piątek, 4 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Kolejne dni mijały dosyć szybko. Jak dla mnie zbyt szybko. Nie chciałam już usypiać. I to w dodatku na sześć miesięcy. Chciałam biegać, skakać, tańczyć, śmiać się. Jednak nie mogłam. Ciągle tylko poddawano mnie coraz to dziwniejszym badaniom. Miałam ich już dość. Nie potrafiłam przestać myśleć o Harry'm. Karolina spotkała się z Louis'em. Powiedział jej, że "związał się" z Caroline Flack. Oczywiście z nią nie jest tylko chodzą ze sobą do łóżka. Czy to wszystko musi być takie trudne? Chłopaki go nie poznają, zaniedbuje koncerty i spotkania z fanami. Zdaję sobie sprawę, że to przeze mnie. Jednak nic nie mogę na to poradzić. Nie mogę nawet wyjść z tego głupiego szpitala. Ostatnio lekarz zastanawiał się nawet czy sama mogę iść do toalety. Mówi, że jestem zbyt słaba. Tak więc pozostaje mi tylko leżeć. Cały czas są przy mnie rodzice i Karolina, ale czasem kiedy już chcę żeby sobie poszli udaję, że usnęłam. Wiem,że to dziecinne, przecież powinnam spędzić z nimi ten czas, ale nie chcę, żeby oglądali mnie w takim stanie. Nie mam już na nic sił. Tylko leżę. Przywołuję wspomnienia z chłopakami. Tak bardzo mi ich brakuje. Pamiętam jak musiałyśmy na nich czekać z Karoliną przed ich garderobą. Zayn musiał się uczesać, a Niall zjeść kanapkę. Potem wiele razy się z niego śmialiśmy, ale on i tak pozostał sobą. Nigdy nie zapomnę też jak Harry uczył mnie grać w kręgle,a ja ciągle nie umiałam trafić. Na jego miejscu bym się załamała, ale on nie. Dalej próbował, aż mi się udało. W mojej pamięci pozostaje też mina Louis'a kiedy nadepnęłam na jego pluszową marchewkę lub kiedy weszłam mu do łazienki. To wszystko wywołuje na mojej twarzy uśmiech. A wtedy kiedy mną podrzucali? Nie mogłam opanować śmiechu. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie kolacja na dachu, którą przygotował Harry. Było tak...miło. Niestety pamiętam też Alice. Jak się topiła, albo jak udawała, że skręciła kostkę. No cóż. Wysoką pozycję w moim "rankingu" zajmuję też gadanie przez sen Harry'ego. Hehe. W tej chwili do mojej sali wszedł lekarz.
- Widzę, że jesteś dzisiaj w dobrym humorze.- powiedział.
- W lepszym, niż wczoraj.- odpowiedziałam. Faktycznie byłam nie do zniesienia, na wszystkich krzyczałam. Z bezsilności, z przeczucia, że nie mogę nic zrobić.
- Dostałem wyniki z tych wczorajszych badań, które przeprowadzał dr. White.- na samo wspomnienie ich wykrzywiłam usta w grymas.- Mam dobrą wiadomość.- ciągnął dalej- Jesteś gotowa.
Na dźwięk tych słów czułam, że przeszedł mnie dreszcz. Nie wiedziałam co powiedzieć. Tyle na to czekałam, ale kiedy to jest już osiągalne po prostu się boję. Ciszę przerwał lekarz.
- Na korytarzu czeka twoja przyjaciółka, zadzwoniłem też po rodziców. Będą za godzinę. Uśpimy cię po południu, więc jeżeli chcesz gdzież zadzwonić to właśnie nadszedł na to czas. Potem możesz nie mieć na to okazji.....
- Ile procent mam szans na przebudzenie?
- 35%- odpowiedział po chwili.
Szczerze mówiąc myślałam, że trochę więcej.
- Tylko tyle? We wszystkich amerykańskich filmach w takich chwilach lekarze mówią, że szans jest po równo.- starałam się zachować spokój.
- To nie jest film tylko rzeczywistość. Twój organizm z dnia na dzień jest coraz słabszy. To ostatnia szansa. Jutro może być już za późno.- wyszedł.
Właśnie teraz dotarło do mnie jaka ja jestem głupia. Jeżeli dobrze zrozumiałam to do jutra mogę umrzeć. Zrozumiałam jak blisko jestem śmierci. Do sali weszła Karolina. Przytuliła mnie mocno, ale ja wyrwałam się z uścisku.
- Co się stało?- zapytała zaskoczona.
- Popełniłam niewyobrażalny błąd nie mówiąc chłopakom o chorobie. Muszę go naprawić.
- Ciekawe jak? Nie możesz stąd wychodzić.
- Napiszę list. Mogłabyś go im przekazać? Szczególnie Harry'emu?
- Jasne. Zejdę do kiosku po zeszyt, bo nie masz na czym napisać.
- Dzięki. Tylko błagam pospiesz się.
- Ok.
Karolina pobiegła do kiosku, a ja zastanawiałam się co napisać. W tej chwili wszystkie słowa wydały mi się takie... zwykłe.
- Już jestem. Zostawię cie samą.- podała mi kartki i wyszła.
Wielka pustka, ale postanowiłam, że napiszę to co czuję.


