poniedziałek, 7 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY

<włącz>  http://www.youtube.com/watch?v=_eaIvg2LIR4&feature=fvst  <słuchaj tego czytając ten rozdział, potem obejrzyj, bo jest strasznie wzruszający> jeżeli się skończy zanim przeczytacie to proszę puśćcie od początku.



*Harry*

Ok, skoro ten list tyle dla niej znaczy, przeczytam go, ale nie zamierzam coś zmieniać w naszych relacjach. Skrzywdziła mnie, a tego tak łatwo nie da się zapomnieć. Choć w dalszym ciągu "wypełnia całą moją głowę" to nie wiem czy umiałbym jej przebaczyć. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Już jest za późno.
Schyliłem się po kopertę i powoli ją otworzyłem. Karolina zostawiła mnie samego. Nie mam pojęcia co tam było takiego ważnego, ale obiecałem, że przeczytam więc tak zrobię. Ujrzałem zapisaną kartkę, na której były wyschnięte łzy.


                                                           KOCHANY HARRY,
Wiem jak bardzo cię skrzywdziłam, dlatego zrozumiem jak po przeczytaniu tego listu będziesz czuł się oszukany. Bo ja cię właśnie cały czas oszukiwałam. Nie potrafiłam wyznać ci prawdy. Próbowałam kilka razy, ale nie czułam się na siłach, by ci to wyjawić. Dokładnie pół roku temu dowiedziałam się, że umrę. Jestem poważnie chora i nie chciałam, żebyście się ze mną przyjaźnili z litości. Chciałam sobie udowodnić, że też możecie mnie polubić taką jaką naprawdę jestem. Właśnie taką mnie pokochałeś. Nie wiedziałeś tylko, że cały czas cię oszukiwałam. Kiedy dowiedziałam się, że umrę obwiniałam o to wszystkich. Czemu ja? Zadawałam sobie ciągle to pytanie. Jest tyle ludzi, którzy nie mają nic do stracenia. A ja? Mam siedemnaście lat i całe życie przed sobą. Niestety nie jest mi ono dane. Urodziłam się po to, żeby umrzeć. Od tego czasu rodzice spełniali każdą moją zachciankę, wreszcie padło na wasz koncert. Kupili mi bilet na samolot i nawet udało im się zdobyć wejściówkę do waszej garderoby. Nawet nie wiesz jak się wtedy cieszyłam. Byliście moimi idolami, bóstwami. W ostatnią noc przed wylotem przyśnił mi się koszmar. Śniło mi się, że dowiedzieliście się prawdy i nie chcecie mnie znać. Bałam się, że tak będzie w rzeczywistości, dlatego postanowiłam, że nie powiem wam o chorobie. Choćby nie wiem co się działo przyrzekłam sobie, że wytrzymam i nie wyjawię wam prawdy. Wiem, że to dziecinne, ale nie stać mnie było na odwagę. Nie spodziewałam się tylko tego, że się zakocham. Myślałam,że dacie nam po autografie, w przypływie większego szczęścia może zrobimy sobie wspólne zdjęcie i tyle. Nie liczyłam, że zostaniemy przyjaciółmi. Jednak jak widać na moim przykładzie los lubi płatać figle. Zakochałam się w tobie i nie potrafiłam bez ciebie normalnie funkcjonować. Jednak moja miłość  była zbyt słaba, żeby ci powiedzieć prawdę.
Pamiętaj, że zawsze będę cię kochała i nigdy nie zapomnę tego co się między nami wydarzyło. Ja już zawsze będę cię kochać, tak po prostu. Nie umiem cię wymazać z mojej pamięci. Już próbowałam, ale się nie da. Byłeś, jesteś i będziesz dla mnie zbyt ważny. 
Obecnie leżę w klinice. Pojawiła się nadzieja na ratunek. Zapadnę w śpiączkę na sześć miesięcy i albo się obudzę i będę żyła, albo już nigdy się nie zobaczymy. Wierzę jednak w tą bardziej optymistyczną wersję. Zapadnę w nią dziś po południu.
Chciałabym żebyś wiedział, że to nie jest twoja wina, więc nie obwiniaj się za to wszystko. Jeżeli ktoś tu jest winny, to tą osobą jestem ja. Nie powinnam was oszukiwać, ale to wszystko mnie przerosło. Ostatnio często zastanawiam się co by było gdybym cię nie poznała. Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Odchodząc płaczę, ale ze szczęścia, bo spotkanie ciebie i chłopaków było czymś cudownym, niepowtarzalnym. Czuję,że już mogę umrzeć, bo przeżyłam wielką, prawdziwą miłość. Taką jak w tych wszystkich filmach. Pewnie zastanawiasz się gdzie jest szczęśliwe zakończenie. Nawet jeżeli już się nie obudzę to i tak będę szczęśliwa. Szczęśliwa dlatego, że cię poznałam.
Przepraszam, że dowiedziałeś się o tym wszystkim w taki sposób, ale nie mogę wstawać z łóżka, strasznie mnie tu pilnują.
Mam nadzieję, że wasz zespół przetrwa ten chwilowy kryzys i znów staniecie na nogi. Nie chciałabym, żeby rozpadł się przeze mnie. Wiem ile on dla was znaczy. 
Przykro mi z powodu Alice, wiem, że cię oszukała. Sama byłam tego świadkiem. Szantażowała mnie tym, że wam o wszystkim powie. Przepraszam.
Wiem, ze słowa nie zakleją tej pustki, którą masz w sercu, ale po prostu mi wybacz. Płakałam pisząc ten list, tak bardzo chciałam w nim wyznać wszystko co do ciebie czuję, ale nie umiem. Nie ma słów opisujących moje uczucie. Nigdy o tobie nie zapomnę. Po prostu przepraszam.


