wtorek, 10 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY część 2

Film się wreszcie skończył. No nareszcie. Odkąd tu przyjechałam, albo moja psychika się wyostrzyła, albo po prostu oglądamy beznadziejne horrory. Chyba to drugie...  Muszę przyznać, że to moje najlepsze wakacje, żal mi wyjeżdżać, ale muszę. No cóż...choroba nie wybiera. Chłopaki obiecali dzisiaj coś o sobie opowiedzieć. Chodzę z Harry'm, a tak właściwie słabo go znam. Trzeba to zmienić.
- To co, zaczynamy ten "wieczorek zapoznawczy"?- spytał z uśmiechem Louis.
- Jasne. Przyniosę tylko coś do jedzenia.- odpowiedział jak zwykle chętny do zjedzenia czegoś Niall.
Za chwilę przyniósł wszystko bez czego nie mógłby przeżyć kolejnych kilkudziesięciu minut. Od razu spojrzałam z pożądaniem na półmisek pomarańczy. Odruchowo sięgnęłam po jednego, nie byłam jedyna. Harry zrobił to samo.
- Lubisz?- spytałam go.
- Lubię? Ja je kocham, mógłbym je ciągle jeść.- odpowiedział.
- To zupełnie tak jak ja.
- Lubię jeszcze kukurydzę, kuchnię meksykańską, żelki no i oczywiście Twixy.- poruszył brwiami.
- Ja wprost uwielbiam Tacos, które przygotowuje Harry. To jest pyszne w jego wykonaniu. Nie mógłbym żyć też bez marchewek, ale o tym już wiecie.- dorzucił Louis.
- Nie wiedziałam, że z ciebie taki kucharz. Jedyne co mi przyrządziłeś to były naleśniki.- uśmiechnęłam się do Harry'ego.
- Ale musisz przyznać, że były pyszne.- odpowiedział ze śmiechem.
- Wyjątkowe. A wy co lubicie?- zwróciłam się do reszty.
- Ja nie mógłbym żyć bez kurczaka.- powiedział Zayn.
- Ja tak mam ze spaghetti.- odpowiedział Liam.
- A ty Niall?- spytałam.
- Po co go się pytasz, on i tak zje wszystko.- powiedział za niego Harry.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, Niall też. O mało co nie wypluł żelki, którą jadł. Oni byli świetni, tak fajnie się z nimi gadało.
- A pamiętasz jak ściągnąłem ci spodnie przed fanami?- spytał Louis Niall'a.
- Nigdy tego nie zapomnę. Było mi tak strasznie wstyd. Dodatkowo boję się małych pomieszczeń, jestem leworęczny, nie lubię królików, ptaków i kiedy dziewczyna wstydzi się przy mnie jeść.- opowiedział Niall.
- Nie przejmuj się. Odkąd zatrzasnąłem się w windzie na 3 godziny boję się nią jeździć. Wogóle od najmłodszych lat miałem pecha. Kiedyś kopnął mnie koń, a jeszcze kiedyś indziej gonił mnie kozioł. A teraz? Też za dobrze nie jest. Podczas jednego z występów w X- Factor poślizgnąłem się na kawałku ciasta. Nie wiem skąd się tam to wzięło.  Z kolei na koncercie dostałem tamponem w twarz. I kto tu ma większego pecha?- Harry cały czas mówił o tym z uśmiechem- Dodatkowo nie lubię majonezu, oliwek, buraków i .... białych samochodów. Czasem, żeby jakaś fanka się odczepiła mówię jej, że jestem gejem. Mógłbym spać cały czas i grać w Fife. Umiem żonglować, lubię koty i grę w badmingtona. To chyba wszystko. Aaaa.... kiedyś chłopaki wylali na mnie 4 wiadra zimnej wody jako żart urodzinowy.
Kiedy to opowiadał cały czas się śmialiśmy. Miał naprawdę fajne wspomnienia.
