niedziela, 8 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY część 1


Wstałam dosyć wcześnie. Za wcześnie jak na mnie. Harry jeszcze spał, pewnie nie tylko on. Do późna oglądaliśmy filmy. Zachciało mi się pić więc poszłam do kuchni. Zarzuciłam tylko na siebie jego koszulę, tak na wszelki wypadek, gdybym kogoś obudziła. Od razu odżyły wspomnienia, to właśnie w niej wszystkich nabraliśmy. Zawsze będę to pamiętać. Jednak słowo „zawsze” to pojecie względne. Może powiem inaczej. Do końca życia będę to wspominać, czyli już niedługo.  Weszłam do kuchni i muszę przyznać, że się zdziwiłam, i to nie byle jak. Otóż stał tam Louis. Zdziwiłam się, ponieważ on zawsze wstaje ostatni, a tu nagle takie coś. Jest dopiero 7. Normalnie przewracałby się na drugi bok.
- To ty już wstałaś?- spytał.
- Mogłabym zadać to samo pytanie. Zawsze śpisz do południa.
- Wiem, ale tak jakoś….-  plątał mu się język, ale nie był pijany- …nie mogę.- po policzkach zaczęły spływać mu łzy.
Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Co się stało?- starałam się zachować spokojny głos.
- Chodzi o Karolinę. Czemu musicie wyjeżdżać? Nie możecie zostać jeszcze chociaż kilka dni?
- To nie jest taki proste.
- Jest. Tylko wy nie chcecie.
- Gdybym nie chciała wróciłabym już po tym incydencie z fanką. Nie zrobiłam tak , tylko zostałam. Doceńcie to.
- To tylko kilka dni…
- Nie, ale nie przejmuj się, lecimy dopiero jutro wieczorem. Całe dwa dni spędzimy z wami. Hmmm?
- Tak, ale może jeszcze się zastanowicie?
- Nie zmienimy decyzji. To, że wyjeżdżamy nie oznacza, że masz rozstać się z Karoliną.
- Wiem, nie pozwoliłbym na to.
Pogadaliśmy jeszcze przez chwilę. Potem okazało się, że nic nie ma do jedzenia i jestem zmuszona udać się do sklepu.
- Pójdę z tobą. Spacer dobrze mi zrobi.
- Nie ma sprawy. Napisze tylko wiadomość pozostałym gdzie jesteśmy.
Napisałam liścik i zostawiłam w salonie na stole. Po chwili byliśmy już przed hotelem. Oczywiście nie obyło się bez tłumu ludzi krzyczących imię Louis’a. Jedna dziewczyna nawet mnie poprosiła o autograf. Jednak spokojnie wytłumaczyłam, że nie zamierzam udzielać szczerych wywiadów o życiu chłopaków. Tak naprawdę to dzięki tej dziewczynie zdałam sobie sprawę jak słabo ich znam. Trzeba to zmienić. Wreszcie ruszyliśmy dalej. Dochodziliśmy już do sklepu, kiedy przeżyłam absolutny szok. Wyszła z niego Eleanor. Tak, tak, o tą mi chodzi. Była dziewczyna Louis’a.  Zauważyła nas i podeszła bliżej.
- Louis, możemy porozmawiać?
- O co chodzi?- udawał, że mu nie zależy, ale on chyba wciąż coś do niej czuł.
Zostawiłam ich samych, a sama weszłam do sklepu. Ciekawość zwyciężyła, więc co chwilę wyglądałam przez okno, wzbudzając przy tym zdziwienie sprzedawcy. Wreszcie wszystko już kupiłam i postanowiłam wyjść. Akurat kończyli rozmowę. Przytulili się na pożegnanie, Eleanor odeszła, obojgu uśmiech nie schodził z twarzy. Byłam pewna tego co się stało. On znowu z nią jest! To niemożliwe. Jak on mógł?! W tej chwili zobaczył moją minę.
- Nie bój się, nie wróciłem do niej, zaraz wszystko ci wyjaśnię.- powiedział.
Momentalnie kamień spadł mi z serca.
- Chciała, żebyśmy do siebie wrócili, ale ja powiedziałem, że kocham kogoś innego.- zamurowało mnie. – Teraz tylko Karolina się dla mnie liczy.
- W takim razie czemu się przytuliliście?
- Zostaliśmy przyjaciółmi.