*piętnaście minut później*

Napisałam. Po chwili Karolina była już w drodze do domu chłopaków. W tym czasie przyszli rodzice i nastąpiło to czego najbardziej nie chciałam. Pożegnanie. Całą trójką płakaliśmy, nie umiałam się powstrzymać, oni też.
- Pamiętaj, że zobaczymy się za sześć miesięcy. Będzie dobrze.- przekonywała mnie mama.
- Wiem, musi być dobrze.- wysiliłam się na uśmiech.


*w tym samym czasie- Karolina*

Szybkim krokiem zbliżałam się do domu chłopaków. Od Louis'a wiem, że ten dzień mieli spędzić właśnie tutaj. Cieszę się, że Ania wreszcie zdecydowała się im powiedzieć. Mam nadzieję, że zdążą przeczytać zanim zapadnie w śpiączkę. Zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył je Zayn.
- Miło cię znowu widzieć- przywitał mnie. Faktycznie, widzieliśmy się wczoraj.
- Jest Harry?- spytałam. Przestał się uśmiechać.
- Jest, ale śpi.
- Sam?
- Tak, Caroline poszła pół godziny temu.- spuścił wzrok.
- Muszę się z nim zobaczyć. To ważne.
- Powiem mu, ale niczego nie obiecuję.
- Nie, ja sama do niego pójdę.
- Jak chcesz. Jest u siebie.
Pobiegłam do pokoju Harry'ego wymijając resztę chłopaków. Nawet się z nimi nie przywitałam, ale nie to było najważniejsze. Wpadłam do jego pokoju bez płukania.
- Harry, obudź się.-szturchnęłam go w ramię.
- Dajcie mi spokój. Chcę spać.
- Wstawaj, musisz coś zobaczyć.
- Potem zobaczę.- nakrył się kołdrą.
- Chodzi o Anię.- wstał i zaczął krzyczeć.
- Ona mnie nie obchodzi! Skrzywdziła mnie! Jak mogła tak po prostu odejść? Bez słowa wyjaśnienia? Myśli, że ja nie mam uczuć?
- Musiała cie zostawić. Mam tutaj list, w którym jest wszystko wyjaśnione.- podałam mu kopertę. którą rzucił o ścianę.
- Nie chcę słuchać jej wyjaśnień. To koniec.
- Proszę, zrób to dla mnie. Nawet nie wiesz ile ten list dla niej znaczy. Od niego wszystko zależy. Nie pamiętasz już jak wam było dobrze? Jak wspólnie się śmialiście, żartowaliście. Ona nie chce żebyś do niej wrócił, ona chce ci tylko wszystko wytłumaczyć.- zaczęłam płakać.
Harry podniósł z ziemi list i zaczął czytać.

