niedziela, 25 marca 2012

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

*oczami Harry'ego*

Nie mogłem usnąć. Wciąż przed oczami miałem wydarzenia sprzed kilku godzin. Widok zapłakanej Ani, kiedy przyjechałem do hotelu, zmartwienie chłopaków i ten straszny niepokój, który ogarnia całe moje ciało. Na szczęście już usnęła, długo cała dygotała, obwiniała się o to wszystko. Próbowałem jej pomóc, ale na marne.
Odwracałem się z boku na bok, nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Usłyszałem w kuchni krzątanie, postanowiłem, że sprawdzę kto to. W ciemności powoli zauważałem sylwetkę.
- Co się tak skradasz?- to był Louis.
- Wydaje ci się.
- Ty też nie możesz spać?
- A co nie widać?- byłem już zmęczony, powoli stawałem się chamski.
- Przyszedłem się napić, ale jak chcesz mogę zostawić cię samego...
- ....nie, sorry, ale to wszystko mnie przerasta. Sława, paparazzi, fanki. Ostatnio nie mogę się w tym wszystkim odnaleźć.
- Po prostu zmieniły ci się priorytety.
- Chyba masz rację. Odkąd poznałem dziewczyny, wszystko wydaje mi się inne, lepsze.
- Uważam dokładnie tak jak ty. To dzisiejsze zdarzenie... Nie wiem skąd w ludziach tyle agresji.
- Nie chcę tego pamiętać.
- Nikt nie chce.
- Ok, skończmy gadać o mnie. Czemu nie śpisz, jest trzecia nad ranem?
- Nie mogę usnąć.
- Z powodu....
- Z powodu dziewczyn.
- O co chodzi? Chyba nie tylko o dzisiejsze wydarzenie?
-Też, ale nie tylko. Dzisiaj zdałem sobie sprawę jak bardzo zależy mi na Karolinie.
- Jej na tobie też zależy.
- I co z tego, jeżeli musi wracać?!- podniósł głos, czułem, że za chwilę się popłacze.
- Ciszej obudzisz wszystkich.- po chwili dodałem- Nie przejmuj się, jakoś to będzie.- pocieszyłem go, choć w duchu tak nie sądzę. Za tydzień wyjeżdżają, a my? My zostajemy tu do końca wakacji, a potem wracamy do Los Angeles. To jeszcze dalej od Polski. Czasem żałowałem, że się tam przeprowadziliśmy, ale tam znajduje się nasza nowa wytwórnia. Brakuje mi Londynu, może to dziwnie zabrzmi, ale brakuję też mi tego cholernego deszczu, który tu ciągle pada. Na ziemię przywołał mnie Louis.
- O czym myślisz?
- Zastanawiam się nad swoim życiem. Czy to co robię ma sens? Nie wiem czy walczę o to na czym mi najbardziej zależy. Chciałbym to rzucić i jechać z Anią do Polski. Nauczyłaby mnie języka, poszedłbym na jakieś studia, czy coś, potem znalazłbym pracę i żylibyśmy długo i szczęśliwie. Przede wszystkim w spokoju. A tak, ona nie będzie nawet chciała wyjść ze mną na głupi spacer. Będzie się po prostu bała.
-  Też ostatnio o tym myślałem. Sława nie jest mi potrzebna do szczęścia.- uśmiechnął się łobuzersko i poruszył brwiami. Wiedziałem, że mówi poważnie i nie zawaha się przed niczym. Był zdesperowany pragnieniem szczęścia, zupełnie jak ja. Więc może to rzucić?


