niczym skupić. Te jego ciało... loki...ahh...rozmarzyłam się. Z moich przemyśleń wyrwał mnie mój obiekt westchnień.
- Twoja kolej.- podał mi kulę.
- Ja, ja nie jestem jeszcze gotowa.
- Nie bój się, ja ci pomogę.- następnie podszedł do mnie z tyłu i przytulił tak, aby mi pomóc. Czułam, że robi mi się duszno. Fajnie, spałam z nim, ale kiedy go przytulam dostaję duszności. Niezła jestem. Nie ma co. Wreszcie rzuciłam kulę i kilka się wywróciło.
- Niezła jesteś jak na pierwszy raz.
- To dzięki tobie.- nagle przybliżył się do mnie i zmienił temat.
- Posłuchaj, nie chcę, żebyś zapomniała o tym co stało się ostatnio po dyskotece.- powiedział to, a ja zaniemówiłam.
- Ja też nie chcę.- pocałowaliśmy się.
Reszta pobytu w kręgielni minęła bardzo szybko, pod koniec szło mi naprawdę nieźle. Niestety musieliśmy już iść. Kiedy wyszliśmy, czułam, że trafiłam do nieba. Oślepił mnie blask aparatów. Nie byłam na to przygotowana. Było jeszcze oczywiście kilkanaście szalonych fanek, które rzuciły się na chłopaków. Ja nie mogłabym tak żyć na co dzień. Wreszcie Harry nie wytrzymał.
- Zostawcie mnie i moją dziewczynę w spokoju!- krzyknął.
Zamarłam, a więc byłam jego dziewczyną?! No to wpadłam. Co powiedzą inni, zaczną się mną interesować i odkryją moją chorobę. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w taksówce. Harry mnie przytulał.
- Nie bój się, będzie dobrze. Nie potrafiłem ukrywać, że mi na tobie zależy. Chcę z tobą być. Zgadzasz się?
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I kolejny rozdział gotowy. Komentujcie:) Chciałabym ten rozdział (niestety krótki) zadedykować, tak właściwie to nie wiem jak to napisać, może tak, chciałabym zadedykować siedmiu dziewczynom, które(podobno) czytają codziennie (nie wiem jak się nazywają). I oczywiści Domi:) Dzięki.
To nie jest szczęśliwa opowieść jakich można spotkać mnóstwo. Ania dowiaduje się, że niedługo umrze i postanawia spełnić swoje marzenie i leci na koncert One Direction. Zaprzyjaźnia się z chłopakami jednak nie mówi o swojej chorobie. Czy prawda ujrzy światło dzienne? Czy nie będzie za późno?
piątek, 23 marca 2012
środa, 21 marca 2012
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Wyszliśmy do innego pokoju.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje?- zapytał Louis.
- yyyy.... nic.- odpowiedziałam.
- Takie kity to możesz wciskać komuś innemu, a nie mi.
- Ale naprawdę nic się nie dzieje, boli mnie tylko głowa.
- Jasne...
- Uwierz mi, wszystko w porządku.
- Jesteś taka smutna. To przez Harry'ego?
- Nie, tylko nie wiem czy to wszystko nie dzieje się zbyt szybko. Zrozum, znamy się od kilku dni, a już się ze sobą przespaliśmy. Za kilkanaście dni wracam do Polski, wy do Los Angeles i już nigdy się nie zobaczymy. Nie chcę nikogo zawieść.
- Ale ty nie możesz jechać, on cię kocha, nie widzisz, że kiedy z tobą przebywa jest zupełnie inny, niż zwykle?
- Nie wiem jaki jest zwykle, tak naprawdę go nie znam.
- Tylko ci się wydaje.
- Louis, posłuchaj, znam go od trzech dni, nie wydaję mi się, żebym się myliła.
- Zawsze kiedy poznamy jakieś fanki bliżej zachowujemy odstęp,a z wami było inaczej. Przy was nie musimy nikogo udawać.
- To miłe, ale ja tu nie zostanę. W Polsce chodzę do liceum.