Totalnie mnie zatkało, zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam z niego dumna, ze tak zrobił. Kochał ją i była dla niego najważniejsza. Ale to romantyczne… Zaczęłam fantazjować, lecz po chwili mi przerwał.
- Kupiłaś marchewki?- Zaczęłam się śmiać, nic nie powiedziałam tylko pokazałam mu siatkę wypełnioną jego przysmakiem.- Zuch dziewczyna.- To wywołało u nie kolejną falę śmiechu.
- Louis, bo widzisz może dzisiaj zamiast iść na jakąś dyskotekę lub oglądać kolejny bardziej śmieszny, niż straszny horror, moglibyśmy pogadać. Tak naprawdę my was za dobrze nie znamy. Opowiedzielibyście nam coś o was.
- Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Wy tez zdradzicie kilka szczegółów z waszego” mrocznego” życia.
Znowu wybuchnęłam śmiechem.
- Umowa stoi.- powiedziałam po chwili.

Kiedy weszliśmy do apartamentu chłopaków nikt już nie spał. Zayn gonił Harry’ego, który wziął mu szczotkę. Niall jadł coś z puszki, pewnie zaglądał już do lodówki. Karolina krzyczała, że w łazience jest pająk, a Liam i dziewczyny…. właśnie gdzie oni są? Później okazało się, że na noc została tylko Danielle, którą właśnie poszedł odprowadzić Liam. Alice i Dominica poszły do domu kiedy ja już spałam. Przygotowałam z Louis’em śniadanie, na które wszyscy się rzucili. Nie przeszkadzał im nawet mój antytalent kucharski.
- Wiecie na jaki pomysł wpadła Ania?- zaczął Louis.
- Skąd mamy wiedzieć. Oświecicie nas?- spytał Liam, który właśnie przyszedł.
- Opowiemy im coś o sobie, tak właściwie to za wiele o nas nie wiedzą.- zwrócił się do chłopaków.
- Nawet dobry pomysł, my o nich też za dużo nie wiemy.
- A ja już myślałem, że zrobimy pożegnalne ognisko.- wtrącił się Harry.
- Ciekawe gdzie, na dachu?- spytałam z drwiną.
- To wcale nie jest taki zły pomysł… - poruszył złowieszczo brwiami.
- Ejj.
- No dobra, żartowałem.
Dochodziła 10. Wpadłam na jeden ze swoich kolejnych genialnych pomysłów i postanowiłam wziąć kąpiel. Inni oglądali jakieś reality show. Niezbyt mnie to interesowało. Dolałam jeszcze płynu do kąpieli, po którym wprost tonęłam w pianie. Nie powiem, przyjemne uczucie. W pewnym momencie do łazienki wpadł Louis.
- Louis! Mógłbyś wyjść, nie widzisz, że się kąpię?- dobrze, że nalałam tyle tego płynu, przynajmniej nic nie wiedział.
- Ty mogłaś mi wejść, a ja to nie.
- Louis, proszę.
- Przyszedłem tu po coś innego. Pilnie muszę skorzystać z toalety.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Wychodź!
- Ale ja mówię poważnie. Dłużej nie wytrzymam.
- To idź do jakiejś innej.
- Mamy jedną łazienkę.
- Czyli co, uważasz, że stąd wyjdę?
- Nie chce ci się?
- No raczej nie.
- Ale ja już nie mogę.
- To co mam zrobić. Widziałam cię już nago. Mną się nie przejmuj.
- Cicho! To miała być tajemnica.
- Wiem. Masz jakiś pomysł?
- Ni…. Harry- krzyknął.
Po chwili wbiegł mój chłopak.
- Zastaw ją, bo dłużej nie wytrzymam.
Oboje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Co?- spytał Harry.
Louis nic nie odpowiedział tylko rzucił mu ręcznik. Harry złapał go, a potem trzymał tak, abym nic nie zobaczyła. Nie mogłam przestać się śmiać, zresztą nie tylko ja. Wreszcie Louis zrobił to co musiał i wyszedł. Zostałam sama z Harry’m.
- Chodź już do nas. Nie mam do kogo się przytulić.
- Za chwilę wychodzę. W dalszym ciągu oglądacie ten program?
- Nie, już się skończył.
- W takim razie wychodzę.
Popatrzyłam na niego dając mu znak, że ma wyjść.
- No co, własnego chłopaka się wstydzisz?- oburzył się.
- Nie.- niechętnie wyszłam przy nim, aby potwierdzić moją odpowiedź.