*oczami Ani*


Spałam już dosyć długo,ale nie chciałam jeszcze wstawać. Za oknem jak zwykle padał deszcz, dodatkowo wiało. Jednak pogoda nie jest jedynym powodem. Nie chciałam się z nikim widzieć po tym ostatnim zdarzeniu. Nie umiałabym im chyba spojrzeć w oczy. Harry ciągle mi mówi, że to nie moja wina,ale ja czuję coś innego. Słowa tej dziewczyny głęboko mnie zraniły. Szczególnie jedno zdanie: "Ty go zranisz". Nie mogłam przestać o tym myśleć. W tej chwili pół świata próbuje odnaleźć o mnie jakieś informacje. A co jeżeli im ktoś pomoże? Jeśli się dowiedzą? Nie mogę na to pozwolić, dlatego postanowiłam, że muszę stąd jak najszybciej wyjechać. Nie wiem czy do domu, może jakieś ciepłe kraje w najmniej znanym zakątku świata? Poopalałabym się przez tydzień,a potem bym wróciła do Polski. Zostałabym tam dłużej, ale co dwa tygodnie muszę się zgłaszać do klinki. Ostatnio byłam trzy dni przed wylotem do Londynu. Chociaż właściwie, umrzeć na jakieś bezludnej wyspie? Brzmi całkiem nieźle. Muszę się nad tym zastanowić. Pomysł nie jest wcale taki zły. Czuję, że właśnie w tym momencie mogłabym umrzeć, nie musiałabym żegnać się na lotnisku z chłopakami, nie musiałabym im mówić prawdy. Całkiem nieźle to wymyśliłam. Zrobiłabym tak gdybym była bardziej odważna, ja nawet boję się powiedzieć chłopakowi, którego kocham nad życie, że go okłamuję, oszukuję, że umrę. Ale życie w kłamstwie jest prostsze. Achhh, ja to zawsze muszę coś zepsuć,a mogłoby być tak pięknie. Żyłabym sobie z nim w małym drewnianym domku z gromadką dzieci, może czasami próbowałaby zabić mnie jakaś fanka, ale to jest szczegół. Nagle ktoś przerwał moje rozmyślania. Drzwi do pokoju powoli zaczęły się otwierać, a ja  już żałowałam, że się obudziłam.
- Muszę ci coś powiedzieć. Coś od czego będzie zależało całe nasze życie.- powiedział mój chłopak.
Zmiękłam, "całe nasze życie". Zakładał wspólną przyszłość, nie wiedział tylko, że ona szybciej się skończy, niż się zaczęła.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już dziesięć rozdziałów! Mały jubileusz:) Chciałam wszystkim podziękować za taką dużą ilość wejść. Blog mam dopiero półtorej tygodnia, a was jest, aż tyle. Mam nadzieję, że was nie zawiodę. A co do komentarzy....może pobijecie rekord ostatniego rozdziału? Co wy na to?
I jeszcze jedno. Jak myślicie Harry i Louis porzucą zespół i wyjadą do Polski? Ania powie w końcu Harry'emu całą prawdę? Odpowiadajcie w komentarzach.

sobota, 24 marca 2012

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

- Zgadzasz się?- powtórzył pytanie.
- yyy....ja nie spodziewałam się tego.
- Po prostu powiedz tak lub nie.
- Nie wiem, ja....
- Nic nie mów, może kiedyś będziemy razem. Będę na ciebie czekał.
- Ale nie! Ja chcę z tobą być.- powiedziałam.
Chciałam tego, przecież miałam jeszcze trochę czasu, więc czemu nie.
- Naprawdę?
- Tak.
Pocałowaliśmy się. Chwilę później znaleźliśmy się w hotelu, zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Oczywiście nie od razu....

