Jak widzicie dodałam nową sondę, tak więc głosujcie.
W ostatniej zadałam pytanie: Czy Harry dowie się o chorobie Ani? Oto wyniki:
TAK- 65%
NIE - 4%
TAK, ALE BĘDZIE JUŻ ZA PÓŹNO- 26%
NIE BĘDĄ ZE SOBĄ DŁUŻEJ- 4%
Za wszystkie oddane głosy dziękuję.
Ps. Nowy rozdział dodam jutro w południe. Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze.
To nie jest szczęśliwa opowieść jakich można spotkać mnóstwo. Ania dowiaduje się, że niedługo umrze i postanawia spełnić swoje marzenie i leci na koncert One Direction. Zaprzyjaźnia się z chłopakami jednak nie mówi o swojej chorobie. Czy prawda ujrzy światło dzienne? Czy nie będzie za późno?
wtorek, 3 kwietnia 2012
niedziela, 1 kwietnia 2012
ROZDZIAŁ CZTERNASTY
To ona. Skąd się tutaj wzięła? Może przyjechała do ojca? O ile mi wiadomo nigdy go nie odwiedzała. Mówiła, że nie chce się z nim zadawać, bo jest biedny.
Widocznie awansował, albo przyjechała tutaj tylko dlatego, żeby jak
zwykle zatruwać mi życie.
- Nie spodziewałaś się mnie tutaj. Co?- zapytała z głupim uśmieszkiem.
- Szczerze mówiąc to nie. Przyjechałaś do ojca?
- Można tak powiedzieć.
- Aaaa.
Alicja. Mści się na mnie za zupełną pomyłkę. Chodziła kiedyś z takim chłopakiem, który z nią zerwał, a potem ze mną się zaprzyjaźnił. Myśli, że ja jej go odbiłam. Jakbym nie miała lepszych rzeczy do roboty. Ale z drugiej strony dobrze, że się rozstali. Manipulowała nim, miała na niego zły wpływ. W szkole ciągle się popisuje przed nauczycielami i fajnymi chłopakami. Nie rozumiem jej. Oczywiście przy nich udawała moją przyjaciółkę. Pocieszała i mówiła, że będzie dobrze, że przeżyję. Jednak kiedy zostawałyśmy same ciągle się ze mnie śmiała i poniżała. Miałam jej dość. Wszystkim rozpowiadała historię mojej choroby, moich uczuć, przeżyć. Tylko, że ja jej nigdy o sobie nie opowiadałam. O tym jak się czuję, co myślę. Sama to wymyślała i wszystkim gadała. Nie mogłam jej znieść.
- Czytałam gazety.- powiedziała. Nie kryła się ze swoją przebiegłością.
- Nie ty jedna, wszyscy ludzie na świecie czytają, tylko nie rozgłaszają tego wszędzie.- odpowiedziałam jej.
- Ahh....jak zawsze w świetnym humorze.
- Jak widać.
- Mam nadzieję, że twój przydupas cieszy się z ostatnich dni spędzonych z tobą.
- Nie mów tak o nim. A poza tym, zostaję tutaj do końca tygodnia.
- Dobrze niech będzie lowelas. Lepiej? Przecież wiesz, że nie o tym mówię.
Milczałam. Znalazła mój słaby punkt.
- Nie wtrącaj się.- powiedziałam po chwili.
- Czyżbyś nie powiedziała wybrankowi swojego serca?- poczułam w jej głosie satysfakcję.
- Zamknij się już!- nie wierzyłam w to jak się zachowywałam. Wstałam z ławki.
- Usiądź, porozmawiajmy. Pamiętasz jesteśmy przyjaciółkami. Wysłucham cię...- mówiła z drwiną.
- Nie chcę twojej pomocy. Idź stąd.
- Czyli nie wie, gazety też. Nie ładnie tak oszukiwać.
- Czego ty ode mnie chcesz?
- Widzę, że dochodzimy do sedna sprawy.- zaśmiała się.
- A więc?
- Wiesz przecież, że od jakiegoś czasu też lubię ten twój zespół....chciałabym ich poznać.....może zaprzyjaźnić......albo pokochać.
- Nie masz prawa tak mówić.
- Ale zależy ci chyba na zachowaniu tajemnicy?
Nie odpowiedziałam nic.
- To ma być odpowiedź? Zgadzasz się na taki układ?
- Tak.- szeptem wycedziłam przez zęby.
W tej chwili przyszedł Harry.
- Yyyy...spotkałam znajomą ze szkoły poznajcie się....
- Chyba chciałaś powiedzieć przyjaciółkę? Co?