                                                                                                                                      Ania
                                                                                                                      


Jak to możliwe? Czułem smutek, złość, ale też szczęście. Kartka była cała mokra od moich łez. Nie wiedziałem czy stać tutaj i płakać czy do niej biec. Nie wiem czy umiem jej wybaczyć. Drżącymi rękami otworzyłem klamkę.
- Harry, co się stało?- spytał zaniepokojony Louis.
Nic mu nie odpowiedziałem tylko rzuciłem mu list. Po chwili dosiedli się do niego pozostali.
- Gdzie ona jest?- wydusiłem.
Karolina podała mi adres, który powtarzałem sobie w myślach, żeby nie zapomnieć. Po chwili byłem już na ulicy. Klinika znajdowała się na drugim końcu miasta. Złapałem taksówkę. Nie zastanawiałem się co jej powiem. Czy wogóle zdążę? Poganiałem mężczyznę, który nie mógł nic zrobić. Dochodziła 16.30, wszyscy ludzie wracali właśnie z pracy. Musieliśmy stać w gigantycznym korku. Bałem się, że może być za późno....


*Ania*

Byłam głupia myśląc, że to przeczyta i przyjedzie jak gdyby nigdy nic się nie stało. Niepotrzebnie się łudziłam. Gdyby tak miało być już dawno by tutaj był. Z każdą chwilą czułam się coraz słabiej, było mi tak duszno.
- Jak się czujesz?- zapytał tysięczny raz tego dnia lekarz.
- Słabo.- ledwo mówiłam.
Popatrzył na mały ekran obok mojego łóżka i zawołał dr.White'a. Wymienili się spojrzeniami, na co moja mama zaczęła płakać. Wiedziałam co to oznacza. Już czas.
- Musimy zaczynać, dłużej możesz nie wytrzymać.
Chciałam jeszcze poczekać na Karolinę, ale powiedzieli, że nie ma na to czasu. W dodatku nie odbierała telefonu. Czemu właśnie teraz?
- Posłuchaj, dostaniesz zastrzyk, po którym w przeciągu godziny zapadniesz w śpiączkę. Niczego się nie bój, będzie dobrze.- uspokajał mnie lekarz.
Kiwnęłam tylko głową i się popłakałam. Wierzyłam, że się uda. Po raz ostatni pożegnałam się z rodzicami. Po chwili przyszła pielęgniarka z wielką strzykawką. Uśmiechnęła się przyjaźnie i wstrzyknęła mi jej zawartość. Poczułam tylko ukłucie, ale było mi już wszystko jedno.