- To teraz ja- "zgłosił się" Louis.- Moje życie wyglądało zupełnie normalnie dopóki ich nie poznałem.- wskazał na chłopaków- Byłbym spokojnym chłopcem gdyby nie oni.- wszyscy zanosili się od śmiechu.- A więc tak... w skarpetkach chodzę tylko w awaryjnych sytuacjach, lubię za to czapki i kolorowe spodnie. Jak wiecie już od dawna jestem z Harry'm, nazywamy się Larry Stylinson.- puścił oczko.
- Czytałam o tym  w gazetach.- wtrąciła Karolina.
- Tak, tak, ale zakochaliśmy się w naszych "wyjątkowych fankach" i musieliśmy zakończyć nasz związek.- cały czas próbował udawać poważnego, ale nie zawsze to mu wychodziło.- Poza tym umiem grać na fortepianie, mam młodsze siostry bliźniaczki i kocham Nowy Jork. A Harry'ego poznałem w toalecie, zrobiłem sobie z nim zdjęcie, bo wiedziałem, że będzie kiedyś sławny. To chyba wszystko.
- Nie wiedziałam, że grasz na fortepianie.-powiedziałam.
- No to już wiesz.
- Zayn?
- Moje życie ciekawe zbyt nie jest. Mam trzy siostry. Wyrzucili mnie kiedyś ze szkoły, w wieku 6 lat wywaliłem prze okno telewizor, jestem muzułmaninem i się tego nie wstydzę. Lubię dbać o włosy i jestem uzależniony od papierosów. Postanowiłem sobie jednak, że rzucę. Zanim poznałem chłopaków pisałem piosenki i wiersze. Kiedyś zjadłem ostatniego chipsa i Niall chciał mnie ugryźć. Lubię brunetki, gdybym nie śpiewał uczyłbym chyba angielskiego. Jedno ucho przebijałem 7 razy. Lubię też kiedy dziewczyna nosi czapkę. Boję się wody, wysokości i ciemności. Kiedy całowałem się z dziewczyna po raz pierwszy musiałem stanąć na cegle, bo byłem zbyt niski. I to tyle...
- To ma być nudne życie? Jeżeli tak, to ja mam mega nudne.- powiedziałam.
- Właśnie, opowiedz coś o sobie.
- Za chwilę, został jeszcze Liam.
- Ok, pospieszę się. Boję się łyżek, mam chyba lęk wysokości, ale chcę skoczyć ze spadochronem. We Francji jakaś fanka ukradła mi buta, ale potem oddała. Zrobiła sobie z nim tylko zdjęcie.- zaczęliśmy się śmiać.- Gdy byłem mały poważnie chorowałem, potrzebowałem 32 zastrzyków dziennie, żeby przeżyć, mam jedną nerkę. Jednak udało mi się pokonać chorobę, choć lekarze nie dawali mi zbyt dużych szans.- rozumiem go, tylko mi nie dawają żadnych- Lubię koszykówkę, pocałunki w szyję i swoje żółwie, którymi podczas trasy opiekuje się Danielle. To na tyle... Powiedz lepiej coś o sobie.- zakończył Liam.
Właśnie tego momentu bałam się najbardziej.
- Uwierzcie mam najnudniejsze życie z was wszystkich. Nie jestem gwiazdą, nie mam fanów...
- ...czyżby?- wtrącił Louis- Kiedy ostatnio byłaś ze mną w sklepie jakaś fanka chciała od ciebie autograf.- wszyscy wytrzeszczyli oczy ze zdumienia.
- Tak, ale jej nie dałam. Wracając do mnie, lubię pomarańcze, pizze i piłkę nożną. Kiedyś ją trenowałam, ale już tego nie robię. Nie lubię papug i fałszywych osób. Oczywiście moim ulubionym zespołem jest One Direction. Mam starszego brata, który ciągle mnie wkurza, ale lubię jego dziewczynę. Rodzice dużo pracują, ale znajdują dla mnie czas. Chodzę w Polsce do liceum i to chyba wszystko.... Mówiłam, że mam nudne życie.- skończyłam.