Weszliśmy do salonu. Pozostali oglądali jakiś poradnik. Zdziwiło mnie to. Oni i tego typu programy? Faktycznie ich nie znałam. Rozmawiało za sobą kilku specjalistów o….. kłamstwie. Mówili, że nie należy oszukiwać kochanej osoby, to prowadzi do rozpadu związku i takie tam. Zdałam sobie sprawę, że kocham Harry’ego na tyle mocno, że nie chcę, żeby cierpiał, lecz na tyle słabo, aby mu powiedzieć o mojej chorobie. Jestem beznadziejna.
- Przełączcie to.- wszyscy na mnie spojrzeli i zmienili kanał na jakiś „horror”.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Zdecydowałam się podzielić ten rozdział na dwie części. Dodałam go, choć miałam tego nie robić, ale to było silniejsze ode mnie. Tak więc macie upragnioną siedemnastkę. Wiem, że jest trochę nudna, ale obiecuję, że część druga będzie lepsza. Jakbyście mieli jakieś pytania oto mój email (ania296505@wp.pl). Odpowiem na wszystkie pytania. Komentujcie i bierzcie udział w sondzie. Następny dodam we wtorek. Pa:)

piątek, 6 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SZESNASTY

- Nie ma sprawy. Dzwoń po nią, a ja po Dominicę.- powiedział Niall.
Zayn wyszedł i zadzwonił po Alice. Tylko jej tu brakowało. Po prostu świetnie. Moją reakcje zauważył Louis, za chwilę spojrzał niepewnie na Harry'ego. O dziwo nie był z tego faktu zadowolony. Może jemu faktycznie na niej nie zależy? Może już zmądrzał? Dostał jakąś nauczkę? Sama nie wiem. Po godzinie wszyscy przyszli. Wszyscy to znaczy Alice, Dominica i Danielle. Po nią zadzwonił Liam. Dobrze, że wpadła, przynajmniej będzie pilnować swojego chłopaka. Zostało jeszcze tylko zadecydować co będziemy robić. Nikt nie miał jakiegoś szczególnego pomysłu. Wreszcie ja coś wymyśliłam. Basen. Nie czułam się z tym najlepiej, zaproponowałam to tylko dlatego, żeby ośmieszyć Alice, która kiepsko pływała. Potem tego żałowałam. Od kilku dni nie wiem co się ze mną działo. Chęć zemsty wciąż nade mną dominowała.
Wreszcie wyszliśmy, oczywiście dziewczyny musiały jeszcze jechać po kostiumy, ale wszyscy cierpliwie poczekaliśmy. Jechaliśmy strasznie długo, były bardzo długie korki. W końcu dotarliśmy na basen. Oczywiście Louis nie byłby sobą, gdyby w samochodzie nie żartował, że nas utopi. Jednak my tylko się z tego śmialiśmy. Chłopaki szybciej się przebrali, więc musieli na nas czekać. Zrobiło mi się żal Alice, widziałam jej smutną minę. Żałowałam, że ja tak wkręciłam, ale z drugiej strony ona wszystkich oszukuje. Mówię tak o niej, a sama nie jestem lepsza. Kłamię i całkiem nieźle mi to wychodzi. Ok, koniec użalania się nad sobą i innymi, czas wreszcie wyjść z szatni.
- No nareszcie, ile można czekać.- powiedział Liam.
- Już idziemy.- odpowiedziała Danielle.
Louis zaczął się podstępnie śmiać, wiedziałam o co mu chodzi. Chce nas wrzucić do wody. Mi to nie przeszkadza, też go wrzucę. W pewnej chwili za rękę złapał mnie Harry. Myślałam, że chce mnie wrzucić, ale ona pociągnął mnie za sobą na.... zjeżdżalnię dla dzieci.
- Chcesz z niej zjechać?- spytałam.
- Nie, przyprowadziłem cię tutaj, bo tu doskonale widać co dzieje się na dole. Uratowałem cię też przed Louis'em. Za chwilę pewnie będzie wrzucał wszystkich do wody.
- Aaaa, szczerze mówiąc na początku naprawdę myślałam, że chcesz z niej zjechać.
- Jeżeli to cię uszczęśliwi, to mogę spróbować.
- Nie, nie musisz.
Staliśmy chwilę w milczeniu. Widzieliśmy jak Louis droczy się z pozostałymi. Stąd był naprawdę fajny widok.