Leżałam bezwładnie już od jakiegoś czasu, lecz w pewnym momencie na korytarzu usłyszałam czyjąś kłótnię.
- Muszę ją zobaczyć!
- Są przy niej tylko bliscy.
- Ja ją kocham, proszę mnie wpuścić, za chwilę może być za późno!
- To naprawdę nie jest najlepszy pomysł....
Wtedy do mojego pokoju wpadł on. Harry.
- Proszę stąd wyjść!- dogoniła go pielęgniarka, na siłę próbując wyciągnąć go z mojej sali.
- Nie wyjdę stąd dopóki z nią nie porozmawiam!- krzyczał i płakał jednocześnie.
- Niech zostanie.- ledwo wydusiłam.
Mama z tatą zrozumieli, że mają wyjść.
- Kochamy cię. Do zobaczenia za sześć miesięcy.- ucałowali mnie w czoło.
Po chwili już ich nie było. Zostałam tylko ja i Harry.
- Przepraszam, ja...- zaczęłam choć ledwo mówiłam.
- To ja przepraszam.
- To moja wina. Tak bardzo chciałam być najlepszą dziewczyną na świecie, ale nie udało mi się.- nie potrafiłam powstrzymać łez.
- Ale przecież byłaś. Najcudowniejszą jaką mogłem sobie wyobrazić.- przysiadł obok mnie, złapał moją twarz w dłonie i kciukiem usunął świeże łzy.
Też chciałam dotknąć jego twarzy, ale podniosłam rękę na wysokość kilku centymetrów i dalej nie potrafiłam. Zaczęłam jeszcze głośniej płakać ze swojej bezsilności.
- Kocham cię.- powiedziałam i próbowałam wysilić się na uśmiech, jednak wyszedł mi tylko grymas.
- Ja ciebie też.- musnął delikatnie moje usta.- Nigdy o tobie nie zapomnę, będę czekał te sześć miesięcy, bo jest warto. Jesteś zupełnie inna, niż wszyscy.
- Gdybym mogła cofnąć czas....
- Nie przejmuj się już tym. Będzie dobrze.- pocieszał mnie.
Wtedy do pokoju weszła reszta chłopaków i Karolina. Wszyscy płakali. Pewnie też przeczytali list.
- Tak bardzo was przepraszam.- powiedziałam.
Nic nie odpowiedzieli tylko mnie przytulili, uważając przy tym na te wszystkie kabelki, do których byłam podłączona.
- Będziemy na ciebie czekać.- powiedzieli wszyscy.
Wysiliłam się na uśmiech. Byłam już zbyt słaba, żeby coś odpowiedzieć. Do sali weszli moi rodzice i lekarz, który bacznie mnie obserwował. Louis, jak to Louis zaczął mi coś opowiadać. Słuchałam, jednak po chwili moje powieki stawały się coraz cięższe. Tak strasznie chciało mi się spać, nie umiałam się powstrzymać. Uścisnęłam mocniej dłoń Harry'ego, który cały czas mnie trzymał. Pewnie nie był to zbyt mocny uścisk, ale wystarczający, żeby zwrócić jego uwagę. Wszyscy na mnie popatrzeli. Lekarz powiedział coś do nich, ale nie usłyszałam co i wyszedł. Wszyscy zaczęli się do mnie przytulać. To koniec, za chwilę zapadnę w śpiączkę. To wszystko trwało sekundy. Nie miałam już nawet siły płakać, natomiast inni najwidoczniej mieli. Zanosili się od szlochania. Chciałam coś powiedzieć, ale sprawiało mi to wiele trudności. Wreszcie zdobyłam w sobie całą siłę i wydusiłam jedno słowo, którego pewnie i tak wszyscy nie usłyszeli.
- Przepraszam.
Zaczęli płakać jeszcze bardziej więc chyba usłyszeli.
- Kocham cię.- powiedział Harry i pocałował mnie w czoło.
Usnęłam..........
 __________________________________________________________________________________
To jeszcze nie koniec, więc dalej wchodźcie. Ten dedykuję Klaudii. Wiem, że mogło wyjść lepiej, ale nie umiałam. Co prawda w sondzie najwięcej głosów zdobyło szczęśliwe zakończenie, to ja jednak zdecyduję się na dwie wersje. Najwyżej jeżeli ktoś nie chce to nie musi czytać.
 Mam nadzieję, że puściliście sobie tą muzykę, którą podałam w linku. Uważam, że doskonale tutaj pasuje. Obejrzyjcie też ten filmik do niej, wzruszyłam się. Polecam momenty 1:40, 2:30, 2:40 i 2:55. Tradycyjnie proszę o komentarze, bo to już jest niemal ostatnia okazja, żeby coś napisać. To przedostatnia notka. Tak więc zmobilizujcie się. Nie musicie już przepisywać kodu z obrazka. Ostatnio coś mi się zmieniły ustawienia i musiałam zatwierdzać każdy komentarz, ale już jest tak jak wcześniej:)