___________________________________________________________________________________
No i macie 25:) Wiem, że ostatnio trochę zaniedbałam bloga i każdy kolejny post jest coraz słabszy, więc postanowiłam, że to koniec. Jeszcze tylko jeden rozdział i zakończenie. Mam nadzieję, że chociaż ten wam się spodoba. Ostatnio zastanawiam się nad założeniem nowego bloga z zupełnie inną historią (wymyśliłam 7 i nie umiem się zdecydować), więc piszcie czy byście chcieli.
Ps. Komentujcie to dla mnie olbrzymia motywacja. Następny dodam za dwa lub trzy dni. A w nim LIST. Postaram się, aby odzwierciedlał wszystkie uczucia, które mam w głowie. Pa:)

wtorek, 1 maja 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY

Siedziałam już w aucie. Za kilka minut mieliśmy jechać na lotnisko. Nie wiem czy jeszcze tu wrócę. Na wszelki wypadek pożegnałam się z wszystkimi ciociami, wujkami i znajomymi. Będzie mi ich brakowało. Jeżeli wogóle będę coś czuła. Nie raz zastanawiałam się co jest po śmierci. Być może niedługo odpowiem sobie na to pytanie. I co z tego, jeżeli nikomu o tym nie powiem? Zastanawiam się też czy podczas tej śpiączki będę coś czuła. Nie mam pojęcia. Chciałabym, żeby się udało, ale ja nic nie mogę zrobić. Wszystko zależy od mojego organizmu, który ostatnio płata mi figle. Wierzę jednak, że będzie dobrze. Musi być. Odkąd wiem o tej szansie ciągle wyobrażam sobie mnie z Harry'm. Jak biegniemy za ręce po łące. Banał, ale dla mnie niemożliwy. Odkąd wiem, że jestem umierająca doceniam rzeczy, na które normalnie nie zwróciłabym nawet uwagi. No bo po co? Teraz jest inaczej. Zupełnie inaczej. Dostrzegam każdy, choćby najmniejszy szczegół.
- Możemy jechać?- spytał tata wsiadając do auta.
- Tak.- zmusiłam się na uśmiech.
Podjechaliśmy pod dom Karoliny, która uparła się, że musi lecieć z nami. Wolałabym, żeby została. Nie chcę, żeby patrzyła jak cierpię podczas badań. Są nie do zniesienia.


*kilka godzin później*

Za chwilę mieliśmy lądować. Przez całą podróż nie zamieniłam z nikim słowa. Cały czas patrzyłam przez okno. Byłam tak blisko Harry'ego, a nie mogłam do niego podejść, przytulić, pocałować. Muszę się obudzić z tej śpiączki.
Po przylocie udaliśmy się do hotelu, a potem do kliniki. Zabrałam swoje rzeczy i zamówiliśmy taksówkę. Mijaliśmy uśmiechniętych ludzi, każdy cieszył się z upalnego dnia. Każdy tylko nie ja. Może gdyby nie ta seria badań? Może też zdobyłabym się na uśmiech? Nie wiem. Przejeżdżaliśmy obok jakiegoś wysokiego budynku. A przed nim? Tłum dziewczyn w moim wieku. Czekały na kogoś. Spojrzałam niepewnie na Karolinę, odwzajemniła moje spojrzenie. Kiwnęła tylko twierdząco głową. Te wszystkie dziewczyny czekały na nich. Na One Direction. Przejechanie przez tą ulicę sprawiło taksówkarzowi wiele trudności, klął tylko pod nosem. No cóż, musieliśmy stać w korku. Wtedy pod budynek podjechała ciemna limuzyna. Nie. To nie dzieje się na prawdę. Nie chcę ich spotkać. Nie teraz, kiedy jadę do kliniki. Z samochody wyszli chłopaki, wszyscy. Nie uśmiechali się tak jak podczas spotkań z nami. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Po chwili jednak opamiętałam się i odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku, aby mnie nie zobaczyli. Jednak było za późno. Harry spojrzał się w naszą stronę. Przez kilka sekund patrzyliśmy sobie w oczy. Albo mi się wydawało, albo zaczął się do nas zbliżać. W tej chwili taksówkarz ruszył, a Harry'ego odciągnął na bok jego ochroniarz. Odjechaliśmy. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Chwilę później byliśmy już w klinice. Zaczęło się to czego nie chciałam najbardziej. Badania. Lekarz wezwał pielęgniarkę i kazał się jej mną zająć, a sam rozmawiał z moimi rodzicami. Karolina gadała z kimś przez telefon i czekała na plastikowym krześle przed moją salą. Pielęgniarka kazała mi się położyć w szpitalnej koszuli na łóżku, ale nie takim zwykłym. Różniło się od tego, którego miałam w pokoju. Niechętnie się położyłam, a ona zawiozła mnie nim do innej sali. Oślepiły mnie jasne światła skierowane na moją twarz. Zamknęłam oczy i ujrzałam jego. Czemu musieliśmy jechać ta drogą? Czemu musiałam go spotkać? Długo nie myślałam, ponieważ przyszedł lekarz. Zawiózł mnie do jakiejś kapsuły. Jeszcze nigdy w takiej nie byłam. Nie sprzeciwiałam się jednak, bo wiedziałam, że to dla mojego dobra. Byłam w niej czymś naświetlana. Nawet nie umiem tego opisać. Wiem tylko, że zrobiono mi także kilka zdjęć. Pewnie wyda to się dziwne, ale po tym badaniu byłam strasznie zmęczona. Lekarz to zauważył i zakomunikował, że na dzisiaj koniec. Przewieźli mnie do mojej sali i wreszcie dali odpocząć. Widziałam, że rodzice i Karolina też są padnięci więc po krótkiej kłótni wygnałam ich do hotelu. Oczywiście chcieli zostać, ale w końcu odpuścili. Szczerze mówiąc myślałam, że usnę szybciej. Niestety szpitalne łóżko temu nie sprzyjało. Postanowiłam, że pooglądam telewizję. Był jakiś przegląd dzisiejszych informacji dla młodzieży. Zaintrygowała mnie szczególnie jedna informacja.