- Jasne. To jest Alicja.
- Alice, jesteśmy w Londynie.- uśmiechnęła się głupio.
- Harry, miło mi cię poznać.
Nie mogłam patrzeć jak się do niego wdzięczy. Jak ona mogła?
- A więc przyjechałaś na wakacje. Tak?
- Zgadza się. Zostanę tutaj do końca sierpnia, przyjechałam do taty, strasznie się za nim stęskniłam.
Taaa, jasne, tylko tak mówi.
- Dawno przyleciałaś?
- Kilka dni temu, ale czuję jakbym była już tutaj miesiąc, strasznie się nudzę.
- Serio? To możesz do nas wpaść do hotelu. Co ty na to?
- Właściwie to czemu nie.
Widziałam z jakim błyskiem w oku Harry się na nią patrzy. Tak...tak jak na mnie. Jeszcze tego mi brakowało. Postanowiłam coś z tym zrobić.
- A ty nie musisz iść do ojca, przecież tak dawno się z nim nie wiedziałaś?- powiedziałam.
- Nie, poszedł do pracy i wróci dopiero wieczorem.
- W takim razie chodźmy- powiedział Harry.
Szliśmy jakąś inną drogą, niż wcześniej. Oni cały czas ze sobą rozmawiali, a ja?! Ja szłam cicho obok modląc się, żeby chłopaków nie było. Ona nie mogła ich poznać. Minęliśmy jakieś boisko, a "Alice" zaczęła gadać jak to ona uwielbia piłkę nożną. Co!? Ona jej nienawidzi. Ja ją kocham, ale ona?! Kłamała go, ale on podchwycił temat.
- To może wybierzemy się tutaj dzisiaj po południu? Co wy na to?
- Świetnie, jestem za.- krzyknęła.
- Może być.- odpowiedziałam. Nie chciałam tu z nią przychodzić, ale pocieszeniem było to, że ona zupełnie nie umie grać.
Wreszcie doszliśmy do hotelu, w duchu modliłam się, żeby ich nie było. Jednak moje modły nie zostały wysłuchane, wszyscy już wrócili. Bez dziewczyn, może to nawet dobrze? Sama nie wiem.
Alice z wszystkimi się przywitała. Od razu ją polubili, to było widać, a szczególnie Zayn. A co z Pauline? Zaciągnęłam Karolinę do kuchni.
- Co ona tu robi?!- spytała.
- Spotkaliśmy ją w parku. Ona mnie szantażuję, chce im powiedzieć o mojej chorobie. Musiałam ją tu przyprowadzić.
- Z tego będą jeszcze kłopoty.
- Wiem,ale co miałam zrobić?!
- To wszystko zaszło za daleko, powinnaś mu sama powiedzieć.
- Ale ja nie umiem.
- Wolisz, żeby ona to zrobiła?
- Nieee.
Wtedy do kuchni wpadł Liam, więc zakończyłyśmy rozmowę. Wyszłyśmy z kuchni do salonu, to co zobaczyłyśmy zupełnie nas zaskoczyło. Otóż Alice siedziała tylko w spodniach i staniku. Gdzie ona miała bluzkę?! Wtedy ze swojej sypialni wybiegł uradowany Zayn ze swoją koszulą w ręku. Jak się okazało ktoś "niechcący" oblał ją sokiem. Popołudnie zapowiada się świetnie, nie ma co.
Wreszcie zdecydowaliśmy, a właściwie chłopaki zdecydowali, że pójdziemy już na boisko.
- Ale ja mam tylko szpilki...- powiedziała Alice i zaczęła się śmiać jakby była nawalona.
- Ania ci coś pożyczy.- odpowiedział Harry.
- Ale ona ma o trzy rozmiary większą stopę.- powiedziałam, wiedziałam, ze tylko chce się wykręcić.
- To ja ci pożyczę.- zaproponował ochoczo Zayn.
Ku mojemu zdziwieniu się zgodziła. Założyła buty i poszliśmy. Byłam w drużynie z Liam'em, Niall'em i Loui'em. Przeciwko nam była Karolina, Alice, Harry i Zayn. Zaczęliśmy grać. Liam jako pierwszy strzelił bramkę, potem odegrał się Zayn. Nawet mi udało się jedną wbić., w końcu kiedyś trenowałam. Alice stała gdzieś z boku i niewiele się ruszała, nawet nie wiem czy wogóle dotknęła piłki. Zauważył ją Harry i podał jej piłkę. Chciałam ją przechwycić, więc podbiegłam do niej. Nagle Alice się przewróciła i zaczęła zwijać się z bólu.