- Nie zamieniłeś dzisiaj ani jednego słowa z Alice...- zaczęłam.
- Przecież obiecałem.- spojrzał mi w oczy.
- Dziękuję.- pocałowałam go w policzek.
Wróciliśmy do oglądania. Louis podszedł do Alice i popchnął ja do wody. Wszyscy się śmiali, a ja....ja zamarłam. Bałam się o nią, niby umiała pływać, ale słabo, a jak jej się coś stanie? Nikt nie przestawał się śmiać, a ja bałam się jeszcze bardziej. Ona wciąż nie wypływała na powierzchnię. Zayn przestał się śmiać, pozostali też. Nagle wskoczył  ją ratować. Fajnie utopią się obydwoje, każdy przecież wie, że on boi się wody. Zbiegliśmy z Harry'm na dół. Zayn wydobył ją na powierzchnię. Za chwilę podbiegł jakiś ratownik i nakrzyczał na Louis'a. To wszystko trwało sekundy. Jaka ja byłam głupia. Przeze mnie ona mogła umrzeć, przez mój głupi pomysł mogłam kogoś skrzywdzić, tego nie życzyłabym nawet jej. Po jakimś czasie czuła się już lepiej. Ulżyło mi, nie tylko mi. Ukradkiem patrzyłam na Zayna, poczułam, że właśnie zdecydował z kim chce być. Chociaż....może mi się wydaje. Pospiesznie opuściliśmy pływalnię, nikt nie chciał tam zostać, ani chwili dłużej. Drogę do hotelu pokonaliśmy w milczeniu. Cały czas obserwowałam Alice, która przytula się do Zayna. W tej chwili przez myśl przebiegło mi, że może ona tez ma uczucia? Dziwne, ale może jednak? Nie wierzyłam w jej zmianę, byłam na nią wściekła za to, że mną manipuluję, że o mało co nie odbiła mi chłopaka i o to, że jest z Zaynem. Chociaż może nie są razem.....ale kogo ja właściwie chcę oszukać. Chyba samą siebie. W takim razie należy mieć nadzieję, że długo ze sobą nie pobędą, Zayn zasługuje na kogoś lepszego. Moje rozmyślania przerwał głos chłopaków.
- Wychodzimy.- właśnie dotarliśmy pod hotel. Dziewczyny weszły z nami.
Chwilę później znaleźliśmy się się w apartamencie.
- Czyli film?- spytał Liam.
Wszyscy pokiwali twierdząco  głowami. Zaczęliśmy oglądać jakiś horror. Facet posiekał na kawałki kumpla, bo nie chciał podwieźć go do kina. Masakra. Przechowywał jego kawałki w lodówce obok ketchupu i sałaty. Chciało mi się śmiać, odruchowo zobaczyłam reakcję Harry'ego. Mimo, że mnie przytulał patrzył w okno, był nieobecny.
- Co się stało?- spytałam szeptem, żeby nikomu nie przeszkadzać.
- Nic, tylko zdałem sobie sprawę, że za dwa dni wylatujesz.
Nie wiedziałam co powiedzieć, wszystko wydawało mi się takie banalne. Nie mogłam tu zostać, musiałam lecieć na kontrolę do szpitala. Nie odpowiedziałam nic tylko przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wybaczcie, że taki krótki, ale nie miałam czasu, a obiecałam wam, że będę dodawać co dwa dni. Niestety kolejny najpewniej będzie dopiero po świętach. Chyba, że zostawicie dużo komentarzy, to może się skuszę i coś dodam. Korzystając z okazji chciałam wam życzyć Wesołych (i directionerskich) Świąt.
 Ps. Nie obrażę się jeżeli polecicie mój blog innym.






środa, 4 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Spałam dzisiaj w swoim pokoju. Sama. Karolina była oczywiście u Louis'a, a Harry.... nie wiem. Jednak na pewno go tu nie  było. Pewnie został ze swoją nową przyjaciółką- Alice. Jak ja jej nie cierpię. Nie chciałam wstawać i do nich iść. Jak on mógł?! Byliśmy razem, wyjeżdżałam za kilka dni, a on zabawia się z moim największy wrogiem. W dodatku nie mogłam nic zrobić, bo ona trzymała mnie w garści. Po prostu świetnie. Leżałam już dosyć długo, powoli zaczynałam być głodna. Niestety ja wynajmowałam tylko pokój, a nie tak jak chłopaki apartament z wielką kuchnią. Musiałam zejść na dół.