- Czy to już koniec One Direction? Takie pytania nasuwają się wielu fanom.- mówiła prezenterka- Na dzisiaj mieli zaplanowane podpisywanie płyt, zjawili się punktualnie, jednak jeden z członków zespołu, Harry Styles był ciągle nieobecny. Fanki nie były z tego zadowolone. Oto wypowiedź jednej z nich:
- Zachowywał się jakoś dziwnie, uśmiechał się, ale było widać , że sztucznie. Zawiodłam się, myślałam, że w rzeczywistości są fajniejsi. Żałuję, że tu przyszłam.
- To tylko jedna z wypowiedzi fanek chłopaków.- ciągnęła dalej dziennikarka- Wszyscy zastanawiają się co mogło przyczynić się do takiego zachowania Harry'ego. Większość uważa, że to przez ciągłe kłótnie z jednym z członków boysbandu, Zayn'em Malik'iem. Harry odbił mu dziewczynę, z którą wydawał się być szczęśliwy.Jedna ze znajomych chłopaków podaje, że Zayn nie może mu tego wybaczyć. Jednak jak donoszą nasze źródła zerwali ze sobą wczoraj. Nie szczędzili sobie czułości, które publicznie okazywali. Może dlatego ich związek się rozpadł? A może z powodu tajemniczej blondynki, którą poznał na początku wakacji?  Pozostaje nam się tylko zastanowić czy ciągle kłótnie nie zniszczą zespołu? Nie chcielibyśmy tego, ale wszystko pozostaje w rękach chłopaków.

Świetne zakończenie dnia. Przeze mnie zawalili podpisywanie płyt. A co jeżeli zespół faktycznie się rozpadnie? Nie wybaczyłabym sobie tego. Cieszyłam się jednak, że nie jest już z Alice.
Po chwili moje powieki stawały się coraz cięższe i wreszcie usnęłam.

___________________________________________________________________________________


Oto kolejny rozdział. Dziękuję za tak dużą ilość komentarzy pod ostatnim postem. Pobiliście rekord:) To dla mnie olbrzymia motywacja.  Chciałabym zadedykować ten Karolinie, Kindze W. i Paulinie(ach te nasze spacery). Ostatnio jestem dosyć leniwa, ale to wszystko przez taką ładną pogodę. Po prostu zamiast pisać wolę się gdzieś przejechać. Musicie mi wybaczyć:) Następny za kilka dni. Komentujcie. Mój email (ania296505@wp.pl) jakbyście mieli jakieś pytania. Pa:)