- Przecież właśnie zaczęły się wakacje.
- I co z tego?
- Możesz tu zostać tak jak my do końca sierpnia.
- Wybacz, ale raczej nie.
- Czemu?- spytał.
Chciałam mu powiedzieć, że ostatnie chwile chcę spędzić z bliskimi, ale się powstrzymałam.
- Nie wiem.
- Obiecaj mi, że będziesz się z nami kontaktowała.
- Raczej to wy obiecajcie.
- Nie chcę o was zapominać, chcę żebyście były częścią naszego życia.- tak poważnego go jeszcze nie widziałam.
- Uwierz mi, też bym chciała.
Po chwili wróciliśmy do chłopaków. Było już popołudnie, wprawdzie chcieli gdzieś wyjść, ale ja stanowczo odmówiłam. Zaproponowałam, żeby szli beze mnie, ale nie chcieli. Wreszcie padło na jakiś durny film w TV. Ok, byle nie dyskoteka. Nie chciałam znowu się upić i wylądować w łóżku z Harry'm. Wiem, jestem dziwna, ale zrozumcie mnie. Siedliśmy na kanapie, Niall przyniósł chipsy i zaczęliśmy oglądać. Widziałam jak Karolina przytula się do Louisa, Harry też to widział. Chyba chciał tego samego,ale ja nie miałam ochoty. Przytuliłam się do wielkiej poduszki, czułam jak zamykają się oczy, ale próbowałam powstrzymać falę snu. Nareszcie film dobiegł końca, mogłam iść spać.
- Ja będę lecieć, spać mi się chce.- powiedziałam.
- To nie śpisz z nami?- spytał Zayn.
- Nie, dzisiaj nie jestem pijana, więc trafię do pokoju.- wysiliłam się na uśmiech. Widziałam jak Harry posmutniał, ale lepiej teraz, niż potem.
- Ok, dobranoc.- wyszłam. W pokoju szybko wzięłam prysznic i poszłam spać. Na szczęście Karolina jakby chciała wrócić miała zapasowe klucze.
* w tym samym czasie*
- Co się dzisiaj działo z Anią?- spytał Niall.
- Bolała ją głowa.- odpowiedział Louis.
- Aha, szkoda, to pewnie po wczorajszym wypadzie do klubu.
- Możliwe.
- Mi się wydaję, że nie tylko o klub chodzi.- wtrąciła się Karolina.
- A o co?
- Ona ma jutro siedemnaste urodziny!- wykrzyczała.
- W takim razie musimy coś dla niej przygotować. Pewnie myśli, że nie wiemy.- rozweselił się nieco Harry.
- W takim razie zrobimy tak.......
* następnego dnia*
Uhhhh... kolejny dzień. I to nie byle jaki, stuknęła mi siedemnastka. Nawet moja kochana przyjaciółka zapomniała. Szczerze mówiąc to w to nie wierzę. Chociaż... znając życie chodziłaby od tygodnia podekstytowana. Sama już nie wiem. Moje rozmyślania przerwały jakieś szepty na korytarzu. Jak wiecie, z kilku szeptów potrafi zrobić się hałas. Już chciałam wyjść i zobaczyć co się stało, ale po pierwsze nie chciało mi się zejść z łóżka, a po drugie coś usłyszałam.
- Napewno jeszcze śpi?- zapytał ktoś.
- Na 100%, straszny z niej śpioch.
- Obyś miała rację.
- Ja zawsze mam.
- Niech ci będzie, a tak właściwie to na co czekamy?
- Muszę znaleźć klucze.
- Pospiesz się, za chwilę się obudzi.
- Ooo, mam.
- Otwórz.
- No już.
Poznałam po głosie Karolinę, pewnie znowu chcą zrobić mi jakiś kawał. Postanowiłam, że będę udawała, że jeszcze śpię. Drzwi się otworzyły.
- Śpi, miałaś rację.
- Mówiłam ci, że ja zawsze mam rację.
- Ok, niech ci będzie.