*następnego dnia*

Obudziłam się dosyć wcześnie. Harry'ego już nie było. To znak, że już naprawdę trzeba wstawać. Tak więc zrobiłam, zarzuciłam na siebie jego bluzę i poszłam do kuchni. Mmmm, jak pięknie pachniało. Zobaczyłam jak Harry coś gotuje. Przywitałam się z nim, a potem z innymi. Byłam dzisiaj w świetnym humorze, nie tylko ja. Karolina się uśmiechała i miała na sobie bluzkę w paski Louisa. Pewnie też nie spędziła tej nocy w naszym pokoju. Tryskała od niej pozytywna energia. Zresztą wszyscy byli dzisiaj weseli. Oglądali coś w TV, też się przyłączyłam, nie miałam nic innego do roboty. Po chwili Harry podał śniadanie, Niall rzucił się na nie jak oszalały, a Zayn pokręcił tylko głową. Liama nie było, został na noc u Daniell. Zjedliśmy śniadanie i wróciliśmy do oglądania telewizji. Harry usiadł obok mnie i mocno przytulił, chciał mi chyba coś powiedzieć.
- yyyyy, bo posłuchajcie, my dzisiaj nie będziemy mogli  z wami nigdzie pójść.- zwrócił się do mnie i do Karoliny.
- Czemu?
- Mamy zaplanowane podpisywanie płyt.
- Aha, ok, przecież przyjechaliście tutaj do pracy.
- Nie gniewasz się?- spytał z niedowierzaniem.
- Czemu miałabym się gniewać, macie obowiązki tak jak każdy, z tym, że kocha was połowa dziewczyn na świecie.
- Mi zależy, żeby kochała mnie tylko jedna dziewczyna na świecie.- uśmiechnął się do mnie.
- Pewnie po twoim wczorajszym wyznaniu, na Twitterze spadnie ci o kilkanaście tysięcy liczba fanek.
- Dla mnie to nie ma znaczenia.- ponownie się uśmiechnął.- A więc co będziecie dzisiaj robić?
- Nie mam pojęcia. A ty jak sądzisz?- spytałam Karoliny.
- Ja mam ochotę na zakupy.
- Właściwie to czemu nie.
- Jakbyście chciały to możemy was podrzucić jak będziemy jechać.
- Ok, to za ile?
- Za 3 godziny.
- Ooo, to mamy jeszcze mnóstwo czasu.
Znowu wróciliśmy do oglądania telewizji. Nie leciało nic ciekawego więc poszłyśmy do swojego pokoju. Chłopaki musieli się przygotować, zresztą my też. Wzięłam długą, relaksacyjną kąpiel i zrobiłam lekki makijaż. Założyłam czarne rurki i czerwono-czarną koszulę w kratkę. Wreszcie przyszli po nas chłopaki.
- Gotowe?- spytał Liam, który zdążył już wrócić.
- Tak, możemy jechać.
Szybko pojechaliśmy pod jakieś centrum handlowe i pożegnałyśmy się z chłopakami.
- Ania, ty jesteś z Harry'm?- spytała moja przyjaciółka.
- Czemu pytasz?
- Z ciekawości.
- Tak, ale daruj sobie te kazania pt. "Nie powinnaś, nie możesz go zranić".
- Nie zamierzałam tego mówić. Chcę, żebyś była z nim szczęśliwa.
- A ty jesteś z Louisem?
- Tak.
- Wow.
- Co wow?
- Nie, nic. chodź wejdziemy do tego sklepu.
- Ok.
Kupiłyśmy sobie bluzki i poszłyśmy do następnego i jeszcze kolejnego sklepu.
- Chodź, pójdziemy jeszcze do tego sklepiku z gazetami, muszę kupić doładowanie do telefonu.
- Jasne.
Po chwili znalazłyśmy się w małym sklepiku. Kątem oka spojrzałam na gazety. To co zobaczyłam totalnie mnie zahipnotyzowało. Znalazłam się na jakiejś okładce. '' Kolejna przelotna znajomość, czy może wreszcie miłość?" Tytuł mnie powalił. Oczywiście chodziło o Harry'ego. Szybko znalazłam resztę artykułu. Nie można powiedzieć, gazeta się postarała. Dodała wszystkie zdjęcia dziewczyn mojego chłopaka, a na samym szczycie moje z dopiskiem "Kolejna "miłość"?" Nie wierzyłam własnym oczom. Odłożyłam gazetę i jak najprędzej wyszłam ze sklepu, po chwili dogoniła mnie Karolina.
- Nie przejmuj się, wiedziałaś, że tak będzie.
- Zrozum, jeżeli oni dowiedzą się o mojej chorobie i napiszą o tym w kolejnym numerze, Harry nigdy mi nie wybaczy.
- Dlatego to ty powinnaś to zrobić.
- Ale ja nie umiem go zranić.
- Z każdym dniem ranisz go coraz bardziej.
To mną wstrząsnęło.
- Możemy już iść?
- Jasne.
Musiałyśmy przejść do głównego wyjścia przez prawie całą galerię. Czułam jak wszyscy na mnie dziwnie spoglądają, ale to niemożliwe, żeby wiedzieli kim jestem. Po chwili podbiegła do mnie jakaś dziewczyna i zaczęła na mnie krzyczeć.
- Nie możesz z nim być! Ty go zranisz! Nie zasługujesz na niego! On jest mój!- krzyczała.
Chciałam ja ominąć,ale ciągle zastawiała mi drogę, nawet Karolina nie mogła mi pomóc.
- Zostaw mnie w spokoju!- krzyknęłam. Nie wytrzymałam tego. Ujrzałam jak zza rogu fotografuje nas jakiś paparazzi. Jeszcze tego mi brakowało. Pewnie za chwilę doda to na wszystkie plotkarskie portale.
- Nie krzycz na mnie! Nie masz prawa!- wykrzyczała.
Uderzyła mnie w twarz. Kompletnie się tego nie spodziewałam, muszę przyznać, że była silna. Dalej  waliła mnie pięściami po brzuchu i plecach. Karolina próbowała ją odciągnąć. Wreszcie przybiegł ochroniarz i ją zabrał. Spojrzałam w kierunku fotografa, dalej robił zdjęcia. Dodatkowo przybyło gapiów szperających w swoich telefonach. Pewnie oni tez wysyłają gdzieś moje zdjęcia. Wybiegłyśmy z budynku i wsiadłyśmy do taksówki. Zaczęłam płakać, chciałam, żeby Harry tu ze mną był.

