niedziela, 15 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Nie chciałam tego dnia. Czemu czas musi tak szybko mijać? Dwa tygodnie temu poznałam chłopaków, a dzisiaj muszę się z nimi pożegnać. Po prostu świetnie. Zdaję sobie sprawę, że mogę już ich nigdy nie zobaczyć. Nigdy nie zażartować, obejrzeć z nimi głupiego horroru w TV. Już nigdy. Pewnie będą się ze mną żegnali tak jakbyśmy mieli się niedługo zobaczyć. Nie wiem czy to jest możliwe. Z jednej strony chciałabym spędzić z nimi każdy mój kolejny dzień. Ale z drugiej gdybym przestała się z nimi kontaktować nie cierpieli by tak bardzo. Muszę jakoś ich od siebie oddalić, tylko nie wiem jak. To jest takie trudne. Mogę już nie zobaczyć ich uśmiechu, posłuchać głupich żartów, ich śpiewu pod prysznicem. Ahhh....wspomnienia.
- Już wstałaś?- spytał Harry.
- Przed chwilą.- odpowiedziałam wciąż leżąc na łóżku.
- To już dzisiaj.
Nic nie odpowiedziałam, tylko uroniłam kilka łez. Przytuliłam się do Harry'ego i tak leżeliśmy dopóki do pokoju nie wpadła Karolina.
- Ania wstawaj, musimy się spakować!
- Nie chce mi się.
- Musisz! Po południu mamy samolot, a jeszcze odprawa i takie tam. Niedługo jedziemy.
Ona zawsze musiała mnie dobijać.
- Już wstaję.
Zjadałam coś i poszłam do naszego pokoju. Wprawdzie nie wiem po co go wynajmowałyśmy skoro i tak spałyśmy u chłopaków.
- No wreszcie jesteś!
- Ciebie też miło ponownie widzieć.
- Posłuchaj, mi też jest smutno z tego powodu, że jedziemy, ale staram się jakoś trzymać. Nie chcę dołować chłopaków.
Milczałam. Wyciągnęłam walizkę i otworzyłam szafę. Kiedy tylko na nią spojrzałam mimowolnie się popłakałam.
- Nie płacz, chłopaki mówili, że przyjadą we wrześniu do Polski na koncert. Zobaczysz będzie dobrze.
- Nic nie będzie dobrze.
- Zobaczymy się z nimi.
- Ale ja nie chcę się z nimi widzieć. Muszę się od nich oddalić, nie mogą dowiedzieć się, że umrę.
- To ty nie zamierzasz im powiedzieć?!- pokiwałam głową.- Chyba sobie ze mnie żartujesz! On cię kocha, nie widzisz jak się przy tobie zachowuje? Chcesz go tak zranić? Przecież jak umrzesz to raczej się zorientuje, że cię nie ma. Chyba, że może ja mam z nim pisać w twoim imieniu, co?
- Muszę z nim jak najszybciej zerwać.
- Tak bez słowa wyjaśnienia?
- Coś wymyślę.
- Po prostu świetnie!- trzasnęła drzwiami i wyszła z pokoju.
Wzięłam się za pakowanie swoich rzeczy, kiedyś trzeba to było zrobić. Przerwał mi dźwięk telefonu.
- No cześć moja przyjaciółko. Słyszałam, że dzisiaj wyjeżdżasz...- w słuchawce usłyszałam głos Alice.
- Tak.- odpowiedziałam.
- Oooo, jak szkoda, niestety nie będę mogła się pożegnać z tobą na lotnisku.
- Jakoś to przeżyję.
- Nie bój się, będę opiekowała się tym twoim przydupasem Harry'm.
- Miałaś tak o nim nie mówić!
- Ups. Wymsknęło mi się.- zaczęła się donośnie śmiać.
- A poza tym zostaw go w spokoju.
- Bo co?! Powiesz mu?
- A co z Zayn'em.- zmieniłam temat.
- Miły z niego chłopczyk.
- Udawałaś, że ci na nim zależy? Jak mogłaś. On dla ciebie rzucił dziewczynę!
- I tak wiecznie by z nią nie był. Może masz jakiś pomysł jak z nim zerwać?
- Nic mu nie powiedziałaś?!
- Jakoś nie było okazji.
- Kolejny cel?
- Tak.
- Mam nadzieję, że wolny.
- Można tak powiedzieć.
- To znaczy?