Ps. Napiszcie w komentarzu lub na pocztę (ania296505@wp.pl) lub Twittera (@Ania296505) co sądzicie o pomyśle założenia nowego bloga. Mam już kilka pomysłów, więc piszcie. Możecie też wysłać swoje sugestie lub pomysły, może jakiś wykorzystam. Zapraszam również na blog Lily http://kielichsmierci.blogspot.com/.
 Do zobaczenia za 2 lub 3 dni. Pa:)

piątek, 4 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Kolejne dni mijały dosyć szybko. Jak dla mnie zbyt szybko. Nie chciałam już usypiać. I to w dodatku na sześć miesięcy. Chciałam biegać, skakać, tańczyć, śmiać się. Jednak nie mogłam. Ciągle tylko poddawano mnie coraz to dziwniejszym badaniom. Miałam ich już dość. Nie potrafiłam przestać myśleć o Harry'm. Karolina spotkała się z Louis'em. Powiedział jej, że "związał się" z Caroline Flack. Oczywiście z nią nie jest tylko chodzą ze sobą do łóżka. Czy to wszystko musi być takie trudne? Chłopaki go nie poznają, zaniedbuje koncerty i spotkania z fanami. Zdaję sobie sprawę, że to przeze mnie. Jednak nic nie mogę na to poradzić. Nie mogę nawet wyjść z tego głupiego szpitala. Ostatnio lekarz zastanawiał się nawet czy sama mogę iść do toalety. Mówi, że jestem zbyt słaba. Tak więc pozostaje mi tylko leżeć. Cały czas są przy mnie rodzice i Karolina, ale czasem kiedy już chcę żeby sobie poszli udaję, że usnęłam. Wiem,że to dziecinne, przecież powinnam spędzić z nimi ten czas, ale nie chcę, żeby oglądali mnie w takim stanie. Nie mam już na nic sił. Tylko leżę. Przywołuję wspomnienia z chłopakami. Tak bardzo mi ich brakuje. Pamiętam jak musiałyśmy na nich czekać z Karoliną przed ich garderobą. Zayn musiał się uczesać, a Niall zjeść kanapkę. Potem wiele razy się z niego śmialiśmy, ale on i tak pozostał sobą. Nigdy nie zapomnę też jak Harry uczył mnie grać w kręgle,a ja ciągle nie umiałam trafić. Na jego miejscu bym się załamała, ale on nie. Dalej próbował, aż mi się udało. W mojej pamięci pozostaje też mina Louis'a kiedy nadepnęłam na jego pluszową marchewkę lub kiedy weszłam mu do łazienki. To wszystko wywołuje na mojej twarzy uśmiech. A wtedy kiedy mną podrzucali? Nie mogłam opanować śmiechu. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie kolacja na dachu, którą przygotował Harry. Było tak...miło. Niestety pamiętam też Alice. Jak się topiła, albo jak udawała, że skręciła kostkę. No cóż. Wysoką pozycję w moim "rankingu" zajmuję też gadanie przez sen Harry'ego. Hehe. W tej chwili do mojej sali wszedł lekarz.
- Widzę, że jesteś dzisiaj w dobrym humorze.- powiedział.
- W lepszym, niż wczoraj.- odpowiedziałam. Faktycznie byłam nie do zniesienia, na wszystkich krzyczałam. Z bezsilności, z przeczucia, że nie mogę nic zrobić.
- Dostałem wyniki z tych wczorajszych badań, które przeprowadzał dr. White.- na samo wspomnienie ich wykrzywiłam usta w grymas.- Mam dobrą wiadomość.- ciągnął dalej- Jesteś gotowa.
Na dźwięk tych słów czułam, że przeszedł mnie dreszcz. Nie wiedziałam co powiedzieć. Tyle na to czekałam, ale kiedy to jest już osiągalne po prostu się boję. Ciszę przerwał lekarz.
- Na korytarzu czeka twoja przyjaciółka, zadzwoniłem też po rodziców. Będą za godzinę. Uśpimy cię po południu, więc jeżeli chcesz gdzież zadzwonić to właśnie nadszedł na to czas. Potem możesz nie mieć na to okazji.....
- Ile procent mam szans na przebudzenie?
- 35%- odpowiedział po chwili.
Szczerze mówiąc myślałam, że trochę więcej.
- Tylko tyle? We wszystkich amerykańskich filmach w takich chwilach lekarze mówią, że szans jest po równo.- starałam się zachować spokój.
- To nie jest film tylko rzeczywistość. Twój organizm z dnia na dzień jest coraz słabszy. To ostatnia szansa. Jutro może być już za późno.- wyszedł.
Właśnie teraz dotarło do mnie jaka ja jestem głupia. Jeżeli dobrze zrozumiałam to do jutra mogę umrzeć. Zrozumiałam jak blisko jestem śmierci. Do sali weszła Karolina. Przytuliła mnie mocno, ale ja wyrwałam się z uścisku.
- Co się stało?- zapytała zaskoczona.
- Popełniłam niewyobrażalny błąd nie mówiąc chłopakom o chorobie. Muszę go naprawić.
- Ciekawe jak? Nie możesz stąd wychodzić.
- Napiszę list. Mogłabyś go im przekazać? Szczególnie Harry'emu?
- Jasne. Zejdę do kiosku po zeszyt, bo nie masz na czym napisać.
- Dzięki. Tylko błagam pospiesz się.
- Ok.
Karolina pobiegła do kiosku, a ja zastanawiałam się co napisać. W tej chwili wszystkie słowa wydały mi się takie... zwykłe.
- Już jestem. Zostawię cie samą.- podała mi kartki i wyszła.
Wielka pustka, ale postanowiłam, że napiszę to co czuję.