Nie powiedziałam nic o chorobie, o moich wyprawach po całym świecie z nadzieją na ratunek. Nie umiałam i nie chciałam. Chwilę później zaczęła Karolina, nie słuchałam jej, ponieważ zadzwoniła do mnie mama, więc wyszłam na korytarz.
- Dzwonię, żeby przypomnieć ci, że jutro wracasz.
- Nie bój się, pamiętam.
- I jak mijają ci wakacje?
- Świetnie, ale opowiem ci wszystko w domu.
- Ok, tata cię pozdrawia.
- Dzięki, pozdrów go ode mnie.
- Zadzwonię później, bo mam drugi telefon na linii.
- Ok, do zobaczenia w domu. Pa.
- Pa.
Wróciłam do pokoju, wszyscy się śmiali. Zaczęło się ściemniać. Przez okno było widać oświetlone budynki. Cieszyłam się, że nie mieszkamy na samym dole, wtedy nic byśmy nie widzieli.
- W takim razie zakład.- zaproponował Louis Harry'emu.
Nie wiedziałam o co chodzi, musieli coś uzgodnić jak mnie nie było.
- Zakład.- odpowiedział Harry.
- O co się założyliście?- spytałam.
- Harry mi nie wierzy, że wejdę w samych bokserkach na balkon tej staruszki z pokoju obok i zapytam czy ma pożyczyć prezerwatywę.- pożalił się Louis.
-  I co, pójdziesz?
- No jasne.- po czym zdjął spodnie i bluzkę.
Przeskoczył przez balkon i już stał przed oknem starszej pani. Zapytał się jej, a ona zamiast odpowiedzieć zaciągnęła go do swojego pokoju. Chyba myślała, że z nią chce to zrobić. Wszyscy się śmialiśmy, zupełnie nie mogliśmy się powstrzymać. Wtedy do pokoju wszedł... Louis z pełną satysfakcji miną. Udało mu się. Babcia pożyczyła mu tą prezerwatywę. Tylko skąd ona ją miała? Nie wiem, wiem tylko, że Louis nie zawaha się przed niczym.
Dzień dobiegał już końca, przestaliśmy się śmiać i usiedliśmy na kanapie. Po chwili Harry złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
- Chodź, pokażę ci coś.- powiedział i wyszliśmy z pokoju.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami. Prawdę mówiąc nie podoba mi się, mam nadzieję, że z wami będzie inaczej. Tradycyjnie podaję swój email( ania296505@wp.pl) jakbyście mieli jakieś pytania lub sugestie. Kolejny rozdział za dwa lub trzy dni. A w nim... "scena erotyczna". Kilka osób chciało, więc napiszę, ale nie obiecuję nic rewelacyjnego. Nie specjalizuję się z tego typu opowieściach, ale się postaram. Tak więc do zobaczenia. Głosujcie też w nowej sondzie.
Ps. Liczę na komentarze. (możecie je też wysyłać na pocztę)







niedziela, 8 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY część 1


Wstałam dosyć wcześnie. Za wcześnie jak na mnie. Harry jeszcze spał, pewnie nie tylko on. Do późna oglądaliśmy filmy. Zachciało mi się pić więc poszłam do kuchni. Zarzuciłam tylko na siebie jego koszulę, tak na wszelki wypadek, gdybym kogoś obudziła. Od razu odżyły wspomnienia, to właśnie w niej wszystkich nabraliśmy. Zawsze będę to pamiętać. Jednak słowo „zawsze” to pojecie względne. Może powiem inaczej. Do końca życia będę to wspominać, czyli już niedługo.  Weszłam do kuchni i muszę przyznać, że się zdziwiłam, i to nie byle jak. Otóż stał tam Louis. Zdziwiłam się, ponieważ on zawsze wstaje ostatni, a tu nagle takie coś. Jest dopiero 7. Normalnie przewracałby się na drugi bok.
- To ty już wstałaś?- spytał.