- Chyba skręciłam kostkę. Ania mnie kopnęła.- zaczęła.
- Co?! Nawet cię nie dotknęłam, kopnęłam w piłkę.
- Mogłaś uważać, przez ciebie dziewczyna ma popsute wakacje.- powiedział Harry.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Jak on tak mógł. Wszyscy do niej podbiegli i zaczęli pocieszać. Wszyscy tylko nie Louis i Karolina, ona nie było świadkiem tego zajścia, gadała przez telefon. Odeszłam na bok i usiadłam na ławce, przysiadł się Louis.
- Co jest?- spytał.
- A nie widzisz? Zobacz jak się do niej wszyscy wdzięczą, z Harry'm na czele.
- Nie przejmuj się.
- Ale ja jej naprawdę nie kopnęłam.
- Wiem, widziałem.
- To im to powiedz.
- Nie przejmuj się, będzie dobrze.
- Zawsze tak się mówi. Tymczasem ja się na nim zawiodłam, i to bardzo.
Nic nie odpowiedział.
Zaczęliśmy się zbierać. Oczywiście prawie wszyscy pojechali z Alice do szpitala. Zostałam tylko ja, Karolina, Louis i Niall, ale on też chętnie by pojechał, tylko był już głodny. Szybko poszłam spać i chciałam, żeby ten dzień się już zakończył. A zapowiadał się tak pięknie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami, piszcie co sądzicie. Dziękuję za taką dużą ilość wejść. Pa:)
Jakbyście mieli jakieś pytania dotyczące bloga lub...mnie piszcie na mój email( ania296505@wp.pl)
- Nie spodziewałaś się mnie tutaj. Co?- zapytała z głupim uśmieszkiem.
- Szczerze mówiąc to nie. Przyjechałaś do ojca?
- Można tak powiedzieć.
- Aaaa.
Alicja. Mści się na mnie za zupełną pomyłkę. Chodziła kiedyś z takim chłopakiem, który z nią zerwał, a potem ze mną się zaprzyjaźnił. Myśli, że ja jej go odbiłam. Jakbym nie miała lepszych rzeczy do roboty. Ale z drugiej strony dobrze, że się rozstali. Manipulowała nim, miała na niego zły wpływ. W szkole ciągle się popisuje przed nauczycielami i fajnymi chłopakami. Nie rozumiem jej. Oczywiście przy nich udawała moją przyjaciółkę. Pocieszała i mówiła, że będzie dobrze, że przeżyję. Jednak kiedy zostawałyśmy same ciągle się ze mnie śmiała i poniżała. Miałam jej dość. Wszystkim rozpowiadała historię mojej choroby, moich uczuć, przeżyć. Tylko, że ja jej nigdy o sobie nie opowiadałam. O tym jak się czuję, co myślę. Sama to wymyślała i wszystkim gadała. Nie mogłam jej znieść.
- Czytałam gazety.- powiedziała. Nie kryła się ze swoją przebiegłością.
- Nie ty jedna, wszyscy ludzie na świecie czytają, tylko nie rozgłaszają tego wszędzie.- odpowiedziałam jej.
- Ahh....jak zawsze w świetnym humorze.
- Jak widać.
- Mam nadzieję, że twój przydupas cieszy się z ostatnich dni spędzonych z tobą.
- Nie mów tak o nim. A poza tym, zostaję tutaj do końca tygodnia.
- Dobrze niech będzie lowelas. Lepiej? Przecież wiesz, że nie o tym mówię.
Milczałam. Znalazła mój słaby punkt.
- Nie wtrącaj się.- powiedziałam po chwili.
- Czyżbyś nie powiedziała wybrankowi swojego serca?- poczułam w jej głosie satysfakcję.
- Zamknij się już!- nie wierzyłam w to jak się zachowywałam. Wstałam z ławki.
- Usiądź, porozmawiajmy. Pamiętasz jesteśmy przyjaciółkami. Wysłucham cię...- mówiła z drwiną.
- Nie chcę twojej pomocy. Idź stąd.
- Czyli nie wie, gazety też. Nie ładnie tak oszukiwać.
- Czego ty ode mnie chcesz?
- Widzę, że dochodzimy do sedna sprawy.- zaśmiała się.
- A więc?
- Wiesz przecież, że od jakiegoś czasu też lubię ten twój zespół....chciałabym ich poznać.....może zaprzyjaźnić......albo pokochać.
- Nie masz prawa tak mówić.
- Ale zależy ci chyba na zachowaniu tajemnicy?
Nie odpowiedziałam nic.
- To ma być odpowiedź? Zgadzasz się na taki układ?
- Tak.- szeptem wycedziłam przez zęby.