- Ma bardzo kłamliwą dziewczynę. Jak się o tym dowie, nie będzie już taki zakochany.- Zaczęła się śmiać, a ja rzuciła telefonem o ścianę. W uszach dzwonił mi tylko jej śmiech. Chodziło o Harry'ego.

Wróciłam do pakowania. Natknęłam się na płytę, która mieli podpisać chłopaki. Jeszcze tego nie zrobili. Szybko pobiegłam do ich pokoju.
"Dla naszej fanki numer 1" Zawsze potrafili mnie pocieszyć. Schowałam płytę do torebki i przyniosłam swoje walizki do pokoju chłopaków. Karolina zeszła na dół oddać klucze do recepcji. Koniec z naszą przygodą z One Direction. Przynajmniej z moją. Liczę na to, że Karolina dalej będzie z Louis'em.

Po kilku godzinach zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy na lotnisko. Tam czekały już na nas Danielle i Dominica. Miło było je znów widzieć.
- Dzwońcie codziennie.- powtarzał ciągle Zayn.
- Oczywiście.- odpowiadałyśmy z Karoliną.
- I nie zapomnijcie o nas.
- Chyba wy o nas.
Żegnając się z każdym po kolei miałam coraz więcej łez. Ostatni był Harry. Mocno mnie przytulił. Zaczął płakać, w takim stanie jeszcze go nie widziałam.
- Nie jedź. Proszę.
- Muszę. Przykro mi.- powoli brakowało mi powietrza, tak bardzo docisnął mnie do siebie.
- Kiedy się zobaczymy?- spojrzał mi w oczy.
I co? Miałam mu powiedzieć, że nie chcę się z nim widzieć?
- Nie wiem. We wrześniu na tym koncercie w Polsce.
- Dopiero?
- Wytrzymasz, zobaczysz.
- Ale ja nie umiem bez ciebie żyć. Jesteś dla mnie całym moim życiem, powodem abym był szczęśliwy.
Płakałam już na całego. Nie chciałam od niego odejść. Choćby na chwilkę.Kiedy wreszcie się uspokoiłam, poczułam taką niebywałą siłę. Czułam, że jestem w stanie mu powiedzieć o mojej chorobie. Bałam się jak zareaguje, ale jeżeli nie teraz to kiedy?
- Harry, ja... ja muszę ci coś powiedzieć.- zaczęłam, plątał mi się język.
- O co chodzi?- odgarnął mi z twarzy zlepiony od płaczu kosmyk włosów.
Zobaczyłam jego pytające spojrzenie, lekko stchórzyłam. Pomyślałam sobie jednak, że go kocham i nie mogę go oszukiwać.
- Bo ja....

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piszcie co o nim sądzicie. Naprawdę bardzo mi zależy na komentarzach. Dla was to pół minuty, a dla mnie kilka godzin niebywałego szczęścia. Nie napiszę co wydarzy się w następnym, musicie poczekać. Pisałam przy "Moments"(One Direction). Polecam, oddaje klimat tego rozdziału. Chciałam ten zadedykować Paulinie K. (pomogła mi w jednym momencie) i Kindze W.(obiecałam:)) Kolejny za dwa lub trzy dni. Mój email(ania296505@wp.pl). Piszcie jakbyście mieli jakieś pytania lub pomysły.

Ps. Możecie polecić mój blog innym. Pa:)

czwartek, 12 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

- Gdzie my idziemy?- spytałam.
- Za chwilę się dowiesz. Właściwie powinienem zastawić ci oczy, ale to nie ma sensu. Nie zamierzam nieść cię na rękach.- Harry zaczął się śmiać.
- Ejjj.- uderzyłam go w brzuch.
- Bolało!
- Bo miało!
- Chodź już lepiej.
- No idę przecież.
Szliśmy po jakiś schodach. Chociaż nie. Nie po jakiś schodach tylko po "milionach" schodków. Miałam już dość. Powoli łapałam każdy oddech. Harry to zauważył.
- Coś kondycji nie masz.- zaczął się śmiać.
- A niby ty masz, sam już dyszysz.
- Jeszcze tylko chwila.
- Mam nadzieję.
- Boisz się o swoje zdrowie?
-  Chyba o twoje.
Wreszcie doszliśmy.
- Zamknij oczy.- powiedział do mnie przed ciemnymi drzwiami.
Zamknęłam, a on złapał mnie za rękę. Po chwili nacisnął klamkę i pociągnął za sobą.