- Mogłabym zadać to samo pytanie. Zawsze śpisz do południa.
- Wiem, ale tak jakoś….-  plątał mu się język, ale nie był pijany- …nie mogę.- po policzkach zaczęły spływać mu łzy.
Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Co się stało?- starałam się zachować spokojny głos.
- Chodzi o Karolinę. Czemu musicie wyjeżdżać? Nie możecie zostać jeszcze chociaż kilka dni?
- To nie jest taki proste.
- Jest. Tylko wy nie chcecie.
- Gdybym nie chciała wróciłabym już po tym incydencie z fanką. Nie zrobiłam tak , tylko zostałam. Doceńcie to.
- To tylko kilka dni…
- Nie, ale nie przejmuj się, lecimy dopiero jutro wieczorem. Całe dwa dni spędzimy z wami. Hmmm?
- Tak, ale może jeszcze się zastanowicie?
- Nie zmienimy decyzji. To, że wyjeżdżamy nie oznacza, że masz rozstać się z Karoliną.
- Wiem, nie pozwoliłbym na to.
Pogadaliśmy jeszcze przez chwilę. Potem okazało się, że nic nie ma do jedzenia i jestem zmuszona udać się do sklepu.
- Pójdę z tobą. Spacer dobrze mi zrobi.
- Nie ma sprawy. Napisze tylko wiadomość pozostałym gdzie jesteśmy.
Napisałam liścik i zostawiłam w salonie na stole. Po chwili byliśmy już przed hotelem. Oczywiście nie obyło się bez tłumu ludzi krzyczących imię Louis’a. Jedna dziewczyna nawet mnie poprosiła o autograf. Jednak spokojnie wytłumaczyłam, że nie zamierzam udzielać szczerych wywiadów o życiu chłopaków. Tak naprawdę to dzięki tej dziewczynie zdałam sobie sprawę jak słabo ich znam. Trzeba to zmienić. Wreszcie ruszyliśmy dalej. Dochodziliśmy już do sklepu, kiedy przeżyłam absolutny szok. Wyszła z niego Eleanor. Tak, tak, o tą mi chodzi. Była dziewczyna Louis’a.  Zauważyła nas i podeszła bliżej.
- Louis, możemy porozmawiać?
- O co chodzi?- udawał, że mu nie zależy, ale on chyba wciąż coś do niej czuł.
Zostawiłam ich samych, a sama weszłam do sklepu. Ciekawość zwyciężyła, więc co chwilę wyglądałam przez okno, wzbudzając przy tym zdziwienie sprzedawcy. Wreszcie wszystko już kupiłam i postanowiłam wyjść. Akurat kończyli rozmowę. Przytulili się na pożegnanie, Eleanor odeszła, obojgu uśmiech nie schodził z twarzy. Byłam pewna tego co się stało. On znowu z nią jest! To niemożliwe. Jak on mógł?! W tej chwili zobaczył moją minę.
- Nie bój się, nie wróciłem do niej, zaraz wszystko ci wyjaśnię.- powiedział.
Momentalnie kamień spadł mi z serca.
- Chciała, żebyśmy do siebie wrócili, ale ja powiedziałem, że kocham kogoś innego.- zamurowało mnie. – Teraz tylko Karolina się dla mnie liczy.
- W takim razie czemu się przytuliliście?
- Zostaliśmy przyjaciółmi.
Totalnie mnie zatkało, zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam z niego dumna, ze tak zrobił. Kochał ją i była dla niego najważniejsza. Ale to romantyczne… Zaczęłam fantazjować, lecz po chwili mi przerwał.
- Kupiłaś marchewki?- Zaczęłam się śmiać, nic nie powiedziałam tylko pokazałam mu siatkę wypełnioną jego przysmakiem.- Zuch dziewczyna.- To wywołało u nie kolejną falę śmiechu.
- Louis, bo widzisz może dzisiaj zamiast iść na jakąś dyskotekę lub oglądać kolejny bardziej śmieszny, niż straszny horror, moglibyśmy pogadać. Tak naprawdę my was za dobrze nie znamy. Opowiedzielibyście nam coś o was.
- Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Wy tez zdradzicie kilka szczegółów z waszego” mrocznego” życia.
Znowu wybuchnęłam śmiechem.
- Umowa stoi.- powiedziałam po chwili.

Kiedy weszliśmy do apartamentu chłopaków nikt już nie spał. Zayn gonił Harry’ego, który wziął mu szczotkę. Niall jadł coś z puszki, pewnie zaglądał już do lodówki. Karolina krzyczała, że w łazience jest pająk, a Liam i dziewczyny…. właśnie gdzie oni są? Później okazało się, że na noc została tylko Danielle, którą właśnie poszedł odprowadzić Liam. Alice i Dominica poszły do domu kiedy ja już spałam. Przygotowałam z Louis’em śniadanie, na które wszyscy się rzucili. Nie przeszkadzał im nawet mój antytalent kucharski.
- Wiecie na jaki pomysł wpadła Ania?- zaczął Louis.
- Skąd mamy wiedzieć. Oświecicie nas?- spytał Liam, który właśnie przyszedł.
- Opowiemy im coś o sobie, tak właściwie to za wiele o nas nie wiedzą.- zwrócił się do chłopaków.
- Nawet dobry pomysł, my o nich też za dużo nie wiemy.
- A ja już myślałem, że zrobimy pożegnalne ognisko.- wtrącił się Harry.
- Ciekawe gdzie, na dachu?- spytałam z drwiną.
- To wcale nie jest taki zły pomysł… - poruszył złowieszczo brwiami.
- Ejj.
- No dobra, żartowałem.
Dochodziła 10. Wpadłam na jeden ze swoich kolejnych genialnych pomysłów i postanowiłam wziąć kąpiel. Inni oglądali jakieś reality show. Niezbyt mnie to interesowało. Dolałam jeszcze płynu do kąpieli, po którym wprost tonęłam w pianie. Nie powiem, przyjemne uczucie. W pewnym momencie do łazienki wpadł Louis.
- Louis! Mógłbyś wyjść, nie widzisz, że się kąpię?- dobrze, że nalałam tyle tego płynu, przynajmniej nic nie wiedział.
- Ty mogłaś mi wejść, a ja to nie.
- Louis, proszę.
- Przyszedłem tu po coś innego. Pilnie muszę skorzystać z toalety.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Wychodź!
- Ale ja mówię poważnie. Dłużej nie wytrzymam.
- To idź do jakiejś innej.
- Mamy jedną łazienkę.
- Czyli co, uważasz, że stąd wyjdę?
- Nie chce ci się?
- No raczej nie.
- Ale ja już nie mogę.
- To co mam zrobić. Widziałam cię już nago. Mną się nie przejmuj.
- Cicho! To miała być tajemnica.
- Wiem. Masz jakiś pomysł?
- Ni…. Harry- krzyknął.
Po chwili wbiegł mój chłopak.
- Zastaw ją, bo dłużej nie wytrzymam.
Oboje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Co?- spytał Harry.
Louis nic nie odpowiedział tylko rzucił mu ręcznik. Harry złapał go, a potem trzymał tak, abym nic nie zobaczyła. Nie mogłam przestać się śmiać, zresztą nie tylko ja. Wreszcie Louis zrobił to co musiał i wyszedł. Zostałam sama z Harry’m.
- Chodź już do nas. Nie mam do kogo się przytulić.
- Za chwilę wychodzę. W dalszym ciągu oglądacie ten program?
- Nie, już się skończył.
- W takim razie wychodzę.
Popatrzyłam na niego dając mu znak, że ma wyjść.
- No co, własnego chłopaka się wstydzisz?- oburzył się.
- Nie.- niechętnie wyszłam przy nim, aby potwierdzić moją odpowiedź.