W tej chwili przyszedł Harry.
- Yyyy...spotkałam znajomą ze szkoły poznajcie się....
- Chyba chciałaś powiedzieć przyjaciółkę? Co?
- Jasne. To jest Alicja.
- Alice, jesteśmy w Londynie.- uśmiechnęła się głupio.
- Harry, miło mi cię poznać.
Nie mogłam patrzeć jak się do niego wdzięczy. Jak ona mogła?
- A więc przyjechałaś na wakacje. Tak?
- Zgadza się. Zostanę tutaj do końca sierpnia, przyjechałam do taty, strasznie się za nim stęskniłam.
Taaa, jasne, tylko tak mówi.
- Dawno przyleciałaś?
- Kilka dni temu, ale czuję jakbym była już tutaj miesiąc, strasznie się nudzę.
- Serio? To możesz do nas wpaść do hotelu. Co ty na to?
- Właściwie to czemu nie.
Widziałam z jakim błyskiem w oku Harry się na nią patrzy. Tak...tak jak na mnie. Jeszcze tego mi brakowało. Postanowiłam coś z tym zrobić.
- A ty nie musisz iść do ojca, przecież tak dawno się z nim nie wiedziałaś?- powiedziałam.
- Nie, poszedł do pracy i wróci dopiero wieczorem.
- W takim razie chodźmy- powiedział Harry.
Szliśmy jakąś inną drogą, niż wcześniej. Oni cały czas ze sobą rozmawiali, a ja?! Ja szłam cicho obok modląc się, żeby chłopaków nie było. Ona nie mogła ich poznać. Minęliśmy jakieś boisko, a "Alice" zaczęła gadać jak to ona uwielbia piłkę nożną. Co!? Ona jej nienawidzi. Ja ją kocham, ale ona?! Kłamała go, ale on podchwycił temat.
- To może wybierzemy się tutaj dzisiaj po południu? Co wy na to?
- Świetnie, jestem za.- krzyknęła.
- Może być.- odpowiedziałam. Nie chciałam tu z nią przychodzić, ale pocieszeniem było to, że ona zupełnie nie umie grać.
Wreszcie doszliśmy do hotelu, w duchu modliłam się, żeby ich nie było. Jednak moje modły nie zostały wysłuchane, wszyscy już wrócili. Bez dziewczyn, może to nawet dobrze? Sama nie wiem.
Alice z wszystkimi się przywitała. Od razu ją polubili, to było widać, a szczególnie Zayn. A co z Pauline? Zaciągnęłam Karolinę do kuchni.
- Co ona tu robi?!- spytała.
- Spotkaliśmy ją w parku. Ona mnie szantażuję, chce im powiedzieć o mojej chorobie. Musiałam ją tu przyprowadzić.
- Z tego będą jeszcze kłopoty.
- Wiem,ale co miałam zrobić?!
- To wszystko zaszło za daleko, powinnaś mu sama powiedzieć.
- Ale ja nie umiem.
- Wolisz, żeby ona to zrobiła?
- Nieee.
Wtedy do kuchni wpadł Liam, więc zakończyłyśmy rozmowę. Wyszłyśmy z kuchni do salonu, to co zobaczyłyśmy zupełnie nas zaskoczyło. Otóż Alice siedziała tylko w spodniach i staniku. Gdzie ona miała bluzkę?! Wtedy ze swojej sypialni wybiegł uradowany Zayn ze swoją koszulą w ręku. Jak się okazało ktoś "niechcący" oblał ją sokiem. Popołudnie zapowiada się świetnie, nie ma co.
Wreszcie zdecydowaliśmy, a właściwie chłopaki zdecydowali, że pójdziemy już na boisko.
- Ale ja mam tylko szpilki...- powiedziała Alice i zaczęła się śmiać jakby była nawalona.
- Ania ci coś pożyczy.- odpowiedział Harry.
- Ale ona ma o trzy rozmiary większą stopę.- powiedziałam, wiedziałam, ze tylko chce się wykręcić.
- To ja ci pożyczę.- zaproponował ochoczo Zayn.
Ku mojemu zdziwieniu się zgodziła. Założyła buty i poszliśmy. Byłam w drużynie z Liam'em, Niall'em i Loui'em. Przeciwko nam była Karolina, Alice, Harry i Zayn. Zaczęliśmy grać. Liam jako pierwszy strzelił bramkę, potem odegrał się Zayn. Nawet mi udało się jedną wbić., w końcu kiedyś trenowałam. Alice stała gdzieś z boku i niewiele się ruszała, nawet nie wiem czy wogóle dotknęła piłki. Zauważył ją Harry i podał jej piłkę. Chciałam ją przechwycić, więc podbiegłam do niej. Nagle Alice się przewróciła i zaczęła zwijać się z bólu.