Nie chciałam jeść u nich. Nagle do pokoju wpadła Karolina.
- Zbieraj się, już południe, chłopaki na ciebie czekają.
- To się nie doczekają.
- Przestań już, ona dla niego nic nie znaczy.
- Wczoraj miałaś inne zdanie..
- Ale już je zmieniłam. On cię naprawdę kocha.
- Gdyby tak było siedziałby tutaj ze mną, a nie z nią.
- Jesteś zbyt zazdrosna, gadał przed chwilką z Louis'em i powiedział mu, że żałuję, że pojechał do tego szpitala.
- Ale to nie szpital chodzi.
- A o co?
- O to, że mi nie uwierzył, tam na boisku. W związku zaufanie to podstawa.
- W takim razie czemu go oszukujesz, czemu nie powiesz mu prawdy o swojej chorobie?
Milczałam. Wstałam z łózka, ubrałam się i postanowiłam zejść do restauracji na śniadanie.
- Gdzie idziesz?- spytała mnie Karolina.
- Na śniadanie.- odpowiedziałam.
- No wreszcie, chłopaki na nas czekają.
- Chyba mnie nie zrozumiałaś, idę na śniadanie do restauracji, a nie do chłopaków.
- Ania, nie obrażaj się tak. On nie chciał....
- Wynajął cię na adwokata, że go tak bronisz?
- Nie. Zrobisz jak uważasz, ale potem możesz tego żałować. Tym bardziej, że....
- ....długo już sobie nie pożyję.- dokończyłam za nią.- To chciałaś powiedzieć?
Nie dałam jej odpowiedzieć, wybiegłam z pokoju.
Po chwili znalazłam się już na dole, zamówiłam naleśniki (jak zwykle) i pozostało mi tylko czekać na zamówione jedzenie.  Po kilku minutach podał mi je kelner. Nie spieszyłam się, powoli przeżuwałam każdy kęs. Wtedy ujrzałam jego, Harry'ego. Stał i patrzył  na mnie smutnie.
- Po co przyszedłeś?- zaczęłam.
- Powinniśmy porozmawiać.
- Nie wiem czy jest o czym.
- Jest. Wczoraj nie wiem czemu tak się zachowywałem. Nie uwierzyłem ci, a okazało się, że to nic poważnego, zwyczajne stłuczenie....
- Mówiłam, że jej nawet nie dotknęłam.
- Wiem, powiedziała, że musiało jej się wydawać. Nie złość się na nią, ona nie ma tutaj nikogo...
- Ma ojca, to do niego przyjechała. Zastanów się wogóle o czym ty mówisz. Przyszedłeś tutaj jej bronić?! Myślałam, że chcesz porozmawiać o nas.
- Chcę...ja przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło...
- Wybacz, ale chcę zjeść w spokoju.
- Nie pójdę stąd dopóki mi nie wybaczysz.
- I myślisz, że o wszystkim zapomnę!? Kiedy ona tylko się pojawiła nie zamieniłeś ze mną nawet słowa. Ona była ważniejsza, a ja?! Ja stałam z boku i patrzyłam jak się do ciebie wdzięczy. Myślisz, że to był przyjemny widok?! W dodatku ty nic z tym nie robiłeś.- wykrzyczałam mu w twarz.
Jacyś obcy ludzie zaczęli się na mnie patrzeć, w tej chwili mnie to nie obchodziło. W końcu to nie mnie tutaj każdy zna.
- Ciszej, wszyscy się na nas patrzą.- uspokoił mnie Harry.
- To niech się patrzą. Mam ich gdzieś. Miałam stąd jechać po tym incydencie z fanką, ale zostałam specjalnie dla ciebie, żebyśmy mogli jeszcze ze sobą pobyć, a ty?! Ty znajdujesz sobie inną.
- Nie mów tak.
- Bo co?!
- Ona dla mnie nic nie znaczy, uwierz mi, ty jesteś najważniejsza, to ciebie kocham, nie ją. Chodź do nas. Alice pojechała już do siebie.
- To ona tu spała?!
- Yyyy... tak. Zayn się chyba w niej zakochał.
- A Pauline? On ją kocha....
- Sam już nie wiem. Jego się zapytaj. Proszę spędźmy te ostatnie dni razem. Błagam...