Weszliśmy do salonu. Pozostali oglądali jakiś poradnik. Zdziwiło mnie to. Oni i tego typu programy? Faktycznie ich nie znałam. Rozmawiało za sobą kilku specjalistów o….. kłamstwie. Mówili, że nie należy oszukiwać kochanej osoby, to prowadzi do rozpadu związku i takie tam. Zdałam sobie sprawę, że kocham Harry’ego na tyle mocno, że nie chcę, żeby cierpiał, lecz na tyle słabo, aby mu powiedzieć o mojej chorobie. Jestem beznadziejna.
- Przełączcie to.- wszyscy na mnie spojrzeli i zmienili kanał na jakiś „horror”.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Zdecydowałam się podzielić ten rozdział na dwie części. Dodałam go, choć miałam tego nie robić, ale to było silniejsze ode mnie. Tak więc macie upragnioną siedemnastkę. Wiem, że jest trochę nudna, ale obiecuję, że część druga będzie lepsza. Jakbyście mieli jakieś pytania oto mój email (ania296505@wp.pl). Odpowiem na wszystkie pytania. Komentujcie i bierzcie udział w sondzie. Następny dodam we wtorek. Pa:)

piątek, 6 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SZESNASTY

- Nie ma sprawy. Dzwoń po nią, a ja po Dominicę.- powiedział Niall.
Zayn wyszedł i zadzwonił po Alice. Tylko jej tu brakowało. Po prostu świetnie. Moją reakcje zauważył Louis, za chwilę spojrzał niepewnie na Harry'ego. O dziwo nie był z tego faktu zadowolony. Może jemu faktycznie na niej nie zależy? Może już zmądrzał? Dostał jakąś nauczkę? Sama nie wiem. Po godzinie wszyscy przyszli. Wszyscy to znaczy Alice, Dominica i Danielle. Po nią zadzwonił Liam. Dobrze, że wpadła, przynajmniej będzie pilnować swojego chłopaka. Zostało jeszcze tylko zadecydować co będziemy robić. Nikt nie miał jakiegoś szczególnego pomysłu. Wreszcie ja coś wymyśliłam. Basen. Nie czułam się z tym najlepiej, zaproponowałam to tylko dlatego, żeby ośmieszyć Alice, która kiepsko pływała. Potem tego żałowałam. Od kilku dni nie wiem co się ze mną działo. Chęć zemsty wciąż nade mną dominowała.
Wreszcie wyszliśmy, oczywiście dziewczyny musiały jeszcze jechać po kostiumy, ale wszyscy cierpliwie poczekaliśmy. Jechaliśmy strasznie długo, były bardzo długie korki. W końcu dotarliśmy na basen. Oczywiście Louis nie byłby sobą, gdyby w samochodzie nie żartował, że nas utopi. Jednak my tylko się z tego śmialiśmy. Chłopaki szybciej się przebrali, więc musieli na nas czekać. Zrobiło mi się żal Alice, widziałam jej smutną minę. Żałowałam, że ja tak wkręciłam, ale z drugiej strony ona wszystkich oszukuje. Mówię tak o niej, a sama nie jestem lepsza. Kłamię i całkiem nieźle mi to wychodzi. Ok, koniec użalania się nad sobą i innymi, czas wreszcie wyjść z szatni.
- No nareszcie, ile można czekać.- powiedział Liam.
- Już idziemy.- odpowiedziała Danielle.
Louis zaczął się podstępnie śmiać, wiedziałam o co mu chodzi. Chce nas wrzucić do wody. Mi to nie przeszkadza, też go wrzucę. W pewnej chwili za rękę złapał mnie Harry. Myślałam, że chce mnie wrzucić, ale ona pociągnął mnie za sobą na.... zjeżdżalnię dla dzieci.
- Chcesz z niej zjechać?- spytałam.
- Nie, przyprowadziłem cię tutaj, bo tu doskonale widać co dzieje się na dole. Uratowałem cię też przed Louis'em. Za chwilę pewnie będzie wrzucał wszystkich do wody.
- Aaaa, szczerze mówiąc na początku naprawdę myślałam, że chcesz z niej zjechać.