- Chyba skręciłam kostkę. Ania mnie kopnęła.- zaczęła.
- Co?! Nawet cię nie dotknęłam, kopnęłam w piłkę.
- Mogłaś uważać, przez ciebie dziewczyna ma popsute wakacje.- powiedział Harry.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Jak on tak mógł. Wszyscy do niej podbiegli i zaczęli pocieszać. Wszyscy tylko nie Louis i Karolina, ona nie było świadkiem tego zajścia, gadała przez telefon. Odeszłam na bok i usiadłam na ławce, przysiadł się Louis.
- Co jest?- spytał.
- A nie widzisz? Zobacz jak się do niej wszyscy wdzięczą, z Harry'm na czele.
- Nie przejmuj się.
- Ale ja jej naprawdę nie kopnęłam.
- Wiem, widziałem.
- To im to powiedz.
- Nie przejmuj się, będzie dobrze.
- Zawsze tak się mówi. Tymczasem ja się na nim zawiodłam, i to bardzo.
Nic nie odpowiedział.
Zaczęliśmy się zbierać. Oczywiście prawie wszyscy pojechali z Alice do szpitala. Zostałam tylko ja, Karolina, Louis i Niall, ale on też chętnie by pojechał, tylko był już głodny. Szybko poszłam spać i chciałam, żeby ten dzień się już zakończył. A zapowiadał się tak pięknie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami, piszcie co sądzicie. Dziękuję za taką dużą ilość wejść. Pa:)
Jakbyście mieli jakieś pytania dotyczące bloga lub...mnie piszcie na mój email( ania296505@wp.pl)
piątek, 30 marca 2012
ROZDZIAŁ TRZYNASTY część 2
Szok! Stałam w miejscu i nie potrafiłam drgnąć nawet o milimetr. Jak ja mogłam tam wejść bez płukania? Nigdy to mi się nie zdarzało. Jednak chęć zemsty w tym przypadku była silniejsza. Myślałam tak dosyć długo, nadal stojąc przed gołym przyjacielem. Na szczęście on już oprzytomniał i obwiązał się w pasie ręcznikiem. Muszę przyznać, że nago prezentuje się jeszcze lepiej, niż w rzeczywistości. Kiedyś marzyłam o takiej chwili. A teraz? Mam chłopaka, a oglądam pod prysznicem jego najlepszego przyjaciela, Louisa. On mi tego nie wybaczy, ale z drugiej strony to tylko pomyłka, trochę z jego winy. Nie będzie się gniewał, mam taką nadzieję. Ewentualnie będę go błagać o przebaczenie. gorzej było z Karoliną....Ona zabije mnie na miejscu. Już widzę te nagłówki gazet "Dziewczyna Harry'ego Styles'a zaatakowana przez wybrankę jego najlepszego przyjaciela". Patologia, normalnie jak w wenezuelskiej telenoweli. Ogarnęłam myśli i zaczęłam się tłumaczyć.
- Sorry, ja nie chciałam.....myślałam, że to Harry.... nie wiem jak to się stało...- zaczęłam się jąkać.
- Yyyyy....nie szkodzi. Każdemu może się to zdarzyć.
- Ja naprawdę myślałam, że tu jest Harry.
- Byłby, gdybym nie wygonił go z Karoliną do sklepu po zakupy.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć, nadal stał przede mną w samym ręczniku. Poczułam, że nadszedł moment, aby opuścić łazienkę.
- Louis, błagam cię nie mów im. Proszę....- powiedziałam wychodząc.
- Nie ma sprawy.- odpowiedział.
Szybko weszłam do salonu. Chłopaki grali na play station, jednak nie umknęło im całe zdarzenie.
- I jak umyłaś Louis'owi plecy?- zapytał ze śmiechem Niall.
- Ejjj.....przestań!- rzuciłam w niego poduszką.
- Nie przejmuj się, ja też widziałem go już nago.- dorzucił.
Liam z Zayn'em zanosili się od śmiechu.
- Błagam was nie mówcie nikomu, a szczególnie Harry'emu i Karolinie.
- Nie ładnie tak oszukiwać chłopaka.
- Tak będzie lepiej.
- Kłamstwo nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.- nagle wszyscy spoważnieli.
- W tym przypadku jest wyjątkiem.
- Jak uważasz, ale nie bój się nie powiemy. Co nie chłopaki?