*piętnaście minut później*

Napisałam. Po chwili Karolina była już w drodze do domu chłopaków. W tym czasie przyszli rodzice i nastąpiło to czego najbardziej nie chciałam. Pożegnanie. Całą trójką płakaliśmy, nie umiałam się powstrzymać, oni też.
- Pamiętaj, że zobaczymy się za sześć miesięcy. Będzie dobrze.- przekonywała mnie mama.
- Wiem, musi być dobrze.- wysiliłam się na uśmiech.


*w tym samym czasie- Karolina*

Szybkim krokiem zbliżałam się do domu chłopaków. Od Louis'a wiem, że ten dzień mieli spędzić właśnie tutaj. Cieszę się, że Ania wreszcie zdecydowała się im powiedzieć. Mam nadzieję, że zdążą przeczytać zanim zapadnie w śpiączkę. Zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył je Zayn.
- Miło cię znowu widzieć- przywitał mnie. Faktycznie, widzieliśmy się wczoraj.
- Jest Harry?- spytałam. Przestał się uśmiechać.
- Jest, ale śpi.
- Sam?
- Tak, Caroline poszła pół godziny temu.- spuścił wzrok.
- Muszę się z nim zobaczyć. To ważne.
- Powiem mu, ale niczego nie obiecuję.
- Nie, ja sama do niego pójdę.
- Jak chcesz. Jest u siebie.
Pobiegłam do pokoju Harry'ego wymijając resztę chłopaków. Nawet się z nimi nie przywitałam, ale nie to było najważniejsze. Wpadłam do jego pokoju bez płukania.
- Harry, obudź się.-szturchnęłam go w ramię.
- Dajcie mi spokój. Chcę spać.
- Wstawaj, musisz coś zobaczyć.
- Potem zobaczę.- nakrył się kołdrą.
- Chodzi o Anię.- wstał i zaczął krzyczeć.
- Ona mnie nie obchodzi! Skrzywdziła mnie! Jak mogła tak po prostu odejść? Bez słowa wyjaśnienia? Myśli, że ja nie mam uczuć?
- Musiała cie zostawić. Mam tutaj list, w którym jest wszystko wyjaśnione.- podałam mu kopertę. którą rzucił o ścianę.
- Nie chcę słuchać jej wyjaśnień. To koniec.
- Proszę, zrób to dla mnie. Nawet nie wiesz ile ten list dla niej znaczy. Od niego wszystko zależy. Nie pamiętasz już jak wam było dobrze? Jak wspólnie się śmialiście, żartowaliście. Ona nie chce żebyś do niej wrócił, ona chce ci tylko wszystko wytłumaczyć.- zaczęłam płakać.
Harry podniósł z ziemi list i zaczął czytać.