Przeszliśmy przez próg i zaprowadził mnie kilka metrów dalej. Wciąż miałam zamknięte oczy, stanął za mną. Czułam na karku jego ciepły oddech, to takie przyjemne uczucie.
- Możesz otworzyć.- wyszeptał.
Otworzyłam i to co zobaczyła totalnie mnie zamurowało. Byliśmy na..... dachu. Nie wiedziałam, że jest taki romantyczny. Naprawdę mnie zaskoczył. Staliśmy tuż przy pochmurnym niebie. Na budynkach paliły się już lampki, jakiś samolot właśnie startował. To był piękny widok.
- I jak?- spytał.
- To... to... to jest takie piękne. Nie wiem co powiedzieć.
Uśmiechnął się tylko.
- Czyli niespodzianka się udała?- zapytał po chwili.
- O tak. Prawdę mówiąc w pierwszej chwili myślałam, że na poważnie chcesz zrobić to ognisko na dachu.
- Hehe, nie w ostatniej chwili się rozmyśliłem.
Jejku, jak on ładnie się wtedy uśmiechał....
- Czułem, że możesz być zawiedziona, więc przygotowałem to.- odwrócił mnie i pokazał na... stolik.
- Wow. Kolacja w chmurach....
- Hehe. Miałem tylko nadzieję, że niebo będzie jaśniejsze, a tak jest tutaj ciemno. Pewnie będzie padać.
- Nie przejmuj się. Mamy podwójną kolację, w chmurach i przy świecach.
- Widzisz, ja zawsze umiem zrobić tak, żeby wyszło to na moją korzyść.
- Oczywiście.- uśmiechnęłam się.
Podeszliśmy do stolika.
- Pamiętasz jak skarżyłaś się, że zrobiłem dla ciebie tylko naleśniki?
- Ale to było w żartach. Nie wiedziałam, że przyrządzisz całą kolację.
- Lubię zaskakiwać- poruszył brwiami.
Jedliśmy i śmialiśmy się jednocześnie. Opowiadał mi przeróżne historie, te dziwne, śmieszne i zaskakujące. Wreszcie zjedliśmy. O dziwo postarał się nawet o ławkę. Jak widać nie doceniałam wcześniej jego możliwości. Zrobiło się chłodno, zauważył, że jest mi zimno. Zdjął marynarkę i założył na ramiona.
- Nie trzeba, teraz tobie będzie zimno.
- Przecież widzę jak się trzęsiesz. Mi zimno nie będzie, liczę na to, że się do mnie przytulisz.- zaśmiał się.
Nic nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w jego tors. Biło od niego takie ciepło.... Patrzyliśmy jak po niebie wędrują ciemne chmury. Zastanawialiśmy się co każda z nich przypomina. Niestety przerwał to deszcz. Harry szybko wstał i podał mi rękę. Zaczęliśmy uciekać, po chwili jednak się zatrzymałam.
- Czemu nie idziesz?- spytał zaskoczony.
- Nie potrzebnie uciekamy. Nie jesteśmy z cukru.
Nic nie odpowiedział tylko zbliżył się do mnie i wystawił rząd białych zębów. Staliśmy tak przez dłuższą chwilę i patrzyliśmy sobie w oczy.
- Wiesz, że ja nigdy nie całowałem się w deszczu?- powiedział.
- Jak chcesz możemy to nadrobić.
Musnęłam delikatnie jego usta, poczułam, że się uśmiecha. Były takie ciepłe i miękkie. Po prostu marzenie. Złapał mnie w talii, w jego oczach ujrzałam pożądanie. Szybko udaliśmy się w stronę schodów. Na dół szło się o wiele łatwiej. Wreszcie wpadliśmy do pokoju, cali mokrzy.
- Gdzie wy żeście byli?- spytał z zatroskaną miną Liam. Widać było, że troszczył się o nasze zdrowie. Nic nie odpowiedzieliśmy tylko tajemniczo się uśmiechnęliśmy. Oczywiście Liam kazał nam ściągnąć mokre ubrania i przykryć się kocem. Harry coś tam marudził pod nosem, ale wiem, że doceniał pomoc przyjaciela. Louis zrobił nam gorącą czekoladę. I tak siedzieliśmy przed telewizorem. Dzisiaj już nawet nie przeszkadzał mi wybrany przez chłopaków film. Mniej więcej w połowie Louis pociągnął Karolinę do swojej sypialni, gdybyście widzieli uśmiech Zayn'a. Bezcenne. Mimowolnie też to zrobiłam. Za chwilę niemal błagalnym wzrokiem spojrzał na mnie Harry. Zayn to zauważył i wybuchnął śmiechem.