Obydwoje pokiwali twierdząco głowami. W tej chwili z łazienki wyszedł Louis, nie wydawał się na speszonego, jak zwykle żartował. Zobaczył jednak moje przygnębienie i usiadł obok mnie na kanapie.
- Ojjjj, nie przejmuj już się tak. Jesteśmy przecież przyjaciółmi.
- Ale to nie oznacza, że mamy się oglądać nago.
- To była tylko pomyłka. Zapomnij o tym. Za chwilę Harry z Karoliną wrócą ze sklepu, nie chciałaś żeby się dowiedzieli, więc zachowuj się tak jak zwykle.
- Ok, postaram się.
Niespodziewanie Niall rzucił we mnie poduszką.
- A to za co?!
- Ty wcześniej rzuciłaś we mnie.
- Ale to było jakieś 5 minut temu. Ty to masz refleks.- odrzuciłam w niego.
Po chwili przyłączył się Louis, a potem Zayn i Liam. W ferworze walki nawet nie zauważyłam, że wrócił już Harry. Tradycji stało się zadość i zaczął mnie gilgotać, za nim przyłączyła się reszta.
- Wszyscy na jedną?!- krzyknęłam,
- Na dwie.- odpowiedział Louis i rzucił się na Karolinę. Była bez szans.
- Zabójcze gilgotki!- krzyknął mój chłopak.
"Mój chłopak" jak to pięknie brzmi. Mieli przewagę liczebną, ale to nie znaczy, że byłyśmy gorsze. W końcu nie od tego ma się młodszego brata. Kiedyś ćwiczyłam na nim wschodnie sztuki walki.
Po kilkunastu minutach bitwa się zakończyła. Ustaliliśmy, że był remis, wprawdzie chłopaki byli lepsi, ale Zayn ugryzł mnie w łydkę, dlatego postanowili dać nam za to dodatkowy punkt.
Harry poszedł przygotować wreszcie śniadanie. Chłopak, który tak świetnie gotuje, w dzisiejszych czasach to cud, a on sam chętnie przebywał w kuchni.
- Może ci pomóc?- zapytałam.
- Nie, bo nie będę mógł się skupić, a poza tym jak ostatnio smażyliśmy naleśniki, kuchnia wyglądała jakby przeszło przez nią tornado.
- O tak.....- pokiwał głową Liam.
- Ejjj.
Po kilkunastu minutach śniadanie było gotowe. Musze przyznać, było pyszne, gdyby nie Niall zjadłabym wszystko. Chociaż i tak ostatnio jadł mniej. Może to przez tą Dominice....Nie wiem. Po skończonym posiłku wspólnie posprzątaliśmy i jak zwykle zaczęliśmy rozmyślania pt."Co dzisiaj robimy?" Okazało się, że Liam jest umówiony z Danielle, Zayn z Pauline, a Niall z Dominica'ą. Szkoda....
*godzinę później*
Wszyscy już poszli, zostaliśmy tylko w czwórkę. Postanowiłam, że sięgnę jakiś film. Już zbliżałam się do półki, kiedy na "coś" nadepnęłam, a to "coś" wydało z siebie dziwny dźwięk. Taki jakby pisk, czy coś w tym rodzaju, ale raczej nie wyglądało to na żywe. Stanęłam na.....pluszowej marchewce, domyślam się, że była Louis'a. Nagle podbiegł do niej i zaczął płakać. Nie wiedziałam co się dzieje, on sobie ze mnie jaja robi czy co?
- Jest do niej bardzo przywiązany, dostał ją od nas na urodziny.- wyjaśnił mi Harry, a ja zaczęłam się śmiać.
- Zabiłaś ją!- krzyknął Louis.
- Nie bój się w Londynie jest mnóstwo specjalistów zajmujących się podobnymi sprawami.
Nie wierzyłam własnym oczom, ale on robił jej.....sztuczne oddychanie! Ok, na przyszłość będę patrzeć pod nogi. Wreszcie się uspokoił i wróciliśmy do oglądania filmu. Akcja mnie po prostu powaliła. W jednej chwili główny bohater został uwięziony w tonącym statku, a już chwilę potem rozbroił chiński gang. To tak się da?! Najwidoczniej w Hoolywood wszystko jest możliwe. Kątem oka zauważyłam jak Harry też się nudzi. Szepnęłam mu do ucha:
- Co powiesz na romantyczny spacer?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z hotelu. Było południe, nawet ciepłe jak na Londyn. Chodziliśmy po jakimś parku i śmialiśmy się ze wszystkiego. Z pani, która nie mogła nadążyć za psem, z faceta, który przepraszał za coś swoją dziewczynę, a może już żonę. Sama nie wiem. Było naprawdę fajnie. No i nie było żadnych paparazzich. Może Adele kręci się na drugim końcu miasta? Piękną chwilę przerwał telefon. Oczywiście od Louis'a, jakby mogło być inaczej.