___________________________________________________________________________________
No i macie 25:) Wiem, że ostatnio trochę zaniedbałam bloga i każdy kolejny post jest coraz słabszy, więc postanowiłam, że to koniec. Jeszcze tylko jeden rozdział i zakończenie. Mam nadzieję, że chociaż ten wam się spodoba. Ostatnio zastanawiam się nad założeniem nowego bloga z zupełnie inną historią (wymyśliłam 7 i nie umiem się zdecydować), więc piszcie czy byście chcieli.
Ps. Komentujcie to dla mnie olbrzymia motywacja. Następny dodam za dwa lub trzy dni. A w nim LIST. Postaram się, aby odzwierciedlał wszystkie uczucia, które mam w głowie. Pa:)

wtorek, 1 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY

Siedziałam już w aucie. Za kilka minut mieliśmy jechać na lotnisko. Nie wiem czy jeszcze tu wrócę. Na wszelki wypadek pożegnałam się z wszystkimi ciociami, wujkami i znajomymi. Będzie mi ich brakowało. Jeżeli wogóle będę coś czuła. Nie raz zastanawiałam się co jest po śmierci. Być może niedługo odpowiem sobie na to pytanie. I co z tego, jeżeli nikomu o tym nie powiem? Zastanawiam się też czy podczas tej śpiączki będę coś czuła. Nie mam pojęcia. Chciałabym, żeby się udało, ale ja nic nie mogę zrobić. Wszystko zależy od mojego organizmu, który ostatnio płata mi figle. Wierzę jednak, że będzie dobrze. Musi być. Odkąd wiem o tej szansie ciągle wyobrażam sobie mnie z Harry'm. Jak biegniemy za ręce po łące. Banał, ale dla mnie niemożliwy. Odkąd wiem, że jestem umierająca doceniam rzeczy, na które normalnie nie zwróciłabym nawet uwagi. No bo po co? Teraz jest inaczej. Zupełnie inaczej. Dostrzegam każdy, choćby najmniejszy szczegół.
- Możemy jechać?- spytał tata wsiadając do auta.
- Tak.- zmusiłam się na uśmiech.
Podjechaliśmy pod dom Karoliny, która uparła się, że musi lecieć z nami. Wolałabym, żeby została. Nie chcę, żeby patrzyła jak cierpię podczas badań. Są nie do zniesienia.


*kilka godzin później*

Za chwilę mieliśmy lądować. Przez całą podróż nie zamieniłam z nikim słowa. Cały czas patrzyłam przez okno. Byłam tak blisko Harry'ego, a nie mogłam do niego podejść, przytulić, pocałować. Muszę się obudzić z tej śpiączki.
Po przylocie udaliśmy się do hotelu, a potem do kliniki. Zabrałam swoje rzeczy i zamówiliśmy taksówkę. Mijaliśmy uśmiechniętych ludzi, każdy cieszył się z upalnego dnia. Każdy tylko nie ja. Może gdyby nie ta seria badań? Może też zdobyłabym się na uśmiech? Nie wiem. Przejeżdżaliśmy obok jakiegoś wysokiego budynku. A przed nim? Tłum dziewczyn w moim wieku. Czekały na kogoś. Spojrzałam niepewnie na Karolinę, odwzajemniła moje spojrzenie. Kiwnęła tylko twierdząco głową. Te wszystkie dziewczyny czekały na nich. Na One Direction. Przejechanie przez tą ulicę sprawiło taksówkarzowi wiele trudności, klął tylko pod nosem. No cóż, musieliśmy stać w korku. Wtedy pod budynek podjechała ciemna limuzyna. Nie. To nie dzieje się na prawdę. Nie chcę ich spotkać. Nie teraz, kiedy jadę do kliniki. Z samochody wyszli chłopaki, wszyscy. Nie uśmiechali się tak jak podczas spotkań z nami. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Po chwili jednak opamiętałam się i odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku, aby mnie nie zobaczyli. Jednak było za późno. Harry spojrzał się w naszą stronę. Przez kilka sekund patrzyliśmy sobie w oczy. Albo mi się wydawało, albo zaczął się do nas zbliżać. W tej chwili taksówkarz ruszył, a Harry'ego odciągnął na bok jego ochroniarz. Odjechaliśmy. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Chwilę później byliśmy już w klinice. Zaczęło się to czego nie chciałam najbardziej. Badania. Lekarz wezwał pielęgniarkę i kazał się jej mną zająć, a sam rozmawiał z moimi rodzicami. Karolina gadała z kimś przez telefon i czekała na plastikowym krześle przed moją salą. Pielęgniarka kazała mi się położyć w szpitalnej koszuli na łóżku, ale nie takim zwykłym. Różniło się od tego, którego miałam w pokoju. Niechętnie się położyłam, a ona zawiozła mnie nim do innej sali. Oślepiły mnie jasne światła skierowane na moją twarz. Zamknęłam oczy i ujrzałam jego. Czemu musieliśmy jechać ta drogą? Czemu musiałam go spotkać? Długo nie myślałam, ponieważ przyszedł lekarz. Zawiózł mnie do jakiejś kapsuły. Jeszcze nigdy w takiej nie byłam. Nie sprzeciwiałam się jednak, bo wiedziałam, że to dla mojego dobra. Byłam w niej czymś naświetlana. Nawet nie umiem tego opisać. Wiem tylko, że zrobiono mi także kilka zdjęć. Pewnie wyda to się dziwne, ale po tym badaniu byłam strasznie zmęczona. Lekarz to zauważył i zakomunikował, że na dzisiaj koniec. Przewieźli mnie do mojej sali i wreszcie dali odpocząć. Widziałam, że rodzice i Karolina też są padnięci więc po krótkiej kłótni wygnałam ich do hotelu. Oczywiście chcieli zostać, ale w końcu odpuścili. Szczerze mówiąc myślałam, że usnę szybciej. Niestety szpitalne łóżko temu nie sprzyjało. Postanowiłam, że pooglądam telewizję. Był jakiś przegląd dzisiejszych informacji dla młodzieży. Zaintrygowała mnie szczególnie jedna informacja.