- O co wam chodzi?- spytał mój chłopak.
- O nic, chodź idziemy.- pociągnęłam go za sobą.
Weszliśmy do sypialni Harry'ego. Przyciemnił światła na co zaczęłam się potwornie śmiać.
- No co, robię nastrój.
Podszedł do mnie i zaczął delikatnie całować moje usta. Nie ominął choćby jednego milimetra ich powierzchni. Zrzuciłam obydwa koce, którymi byliśmy okryci. Mieliśmy na sobie tylko bieliznę. Powoli zbliżaliśmy się w stronę łóżka, na które po chwili opadliśmy. Całował każdy kawałek mojego ciała, w jego oczach widać był pożądanie. Zwinnym ruchem pozbyliśmy się swojej bielizny. W pewnym momencie poczułam lekki ból, cicho jęknęłam. Harry wykonywał regularne ruchy w przód i tył, dyszał, ale też się cieszył. Ze mną było identycznie. Nagle poczułam taką niebywałą rozkosz, Harry opadł obok mnie zmęczony. Było już po wszystkim. Czułam jak się uśmiecha, dzisiaj był zupełnie inny, niż zawsze, taki....romantyczny i delikatny. Jednym słowem cudowny.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Dzisiaj nie napiszę, że rozdział mi się nie podoba, ale tylko dlatego, że koleżanki mi nie pozwoliły. Obiecałam też, że zadedykuję ten rozdział Dominice B. Proszę. Jak widzicie napisałam tą "scenę erotyczną", ale nie jestem do niej przekonana, nie specjalizuję się w tego typu opowieściach, ale to już mówiłam, więc nie będę was przynudzać. Zrobiłam wszystko, żeby było dobrze, a efekt oceńcie w komentarzach, których mam nadzieję, że będzie coraz więcej. Ostatnio jestem dosyć leniwa, a one są dla mnie motywacją. W kolejnym rozdziale opiszę wyjazd dziewczyn. Postaram się, żeby było wzruszające. Tradycyjnie podaję swój email (ania2965052@wp.pl) w razie jakichkolwiek pytań. Odpowiem na wszystkie.

Ps. Ostatnio dowiedziałam się, że te rybki, które mam po prawej stronie da się karmić. Jeżeli chcecie się trochę pobawić to poklikajcie na nie. Pa:)

wtorek, 10 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY część 2

Film się wreszcie skończył. No nareszcie. Odkąd tu przyjechałam, albo moja psychika się wyostrzyła, albo po prostu oglądamy beznadziejne horrory. Chyba to drugie...  Muszę przyznać, że to moje najlepsze wakacje, żal mi wyjeżdżać, ale muszę. No cóż...choroba nie wybiera. Chłopaki obiecali dzisiaj coś o sobie opowiedzieć. Chodzę z Harry'm, a tak właściwie słabo go znam. Trzeba to zmienić.
- To co, zaczynamy ten "wieczorek zapoznawczy"?- spytał z uśmiechem Louis.
- Jasne. Przyniosę tylko coś do jedzenia.- odpowiedział jak zwykle chętny do zjedzenia czegoś Niall.
Za chwilę przyniósł wszystko bez czego nie mógłby przeżyć kolejnych kilkudziesięciu minut. Od razu spojrzałam z pożądaniem na półmisek pomarańczy. Odruchowo sięgnęłam po jednego, nie byłam jedyna. Harry zrobił to samo.
- Lubisz?- spytałam go.
- Lubię? Ja je kocham, mógłbym je ciągle jeść.- odpowiedział.
- To zupełnie tak jak ja.
- Lubię jeszcze kukurydzę, kuchnię meksykańską, żelki no i oczywiście Twixy.- poruszył brwiami.
- Ja wprost uwielbiam Tacos, które przygotowuje Harry. To jest pyszne w jego wykonaniu. Nie mógłbym żyć też bez marchewek, ale o tym już wiecie.- dorzucił Louis.
- Nie wiedziałam, że z ciebie taki kucharz. Jedyne co mi przyrządziłeś to były naleśniki.- uśmiechnęłam się do Harry'ego.
- Ale musisz przyznać, że były pyszne.- odpowiedział ze śmiechem.
- Wyjątkowe. A wy co lubicie?- zwróciłam się do reszty.