Pogadał chwilkę z Harry'm i chyba o coś prosił, ale nie byłam pewna, nie dało się nic podsłuchać. Wreszcie Harry oznajmił mi, że skończyły się marchewki i musi iść do sklepu.
- Ok, poczekam na tamtej ławce.- pokazałam palcem.
- Ok, będę za 7 minut.- pobiegł.
Siadłam i obserwowałam innych ludzi. Byłam dzisiaj w naprawdę świetnym humorze, pomijając incydent w łazience....Zamknęłam oczy i zaczęłam się opalać. Nagle ktoś zastawił mi dopływ słońca. Podniosłam niechętnie powieki. To co ujrzałam mnie przeraziło. To ona!
- Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być w Polsce?
Tylko głupkowato się zaśmiała, jak to ona...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak obiecałam kolejny rozdział za nami. Jak widzicie pojawiła się nowa postać, ale o niej napiszę w następnym rozdziale. Przy okazji chciałam podziękować za wszystkie wejścia i komentarze. Naprawdę mi na nich zależy i z każdego bardzo się cieszę. Tak więc komentujcie,a ja jak najszybciej dodam następny. A i jeszcze jedno, może pomożecie mi w wyborze jakiegoś polskiego żeńskiego imienia, które da się przełożyć na angielski? Byłabym wdzięczna. Pa:)
- Sorry, ja nie chciałam.....myślałam, że to Harry.... nie wiem jak to się stało...- zaczęłam się jąkać.
- Yyyyy....nie szkodzi. Każdemu może się to zdarzyć.
- Ja naprawdę myślałam, że tu jest Harry.
- Byłby, gdybym nie wygonił go z Karoliną do sklepu po zakupy.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć, nadal stał przede mną w samym ręczniku. Poczułam, że nadszedł moment, aby opuścić łazienkę.
- Louis, błagam cię nie mów im. Proszę....- powiedziałam wychodząc.
- Nie ma sprawy.- odpowiedział.
Szybko weszłam do salonu. Chłopaki grali na play station, jednak nie umknęło im całe zdarzenie.
- I jak umyłaś Louis'owi plecy?- zapytał ze śmiechem Niall.
- Ejjj.....przestań!- rzuciłam w niego poduszką.
- Nie przejmuj się, ja też widziałem go już nago.- dorzucił.
Liam z Zayn'em zanosili się od śmiechu.
- Błagam was nie mówcie nikomu, a szczególnie Harry'emu i Karolinie.
- Nie ładnie tak oszukiwać chłopaka.
- Tak będzie lepiej.
- Kłamstwo nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.- nagle wszyscy spoważnieli.
- W tym przypadku jest wyjątkiem.
- Jak uważasz, ale nie bój się nie powiemy. Co nie chłopaki?
Obydwoje pokiwali twierdząco głowami. W tej chwili z łazienki wyszedł Louis, nie wydawał się na speszonego, jak zwykle żartował. Zobaczył jednak moje przygnębienie i usiadł obok mnie na kanapie.
- Ojjjj, nie przejmuj już się tak. Jesteśmy przecież przyjaciółmi.
- Ale to nie oznacza, że mamy się oglądać nago.
- To była tylko pomyłka. Zapomnij o tym. Za chwilę Harry z Karoliną wrócą ze sklepu, nie chciałaś żeby się dowiedzieli, więc zachowuj się tak jak zwykle.
- Ok, postaram się.
Niespodziewanie Niall rzucił we mnie poduszką.
- A to za co?!
- Ty wcześniej rzuciłaś we mnie.
- Ale to było jakieś 5 minut temu. Ty to masz refleks.- odrzuciłam w niego.
Po chwili przyłączył się Louis, a potem Zayn i Liam. W ferworze walki nawet nie zauważyłam, że wrócił już Harry. Tradycji stało się zadość i zaczął mnie gilgotać, za nim przyłączyła się reszta.
- Wszyscy na jedną?!- krzyknęłam,
- Na dwie.- odpowiedział Louis i rzucił się na Karolinę. Była bez szans.
- Zabójcze gilgotki!- krzyknął mój chłopak.
"Mój chłopak" jak to pięknie brzmi. Mieli przewagę liczebną, ale to nie znaczy, że byłyśmy gorsze. W końcu nie od tego ma się młodszego brata. Kiedyś ćwiczyłam na nim wschodnie sztuki walki.