- Czy to już koniec One Direction? Takie pytania nasuwają się wielu fanom.- mówiła prezenterka- Na dzisiaj mieli zaplanowane podpisywanie płyt, zjawili się punktualnie, jednak jeden z członków zespołu, Harry Styles był ciągle nieobecny. Fanki nie były z tego zadowolone. Oto wypowiedź jednej z nich:
- Zachowywał się jakoś dziwnie, uśmiechał się, ale było widać , że sztucznie. Zawiodłam się, myślałam, że w rzeczywistości są fajniejsi. Żałuję, że tu przyszłam.
- To tylko jedna z wypowiedzi fanek chłopaków.- ciągnęła dalej dziennikarka- Wszyscy zastanawiają się co mogło przyczynić się do takiego zachowania Harry'ego. Większość uważa, że to przez ciągłe kłótnie z jednym z członków boysbandu, Zayn'em Malik'iem. Harry odbił mu dziewczynę, z którą wydawał się być szczęśliwy.Jedna ze znajomych chłopaków podaje, że Zayn nie może mu tego wybaczyć. Jednak jak donoszą nasze źródła zerwali ze sobą wczoraj. Nie szczędzili sobie czułości, które publicznie okazywali. Może dlatego ich związek się rozpadł? A może z powodu tajemniczej blondynki, którą poznał na początku wakacji?  Pozostaje nam się tylko zastanowić czy ciągle kłótnie nie zniszczą zespołu? Nie chcielibyśmy tego, ale wszystko pozostaje w rękach chłopaków.

Świetne zakończenie dnia. Przeze mnie zawalili podpisywanie płyt. A co jeżeli zespół faktycznie się rozpadnie? Nie wybaczyłabym sobie tego. Cieszyłam się jednak, że nie jest już z Alice.
Po chwili moje powieki stawały się coraz cięższe i wreszcie usnęłam.

___________________________________________________________________________________


Oto kolejny rozdział. Dziękuję za tak dużą ilość komentarzy pod ostatnim postem. Pobiliście rekord:) To dla mnie olbrzymia motywacja.  Chciałabym zadedykować ten Karolinie, Kindze W. i Paulinie(ach te nasze spacery). Ostatnio jestem dosyć leniwa, ale to wszystko przez taką ładną pogodę. Po prostu zamiast pisać wolę się gdzieś przejechać. Musicie mi wybaczyć:) Następny za kilka dni. Komentujcie. Mój email (ania296505@wp.pl) jakbyście mieli jakieś pytania. Pa:)