- Ja nie mógłbym żyć bez kurczaka.- powiedział Zayn.
- Ja tak mam ze spaghetti.- odpowiedział Liam.
- A ty Niall?- spytałam.
- Po co go się pytasz, on i tak zje wszystko.- powiedział za niego Harry.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, Niall też. O mało co nie wypluł żelki, którą jadł. Oni byli świetni, tak fajnie się z nimi gadało.
- A pamiętasz jak ściągnąłem ci spodnie przed fanami?- spytał Louis Niall'a.
- Nigdy tego nie zapomnę. Było mi tak strasznie wstyd. Dodatkowo boję się małych pomieszczeń, jestem leworęczny, nie lubię królików, ptaków i kiedy dziewczyna wstydzi się przy mnie jeść.- opowiedział Niall.
- Nie przejmuj się. Odkąd zatrzasnąłem się w windzie na 3 godziny boję się nią jeździć. Wogóle od najmłodszych lat miałem pecha. Kiedyś kopnął mnie koń, a jeszcze kiedyś indziej gonił mnie kozioł. A teraz? Też za dobrze nie jest. Podczas jednego z występów w X- Factor poślizgnąłem się na kawałku ciasta. Nie wiem skąd się tam to wzięło.  Z kolei na koncercie dostałem tamponem w twarz. I kto tu ma większego pecha?- Harry cały czas mówił o tym z uśmiechem- Dodatkowo nie lubię majonezu, oliwek, buraków i .... białych samochodów. Czasem, żeby jakaś fanka się odczepiła mówię jej, że jestem gejem. Mógłbym spać cały czas i grać w Fife. Umiem żonglować, lubię koty i grę w badmingtona. To chyba wszystko. Aaaa.... kiedyś chłopaki wylali na mnie 4 wiadra zimnej wody jako żart urodzinowy.
Kiedy to opowiadał cały czas się śmialiśmy. Miał naprawdę fajne wspomnienia.
- To teraz ja- "zgłosił się" Louis.- Moje życie wyglądało zupełnie normalnie dopóki ich nie poznałem.- wskazał na chłopaków- Byłbym spokojnym chłopcem gdyby nie oni.- wszyscy zanosili się od śmiechu.- A więc tak... w skarpetkach chodzę tylko w awaryjnych sytuacjach, lubię za to czapki i kolorowe spodnie. Jak wiecie już od dawna jestem z Harry'm, nazywamy się Larry Stylinson.- puścił oczko.
- Czytałam o tym  w gazetach.- wtrąciła Karolina.
- Tak, tak, ale zakochaliśmy się w naszych "wyjątkowych fankach" i musieliśmy zakończyć nasz związek.- cały czas próbował udawać poważnego, ale nie zawsze to mu wychodziło.- Poza tym umiem grać na fortepianie, mam młodsze siostry bliźniaczki i kocham Nowy Jork. A Harry'ego poznałem w toalecie, zrobiłem sobie z nim zdjęcie, bo wiedziałem, że będzie kiedyś sławny. To chyba wszystko.
- Nie wiedziałam, że grasz na fortepianie.-powiedziałam.
- No to już wiesz.
- Zayn?
- Moje życie ciekawe zbyt nie jest. Mam trzy siostry. Wyrzucili mnie kiedyś ze szkoły, w wieku 6 lat wywaliłem prze okno telewizor, jestem muzułmaninem i się tego nie wstydzę. Lubię dbać o włosy i jestem uzależniony od papierosów. Postanowiłem sobie jednak, że rzucę. Zanim poznałem chłopaków pisałem piosenki i wiersze. Kiedyś zjadłem ostatniego chipsa i Niall chciał mnie ugryźć. Lubię brunetki, gdybym nie śpiewał uczyłbym chyba angielskiego. Jedno ucho przebijałem 7 razy. Lubię też kiedy dziewczyna nosi czapkę. Boję się wody, wysokości i ciemności. Kiedy całowałem się z dziewczyna po raz pierwszy musiałem stanąć na cegle, bo byłem zbyt niski. I to tyle...
- To ma być nudne życie? Jeżeli tak, to ja mam mega nudne.- powiedziałam.
- Właśnie, opowiedz coś o sobie.
- Za chwilę, został jeszcze Liam.