- Ustawcie się wokół łóżka, a ty Harry chodź tutaj.
- Ok.
- Trzy, czte-ry. Wszystkiego najlepszego!- wykrzyczeli, a ja udałam, że się budzę i udaję zdziwioną.
- Ja, ja nie wiem co powiedzieć
- Najlepiej nic nie mów.
Harry trzymał olbrzymi tort z moim zdjęciem. Wogóle skąd oni wzięli moje zdjęcie?! Pewnie Karolina miała w telefonie czy coś.
- Dziękuję. Jestem naprawdę zaskoczona, nie spodziewałam się tego.
- Ok, może wyjdź z łóżka, głupio tak składać życzenia.- powiedział Liam.
- Już wstaję.
Po chwili wszyscy ustawili się w kolejce, Harry stał na końcu. Szerze mówiąc czekałam właśnie na niego. Właściwie to każdy życzył mi tego samego. Wreszcie nadeszła na niego kolej.
- Życzę ci, abyś zawsze uśmiechała się tak ja tego dnia kiedy cię poznałem, żebyś była szczęśliwa i żebyś o mnie cały czas pamiętała. Nie chcę się z tobą rozstawać, a wiem, że to nieubłagane. Nie wiem jak zniosę tą rozłakę, bo ja.... ja cię kocham i już zawsze chciałbym być przy tobie.
Nie wiedziałam co powiedzieć, ale czułam to samo. Tak właściwie, lekarze dają mi jeszcze kilka miesięcy, może mogłabym z nim być? Nie wiem, ale wiedziałam, że muszę mu coś odpowiedzieć.
Tylko nie wiedziałam co. Wreszcie go pocałowałam, najbardziej namiętnie jak umiałam, czułam jak się uśmiecha.
- Czujesz to co ja?- zapytał.
Pokiwałam głową, to była kolejna chwila, która mogłaby trwać wiecznie, nie przeszkadzali mi nawet inni, którzy tam byli. Po chwili kolejny raz się pocałowaliśmy, czułam, że żyję. Mój humor popsuł Zayn.
- Sto lat!
- Modlę się, żeby dożyć osiemnastki.- zaczęli się śmiać, nie zrozumieli, że to nie był żart.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szczerze mówiąc to nie podoba mi się ten rozdział. Mam nadzieję, że kolejne będą lepsze.
Proszę was po raz kolejny zostawcie po sobie jakiś znak, dla was to jest kilkanaście sekund, a ja cieszę się trzy godziny. Chciałabym wiedzieć, czy prowadzenie tego blogu ma sens.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje?- zapytał Louis.
- yyyy.... nic.- odpowiedziałam.
- Takie kity to możesz wciskać komuś innemu, a nie mi.
- Ale naprawdę nic się nie dzieje, boli mnie tylko głowa.
- Jasne...
- Uwierz mi, wszystko w porządku.
- Jesteś taka smutna. To przez Harry'ego?
- Nie, tylko nie wiem czy to wszystko nie dzieje się zbyt szybko. Zrozum, znamy się od kilku dni, a już się ze sobą przespaliśmy. Za kilkanaście dni wracam do Polski, wy do Los Angeles i już nigdy się nie zobaczymy. Nie chcę nikogo zawieść.
- Ale ty nie możesz jechać, on cię kocha, nie widzisz, że kiedy z tobą przebywa jest zupełnie inny, niż zwykle?
- Nie wiem jaki jest zwykle, tak naprawdę go nie znam.
- Tylko ci się wydaje.
- Louis, posłuchaj, znam go od trzech dni, nie wydaję mi się, żebym się myliła.
- Zawsze kiedy poznamy jakieś fanki bliżej zachowujemy odstęp,a z wami było inaczej. Przy was nie musimy nikogo udawać.
- To miłe, ale ja tu nie zostanę. W Polsce chodzę do liceum.
- Przecież właśnie zaczęły się wakacje.
- I co z tego?
- Możesz tu zostać tak jak my do końca sierpnia.
- Wybacz, ale raczej nie.