Po kilkunastu minutach bitwa się zakończyła. Ustaliliśmy, że był remis, wprawdzie chłopaki byli lepsi, ale Zayn ugryzł mnie w łydkę, dlatego postanowili dać nam za to dodatkowy punkt.
Harry poszedł przygotować wreszcie śniadanie. Chłopak, który tak świetnie gotuje, w dzisiejszych czasach to cud, a on sam chętnie przebywał w kuchni.
- Może ci pomóc?- zapytałam.
- Nie, bo nie będę mógł się skupić, a poza tym jak ostatnio smażyliśmy naleśniki, kuchnia wyglądała jakby przeszło przez nią tornado.
- O tak.....- pokiwał głową Liam.
- Ejjj.
Po kilkunastu minutach śniadanie było gotowe. Musze przyznać, było pyszne, gdyby nie Niall zjadłabym wszystko. Chociaż i tak ostatnio jadł mniej. Może to przez tą Dominice....Nie wiem. Po skończonym posiłku wspólnie posprzątaliśmy i jak zwykle zaczęliśmy rozmyślania pt."Co dzisiaj robimy?" Okazało się, że Liam jest umówiony z Danielle, Zayn z Pauline, a Niall z Dominica'ą. Szkoda....
*godzinę później*
Wszyscy już poszli, zostaliśmy tylko w czwórkę. Postanowiłam, że sięgnę jakiś film. Już zbliżałam się do półki, kiedy na "coś" nadepnęłam, a to "coś" wydało z siebie dziwny dźwięk. Taki jakby pisk, czy coś w tym rodzaju, ale raczej nie wyglądało to na żywe. Stanęłam na.....pluszowej marchewce, domyślam się, że była Louis'a. Nagle podbiegł do niej i zaczął płakać. Nie wiedziałam co się dzieje, on sobie ze mnie jaja robi czy co?
- Jest do niej bardzo przywiązany, dostał ją od nas na urodziny.- wyjaśnił mi Harry, a ja zaczęłam się śmiać.
- Zabiłaś ją!- krzyknął Louis.
- Nie bój się w Londynie jest mnóstwo specjalistów zajmujących się podobnymi sprawami.
Nie wierzyłam własnym oczom, ale on robił jej.....sztuczne oddychanie! Ok, na przyszłość będę patrzeć pod nogi. Wreszcie się uspokoił i wróciliśmy do oglądania filmu. Akcja mnie po prostu powaliła. W jednej chwili główny bohater został uwięziony w tonącym statku, a już chwilę potem rozbroił chiński gang. To tak się da?! Najwidoczniej w Hoolywood wszystko jest możliwe. Kątem oka zauważyłam jak Harry też się nudzi. Szepnęłam mu do ucha:
- Co powiesz na romantyczny spacer?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z hotelu. Było południe, nawet ciepłe jak na Londyn. Chodziliśmy po jakimś parku i śmialiśmy się ze wszystkiego. Z pani, która nie mogła nadążyć za psem, z faceta, który przepraszał za coś swoją dziewczynę, a może już żonę. Sama nie wiem. Było naprawdę fajnie. No i nie było żadnych paparazzich. Może Adele kręci się na drugim końcu miasta? Piękną chwilę przerwał telefon. Oczywiście od Louis'a, jakby mogło być inaczej.
Pogadał chwilkę z Harry'm i chyba o coś prosił, ale nie byłam pewna, nie dało się nic podsłuchać. Wreszcie Harry oznajmił mi, że skończyły się marchewki i musi iść do sklepu.
- Ok, poczekam na tamtej ławce.- pokazałam palcem.
- Ok, będę za 7 minut.- pobiegł.
Siadłam i obserwowałam innych ludzi. Byłam dzisiaj w naprawdę świetnym humorze, pomijając incydent w łazience....Zamknęłam oczy i zaczęłam się opalać. Nagle ktoś zastawił mi dopływ słońca. Podniosłam niechętnie powieki. To co ujrzałam mnie przeraziło. To ona!
- Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być w Polsce?
Tylko głupkowato się zaśmiała, jak to ona...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak obiecałam kolejny rozdział za nami. Jak widzicie pojawiła się nowa postać, ale o niej napiszę w następnym rozdziale. Przy okazji chciałam podziękować za wszystkie wejścia i komentarze. Naprawdę mi na nich zależy i z każdego bardzo się cieszę. Tak więc komentujcie,a ja jak najszybciej dodam następny. A i jeszcze jedno, może pomożecie mi w wyborze jakiegoś polskiego żeńskiego imienia, które da się przełożyć na angielski? Byłabym wdzięczna. Pa:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)