- Ok, pospieszę się. Boję się łyżek, mam chyba lęk wysokości, ale chcę skoczyć ze spadochronem. We Francji jakaś fanka ukradła mi buta, ale potem oddała. Zrobiła sobie z nim tylko zdjęcie.- zaczęliśmy się śmiać.- Gdy byłem mały poważnie chorowałem, potrzebowałem 32 zastrzyków dziennie, żeby przeżyć, mam jedną nerkę. Jednak udało mi się pokonać chorobę, choć lekarze nie dawali mi zbyt dużych szans.- rozumiem go, tylko mi nie dawają żadnych- Lubię koszykówkę, pocałunki w szyję i swoje żółwie, którymi podczas trasy opiekuje się Danielle. To na tyle... Powiedz lepiej coś o sobie.- zakończył Liam.
Właśnie tego momentu bałam się najbardziej.
- Uwierzcie mam najnudniejsze życie z was wszystkich. Nie jestem gwiazdą, nie mam fanów...
- ...czyżby?- wtrącił Louis- Kiedy ostatnio byłaś ze mną w sklepie jakaś fanka chciała od ciebie autograf.- wszyscy wytrzeszczyli oczy ze zdumienia.
- Tak, ale jej nie dałam. Wracając do mnie, lubię pomarańcze, pizze i piłkę nożną. Kiedyś ją trenowałam, ale już tego nie robię. Nie lubię papug i fałszywych osób. Oczywiście moim ulubionym zespołem jest One Direction. Mam starszego brata, który ciągle mnie wkurza, ale lubię jego dziewczynę. Rodzice dużo pracują, ale znajdują dla mnie czas. Chodzę w Polsce do liceum i to chyba wszystko.... Mówiłam, że mam nudne życie.- skończyłam.
Nie powiedziałam nic o chorobie, o moich wyprawach po całym świecie z nadzieją na ratunek. Nie umiałam i nie chciałam. Chwilę później zaczęła Karolina, nie słuchałam jej, ponieważ zadzwoniła do mnie mama, więc wyszłam na korytarz.
- Dzwonię, żeby przypomnieć ci, że jutro wracasz.
- Nie bój się, pamiętam.
- I jak mijają ci wakacje?
- Świetnie, ale opowiem ci wszystko w domu.
- Ok, tata cię pozdrawia.
- Dzięki, pozdrów go ode mnie.
- Zadzwonię później, bo mam drugi telefon na linii.
- Ok, do zobaczenia w domu. Pa.
- Pa.
Wróciłam do pokoju, wszyscy się śmiali. Zaczęło się ściemniać. Przez okno było widać oświetlone budynki. Cieszyłam się, że nie mieszkamy na samym dole, wtedy nic byśmy nie widzieli.
- W takim razie zakład.- zaproponował Louis Harry'emu.
Nie wiedziałam o co chodzi, musieli coś uzgodnić jak mnie nie było.
- Zakład.- odpowiedział Harry.
- O co się założyliście?- spytałam.
- Harry mi nie wierzy, że wejdę w samych bokserkach na balkon tej staruszki z pokoju obok i zapytam czy ma pożyczyć prezerwatywę.- pożalił się Louis.
-  I co, pójdziesz?
- No jasne.- po czym zdjął spodnie i bluzkę.
Przeskoczył przez balkon i już stał przed oknem starszej pani. Zapytał się jej, a ona zamiast odpowiedzieć zaciągnęła go do swojego pokoju. Chyba myślała, że z nią chce to zrobić. Wszyscy się śmialiśmy, zupełnie nie mogliśmy się powstrzymać. Wtedy do pokoju wszedł... Louis z pełną satysfakcji miną. Udało mu się. Babcia pożyczyła mu tą prezerwatywę. Tylko skąd ona ją miała? Nie wiem, wiem tylko, że Louis nie zawaha się przed niczym.
Dzień dobiegał już końca, przestaliśmy się śmiać i usiedliśmy na kanapie. Po chwili Harry złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
- Chodź, pokażę ci coś.- powiedział i wyszliśmy z pokoju.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami. Prawdę mówiąc nie podoba mi się, mam nadzieję, że z wami będzie inaczej. Tradycyjnie podaję swój email( ania296505@wp.pl) jakbyście mieli jakieś pytania lub sugestie. Kolejny rozdział za dwa lub trzy dni. A w nim... "scena erotyczna". Kilka osób chciało, więc napiszę, ale nie obiecuję nic rewelacyjnego. Nie specjalizuję się z tego typu opowieściach, ale się postaram. Tak więc do zobaczenia. Głosujcie też w nowej sondzie.
Ps. Liczę na komentarze. (możecie je też wysyłać na pocztę)