- Jeżeli to cię uszczęśliwi, to mogę spróbować.
- Nie, nie musisz.
Staliśmy chwilę w milczeniu. Widzieliśmy jak Louis droczy się z pozostałymi. Stąd był naprawdę fajny widok.
- Nie zamieniłeś dzisiaj ani jednego słowa z Alice...- zaczęłam.
- Przecież obiecałem.- spojrzał mi w oczy.
- Dziękuję.- pocałowałam go w policzek.
Wróciliśmy do oglądania. Louis podszedł do Alice i popchnął ja do wody. Wszyscy się śmiali, a ja....ja zamarłam. Bałam się o nią, niby umiała pływać, ale słabo, a jak jej się coś stanie? Nikt nie przestawał się śmiać, a ja bałam się jeszcze bardziej. Ona wciąż nie wypływała na powierzchnię. Zayn przestał się śmiać, pozostali też. Nagle wskoczył  ją ratować. Fajnie utopią się obydwoje, każdy przecież wie, że on boi się wody. Zbiegliśmy z Harry'm na dół. Zayn wydobył ją na powierzchnię. Za chwilę podbiegł jakiś ratownik i nakrzyczał na Louis'a. To wszystko trwało sekundy. Jaka ja byłam głupia. Przeze mnie ona mogła umrzeć, przez mój głupi pomysł mogłam kogoś skrzywdzić, tego nie życzyłabym nawet jej. Po jakimś czasie czuła się już lepiej. Ulżyło mi, nie tylko mi. Ukradkiem patrzyłam na Zayna, poczułam, że właśnie zdecydował z kim chce być. Chociaż....może mi się wydaje. Pospiesznie opuściliśmy pływalnię, nikt nie chciał tam zostać, ani chwili dłużej. Drogę do hotelu pokonaliśmy w milczeniu. Cały czas obserwowałam Alice, która przytula się do Zayna. W tej chwili przez myśl przebiegło mi, że może ona tez ma uczucia? Dziwne, ale może jednak? Nie wierzyłam w jej zmianę, byłam na nią wściekła za to, że mną manipuluję, że o mało co nie odbiła mi chłopaka i o to, że jest z Zaynem. Chociaż może nie są razem.....ale kogo ja właściwie chcę oszukać. Chyba samą siebie. W takim razie należy mieć nadzieję, że długo ze sobą nie pobędą, Zayn zasługuje na kogoś lepszego. Moje rozmyślania przerwał głos chłopaków.
- Wychodzimy.- właśnie dotarliśmy pod hotel. Dziewczyny weszły z nami.
Chwilę później znaleźliśmy się się w apartamencie.
- Czyli film?- spytał Liam.
Wszyscy pokiwali twierdząco  głowami. Zaczęliśmy oglądać jakiś horror. Facet posiekał na kawałki kumpla, bo nie chciał podwieźć go do kina. Masakra. Przechowywał jego kawałki w lodówce obok ketchupu i sałaty. Chciało mi się śmiać, odruchowo zobaczyłam reakcję Harry'ego. Mimo, że mnie przytulał patrzył w okno, był nieobecny.
- Co się stało?- spytałam szeptem, żeby nikomu nie przeszkadzać.
- Nic, tylko zdałem sobie sprawę, że za dwa dni wylatujesz.
Nie wiedziałam co powiedzieć, wszystko wydawało mi się takie banalne. Nie mogłam tu zostać, musiałam lecieć na kontrolę do szpitala. Nie odpowiedziałam nic tylko przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wybaczcie, że taki krótki, ale nie miałam czasu, a obiecałam wam, że będę dodawać co dwa dni. Niestety kolejny najpewniej będzie dopiero po świętach. Chyba, że zostawicie dużo komentarzy, to może się skuszę i coś dodam. Korzystając z okazji chciałam wam życzyć Wesołych (i directionerskich) Świąt.
 Ps. Nie obrażę się jeżeli polecicie mój blog innym.