- Czemu?- spytał.
Chciałam mu powiedzieć, że ostatnie chwile chcę spędzić z bliskimi, ale się powstrzymałam.
- Nie wiem.
- Obiecaj mi, że będziesz się z nami kontaktowała.
- Raczej to wy obiecajcie.
- Nie chcę o was zapominać, chcę żebyście były częścią naszego życia.- tak poważnego go jeszcze nie widziałam.
- Uwierz mi, też bym chciała.
Po chwili wróciliśmy do chłopaków. Było już popołudnie, wprawdzie chcieli gdzieś wyjść, ale ja stanowczo odmówiłam. Zaproponowałam, żeby szli beze mnie, ale nie chcieli. Wreszcie padło na jakiś durny film w TV. Ok, byle nie dyskoteka. Nie chciałam znowu się upić i wylądować w łóżku z Harry'm. Wiem, jestem dziwna, ale zrozumcie mnie. Siedliśmy na kanapie, Niall przyniósł chipsy i zaczęliśmy oglądać. Widziałam jak Karolina przytula się do Louisa, Harry też to widział. Chyba chciał tego samego,ale ja nie miałam ochoty. Przytuliłam się do wielkiej poduszki, czułam jak zamykają się oczy, ale próbowałam powstrzymać falę snu. Nareszcie film dobiegł końca, mogłam iść spać.
- Ja będę lecieć, spać mi się chce.- powiedziałam.
- To nie śpisz z nami?- spytał Zayn.
- Nie, dzisiaj nie jestem pijana, więc trafię do pokoju.- wysiliłam się na uśmiech. Widziałam jak Harry posmutniał, ale lepiej teraz, niż potem.
- Ok, dobranoc.- wyszłam. W pokoju szybko wzięłam prysznic i poszłam spać. Na szczęście Karolina jakby chciała wrócić miała zapasowe klucze.
* w tym samym czasie*
- Co się dzisiaj działo z Anią?- spytał Niall.
- Bolała ją głowa.- odpowiedział Louis.
- Aha, szkoda, to pewnie po wczorajszym wypadzie do klubu.
- Możliwe.
- Mi się wydaję, że nie tylko o klub chodzi.- wtrąciła się Karolina.
- A o co?
- Ona ma jutro siedemnaste urodziny!- wykrzyczała.
- W takim razie musimy coś dla niej przygotować. Pewnie myśli, że nie wiemy.- rozweselił się nieco Harry.
- W takim razie zrobimy tak.......
* następnego dnia*
Uhhhh... kolejny dzień. I to nie byle jaki, stuknęła mi siedemnastka. Nawet moja kochana przyjaciółka zapomniała. Szczerze mówiąc to w to nie wierzę. Chociaż... znając życie chodziłaby od tygodnia podekstytowana. Sama już nie wiem. Moje rozmyślania przerwały jakieś szepty na korytarzu. Jak wiecie, z kilku szeptów potrafi zrobić się hałas. Już chciałam wyjść i zobaczyć co się stało, ale po pierwsze nie chciało mi się zejść z łóżka, a po drugie coś usłyszałam.
- Napewno jeszcze śpi?- zapytał ktoś.
- Na 100%, straszny z niej śpioch.
- Obyś miała rację.
- Ja zawsze mam.
- Niech ci będzie, a tak właściwie to na co czekamy?
- Muszę znaleźć klucze.
- Pospiesz się, za chwilę się obudzi.
- Ooo, mam.
- Otwórz.
- No już.
Poznałam po głosie Karolinę, pewnie znowu chcą zrobić mi jakiś kawał. Postanowiłam, że będę udawała, że jeszcze śpię. Drzwi się otworzyły.
- Śpi, miałaś rację.
- Mówiłam ci, że ja zawsze mam rację.
- Ok, niech ci będzie.
- Ustawcie się wokół łóżka, a ty Harry chodź tutaj.
- Ok.
- Trzy, czte-ry. Wszystkiego najlepszego!- wykrzyczeli, a ja udałam, że się budzę i udaję zdziwioną.