piątek, 27 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

Duża biała koperta zaadresowana do mnie. Hmm...ciekawe. Odwróciłam ją, aby zobaczyć nadawcę. Przeczytałam, ale nic mi to nie mówiło. To był adres jakiejś kliniki w Los Angeles, może przyszły jakieś wyniki. Byłam tam kiedyś z rodzicami. Weszłam do domu i zręcznym ruchem otworzyłam kopertę. Powoli zaczęłam czytać, jednak nie dowierzałam w to co tam pisze. Siadłam na kanapie i śmiałam się do papieru.
- Ania, co się stało?- spytała mnie mama, która była bardzo zaskoczona moim zachowaniem.
- Patrz.- pokazałam jej list.- Mogę żyć!!!- krzyknęłam.
- O czym ty mówisz?
- Tutaj pisze, że mogą mnie poddać specjalnemu leczeniu. Zapadnę w śpiączkę na sześć miesięcy i mnie uratują!
Mama zaczęła czytać z uśmiechem na twarzy, który jednak po chwili znikł.
- Nie cieszysz się?- spytałam.
- Czytałaś do końca?
- Nie, a co tam pisze?
- Jeszcze na nikim nie przeprowadzali tej metody, będziesz tak jakby królikiem doświadczalnym. Nie wiadomo czy się wybudzisz.- z mojej twarzy również znikł uśmiech.
- Zadzwoń tam.
Posłuchała mnie i wykręciła numer do kliniki.


*po kilkunastu minutach*

Wreszcie skończyła rozmawiać i mogła mi przekazać więcej informacji.
- Nie wiem czy to jest taki dobry pomysł.
- To znaczy? Powiedz coś więcej.
- Musiałabyś tam lecieć za kilka dni. Uśpiliby cię na sześć miesięcy podczas, których dożylnie przyjmowałabyś leki. Po tym czasie, albo się obudzisz, albo nie... Nie wiadomo czy się uda. To eksperymentalna metoda, na nikim jej nie próbowali.
- A jeżeli bym się obudziła? Będzie tak jak dawniej?
- Co dwa tygodnie musiałabyś jeździć tam na badania. Musielibyśmy tam zamieszkać.
- A co jeżeli obudziłabym się po siedmiu miesiącach? Otworzę oczy w trumnie?
- Nie. Poczekają do 9 miesięcy. A potem....
- ....wiem co będzie potem. Czemu uważasz, że to zły pomysł?
- Leciałabyś tam za kilka dni. Za tydzień, po szczegółowych badaniach, cię uśpią. Jeżeli się nie wybudzisz...- jej głos się załamał- ....to zostały ci 2, 3 dni. Chcesz tego?
- Nie mogę tam lecieć za kilka tygodni?
- Nie, bo wtedy twój organizm nie będzie tak silny jak teraz.
- To jedyna szansa na przeżycie, wykorzystajmy ją.
- Musimy porozmawiać z tatą.
- Przecież wiesz, że on się zgodzi. Mamo, od tego zależy moje życie...
Przytuliła mnie mocno.
- Wiem, za chwilę zadzwonię zapytać kiedy dokładnie mamy tam się pojawić.- wyszła.
Nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy płakać. Zadzwoniłam do Karoliny i wszystko jej wytłumaczyłam.
- Jadę z tobą.- powiedziała.
- Nie wiem czy wiesz, ale za trzy dni zaczyna się rok szkolny.
- Pojadę tam tylko na tydzień, kiedy nie będziesz jeszcze w śpiączce.
- Nie ma mowy.
- Tak się składa, że nie masz nic do gadania. Lecę i tyle.
- Zrobisz jak uważasz, ale ja....
- .....przestań już. Ania?
- Co?
- A jeżeli spotkamy chłopaków?- właśnie teraz sobie to uświadomiłam.
- Ja na pewno nie spotkam, bo będę w klinice, a tobie dobrze zrobi jak spotkasz się z Louis'em.
- A jak spyta o ciebie?
- Nic mu nie mów. Jeżeli się uda to za sześć miesięcy sama mu powiem.
- Ok. Ania?
- Tak?
- Ty to robisz dla Harry'ego. Dla niego decydujesz się na to leczenie.
- Sama już nie wiem. Mam nadzieję, że się uda.- mimowolnie się uśmiechnęłam.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I kolejny za nami. Jest on taki przejściowy, chciałam, żebyście wszystko dokładnie wiedzieli. Piszcie co o nim uważacie. Ten chciałabym zadedykować Weronice i Lily. Następny dodam za kilka dni, chyba, że będzie dużo komentarzy to pojawi się szybciej. Mój email (ania296505@wp.pl) i tt (@Ania296505), w razie jakichkolwiek pytań. Dziękuję za taką dużą ilość komentarzy pod ostatnim rozdziałem, było ich aż 23. Nawet nie wiecie jak bardzo się z nich cieszyłam. Pobijecie rekord?