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Z jednej strony byłam na niego tak wściekła, ale z drugiej nie umiałam się na niego gniewać.
- Masz szczęście, że jadę za trzy dni. Inaczej tak łatwo by ci nie poszło.
Rzucił mi się na szyję. Po chwili poszliśmy do pokoju chłopaków. Harry miał rację, Alice nie było, ale to nie oznaczało, że za chwilę nie może przyjść. Pewnie Zayn po nią zadzwoni. Poszłam do ich kuchni czegoś się napić.
- Nalejesz mi też?- spytał Zayn, który wszedł za mną.
- Jasne. Podaj tylko szklankę.
Piliśmy w milczeniu, postanowiłam z nim pogadać o Pauline. Nie wiedziałam jak zacząć.
- Może zaprosisz dzisiaj Pauline?
- Yyyy.... jest zajęta chyba....- zarumienił się, widać, że kłamał.
- Nie chodzi chyba o to....Zakochałeś się w Alice.
Nic nie odpowiedział.
- Jeżeli nie chcesz to nie mów- ciągnęłam dalej.
- Szczerze mówiąc to nie wiem co powiedzieć. Wiem, że nie powinienem tak jej zostawiać, ale kiedy jestem przy Alice czuję się zupełnie inaczej. Tak swobodnie....
- Bo ona też pali?- spytałam z drwiną.
- Nie,ona jest inna, niż wszystkie dziewczyny.
Faktycznie, takich debilek mało jest na świecie. Jednak tego mu nie powiem.
- Posłuchaj, macie czas, nie rób niczego pochopnie, potem możesz tego żałować.
- Wiem, zastanowię się jeszcze.
- Jeżeli zwiążesz się z Alice pamiętaj, żeby szczerze porozmawiać z Pauline. To nie będzie łatwe, ale musisz  spróbować.
- Wiem.
Do kuchni wpadł Louis, więc musieliśmy przerwać.
- A wy co tutaj tak flirtujecie?- spytał.
- Nie flirtujemy tylko zjadamy ci marchewki.- odpowiedziałam mu.
- Nie!!! Tylko nie marchewki!!! One są moje!!!
W tej chwili nastąpiło to czego zupełnie się nie spodziewałam. Złapał mnie i przerzucił przez plecy.
Biegał tak ze mną po całej kuchni, a potem po salonie. Inni zamiast mi pomóc się wydostać tylko śmiali się i krzyczeli "Podaj do mnie". Jakbym była jakąś piłką.
- Długo jeszcze zamierzasz mnie tak nosić?- zapytałam. Wiedziałam, że w końcu braknie mu sił.
W odpowiedzi na moje pytanie rzucił mnie w objęcia Harry'ego. W momencie kiedy leciałam, myślałam, że zwymiotuję, ale powstrzymałam się, nie chciałam narobić sobie wstydu.
- Puść mnie!!!
Zaczął tylko się śmiać. Niall wyciągnął telefon i zaczął robić zdjęcia. Świetnie. Nie wiem co mu odbiło, ale po chwili dodał je na Twittera. Miałam tego dość. Aktualnie znajdowałam się na rękach u Zayn'a. Musiałam obmyślić jakiś plan, tylko jaki?
Kiedy mijaliśmy kanapę, szybko złapałam poduszkę. Potem gdy wchodziliśmy w zakręt, podrzuciłam mu ją pod nogi. Efekt? Leżeliśmy na ziemi, a wszyscy się ze mnie śmiali. Byłam cała poobijana, no ale cóż. To była konieczność.
Wreszcie doczołgałam się do kanapy i opadłam. Miałam dość.
- Ja chcę jeszcze!- krzyknął Louis i zaczął się do mnie zbliżać.
- Nie!!!
Na szczęście tylko żartował.
- A więc jakie plany na dziś?
- Nie mam pojęcia.
- Może zadzwonimy po Alice?- zapytał uradowany Zayn.
Poczułam, że mój koszmar znowu się zaczyna.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kolejny rozdział za nami. Błagam komentujcie i głosujcie w nowej sondzie. Jakbyście mieli jakieś pytania oto mój email:   ania296505@wp.pl  Poddałam się świątecznemu nastojowi i stworzyłam wyjątkową pisankę. Bądźcie wyrozumiali, bo nigdy nie miałam i raczej już nie będę miała talentu plastycznego.   Jutro dodam jeszcze jedno. Pa:)