- Ja, ja nie wiem co powiedzieć
- Najlepiej nic nie mów.
Harry trzymał olbrzymi tort z moim zdjęciem. Wogóle skąd oni wzięli moje zdjęcie?! Pewnie Karolina miała w telefonie czy coś.
- Dziękuję. Jestem naprawdę zaskoczona, nie spodziewałam się tego.
- Ok, może wyjdź z łóżka, głupio tak składać życzenia.- powiedział Liam.
- Już wstaję.
Po chwili wszyscy ustawili się w kolejce, Harry stał na końcu. Szerze mówiąc czekałam właśnie na niego. Właściwie to każdy życzył mi tego samego. Wreszcie nadeszła na niego kolej.
- Życzę ci, abyś zawsze uśmiechała się tak ja tego dnia kiedy cię poznałem, żebyś była szczęśliwa i żebyś o mnie cały czas pamiętała. Nie chcę się z tobą rozstawać, a wiem, że to nieubłagane. Nie wiem jak zniosę tą rozłakę, bo ja.... ja cię kocham i już zawsze chciałbym być przy tobie.
Nie wiedziałam co powiedzieć, ale czułam to samo. Tak właściwie, lekarze dają mi jeszcze kilka miesięcy, może mogłabym z nim być? Nie wiem, ale wiedziałam, że muszę mu coś odpowiedzieć.
Tylko nie wiedziałam co. Wreszcie go pocałowałam, najbardziej namiętnie jak umiałam, czułam jak się uśmiecha.
- Czujesz to co ja?- zapytał.
Pokiwałam głową, to była kolejna chwila, która mogłaby trwać wiecznie, nie przeszkadzali mi nawet inni, którzy tam byli. Po chwili kolejny raz się pocałowaliśmy, czułam, że żyję. Mój humor popsuł Zayn.
- Sto lat!
- Modlę się, żeby dożyć osiemnastki.- zaczęli się śmiać, nie zrozumieli, że to nie był żart.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szczerze mówiąc to nie podoba mi się ten rozdział. Mam nadzieję, że kolejne będą lepsze.
Proszę was po raz kolejny zostawcie po sobie jakiś znak, dla was to jest kilkanaście sekund, a ja cieszę się trzy godziny. Chciałabym wiedzieć, czy prowadzenie tego blogu ma sens.
poniedziałek, 19 marca 2012
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Obudziły mnie promienie słońca wkradające się do "naszego" pokoju. Harry jeszcze spał. W nocy wyznał mi miłość i nie czuję się z tym dobrze. On tak naprawdę nie wie kim jestem. Ciągle go oszukuję, kłamię, zamiast powiedzieć prawdę. Kiedyś będzie musiał się o tym dowiedzieć. Czemu właśnie teraz przeżywam swoją prawdziwą miłość?! Czemu teraz kiedy muszę odejść, kiedy umrę?! I co ja mam mu powiedzieć? Ale jak ja mam to zrobić? To wszystko mnie przerosło, choroba no i jeszcze to. Właśnie się z nim przespałam, i co teraz? Widzę jak uśmiecha się przez sen, dzięki mnie, jeszcze kilka miesięcy temu bym się cieszyła, ale dziś?! On musi o mnie zapomnieć. Jestem zupełną szmatą, że pozwoliłam aby do tego doszło. Nie mogę go zranić, ale czego bym nie zrobiła tak właśnie się stanie. Nie chciałam się zadręczać więc poszłam napić się wody. Wszyscy już nie spali. Zauważyli, że nie jestem w humorze.
- Co, dzisiaj też nas nabieraliście? Kiedy przyszliśmy było bardzo głośno...- zaczął Louis.
- Dzisiaj nie udawaliśmy.
Wszyscy spojrzeli na nas z niedowierzaniem, ale miałam ich gdzieś i poszłam pod prysznic. Ogarnęłam się, założyłam tym razem swoje ubrania i poszłam do chłopaków. Harry już nie spał.
- Witaj moje słoneczko.- podszedł do mnie.
- Hej.- nie pałałam entuzjazmem.
- W nocy mówiłaś, że ci się podobało.
- Nie o to chodzi, głowa mnie boli- zmyśliłam.
- Poczekaj, dam ci tabletkę.
- Nie chcę od rana faszerować się lekami.
- Tak właściwie to jest już południe- wtrącił Zayn.
- Myślę, że spacer dobrze mi zrobi.- powiedziałam i wyszłam do parku. Po chwili dogoniła mnie Karolina.
- Co ty najlepszego wyrabiasz?- zaczęła na mnie krzyczeć.
- Spaceruję.- odpowiedziałam z drwina.
- Przecież wiem, że nie o to mi chodzi.
- Nie?- udałam głupią.
- Czemu mu to robisz? On się w tobie zakochał.
- Ja w nim też.
- Ale jak, przecież....
- .....nie opłaca mi się mieć chłopaka.
- Zamierzasz go oszukiwać?
- Nie, jeszcze kilka dni i coś wymyślę.
- Ale on cię kocha....
- Potem wymyślę coś i wszystko będzie ok.
- Nie poznaję cię, jak możesz mu to robić?!
- Nie wiem, ale mam już dość tego życia, chcę żeby to wszystko już się skończyło.- popłakałam się.
Karolina mnie przytuliła i wróciłyśmy do hotelu. Chłopaki coś jedli, przyłączyłyśmy się do nich, ale czułam, że coś wyczuwają, w szczególności Harry. Po skończonym posiłku podszedł do mnie Louis.
- Możemy pogadać?- spytał, tak poważnego jeszcze go nie widziałam.
- Jasne.- odpowiedziałam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry, że tak mało, ale nie miałam dzisiaj zbytnio czasu.
- Co, dzisiaj też nas nabieraliście? Kiedy przyszliśmy było bardzo głośno...- zaczął Louis.
- Dzisiaj nie udawaliśmy.
Wszyscy spojrzeli na nas z niedowierzaniem, ale miałam ich gdzieś i poszłam pod prysznic. Ogarnęłam się, założyłam tym razem swoje ubrania i poszłam do chłopaków. Harry już nie spał.
- Witaj moje słoneczko.- podszedł do mnie.
- Hej.- nie pałałam entuzjazmem.
- W nocy mówiłaś, że ci się podobało.
- Nie o to chodzi, głowa mnie boli- zmyśliłam.
- Poczekaj, dam ci tabletkę.
- Nie chcę od rana faszerować się lekami.
- Tak właściwie to jest już południe- wtrącił Zayn.
- Myślę, że spacer dobrze mi zrobi.- powiedziałam i wyszłam do parku. Po chwili dogoniła mnie Karolina.
- Co ty najlepszego wyrabiasz?- zaczęła na mnie krzyczeć.
- Spaceruję.- odpowiedziałam z drwina.
- Przecież wiem, że nie o to mi chodzi.
- Nie?- udałam głupią.
- Czemu mu to robisz? On się w tobie zakochał.
- Ja w nim też.
- Ale jak, przecież....
- .....nie opłaca mi się mieć chłopaka.
- Zamierzasz go oszukiwać?
- Nie, jeszcze kilka dni i coś wymyślę.
- Ale on cię kocha....
- Potem wymyślę coś i wszystko będzie ok.
- Nie poznaję cię, jak możesz mu to robić?!
- Nie wiem, ale mam już dość tego życia, chcę żeby to wszystko już się skończyło.- popłakałam się.
Karolina mnie przytuliła i wróciłyśmy do hotelu. Chłopaki coś jedli, przyłączyłyśmy się do nich, ale czułam, że coś wyczuwają, w szczególności Harry. Po skończonym posiłku podszedł do mnie Louis.
- Możemy pogadać?- spytał, tak poważnego jeszcze go nie widziałam.
- Jasne.- odpowiedziałam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry, że tak mało, ale nie miałam dzisiaj zbytnio czasu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)