*w tym samym czasie- Harry*

Nie spodziewałem się, aż tylu fanów, ale szło nam dosyć sprawnie. Zostało jeszcze kilka osób. Chciałem już być przy Ani, przytulić się do niej, pocałować. Ufff...już ostatnia osoba.
- Przykro mi z powodu twojej dziewczyny.
- Co?! Co się stało?- wykrzyczałem.
- To ty o niczym nie wiesz?- spytała.
- O czym mam wiedzieć? Błagam mów szybciej.
Wyciągnęła telefon i zaczęła czegoś szukać. Nie mogła się pospieszyć? Wreszcie znalazła coś w internecie. " Dziewczyna Harry'ego Styles'a pobita przez fankę w centrum handlowym". Co?!
- Przykro mi. Każdy powinien zaakceptować to z kim się spotykasz.
Już jej nie słuchałem,oddałem tylko telefon i wybiegłem z budynku.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I kolejny rozdział za nami. Błagam komentujcie, nie bójcie się mnie, ja naprawdę jestem bardzo przyjazną osobą;)

piątek, 23 marca 2012

ROZDZIAŁ ÓSMY

- To co dzisiaj robimy? Może niech nasza jubilatka zadecyduje.- powiedział Louis.
- Nie wiem, nie znam tego miasta, to wy tutaj mieszkaliście, nie ja. Może wy coś zaproponujecie?
- Może....
- .... kręgle- dokończył za Louisa Harry.
- Tylko, że ja nie umiem grać.- powiedziałam.
- My cię nauczymy, a poza tym to nie jest trudne.
- Ok, mogą być kręgle.- odpowiedziałam.
Po chwili, wyszliśmy z hotelu, po chwili to znaczy wtedy kiedy Zayn się uczesał, Niall zjadł kolejny kawałek tortu, Louis dwie marchewki, a Liam zadzwoni po Daniell. Zdążyłam już się przyzwyczaić. Wreszcie znaleźliśmy się w kręgielni.
- Ok, to nauczy mnie ktoś?
- Jasne!- wykrzyczeli wszyscy chórem.
- Ale nie wszyscy, wystarczy jedna osoba.
- To może ja to zrobię.- zaproponował Niall.
- Ty lepiej idź coś zjedz, bo pewnie już zgłodniałeś. Ja to zrobię.- odpowiedział mu Louis.
- Masz rację.- poszedł coś zjeść.
- Ty lepiej naucz Karolinę, ja to zrobię.- zaproponował Harry.
- Ok, masz rację.
- A więc zacznijmy pierwszą lekcję.
- Wprost nie mogę się doczekać.- zaśmialiśmy się.
- Musisz złapać kulę, zgiąć nargastek i kolana i lekko rzucić. O tak.- pokazał mi.- Nic trudnego.
Nie mogłam się  na niczym skupić. Te jego ciało... loki...ahh...rozmarzyłam się. Z moich przemyśleń wyrwał mnie mój obiekt westchnień.
- Twoja kolej.- podał mi kulę.
- Ja, ja nie jestem jeszcze gotowa.
- Nie bój się, ja ci pomogę.- następnie podszedł do mnie z tyłu i przytulił tak, aby mi pomóc. Czułam, że robi mi się duszno. Fajnie, spałam z nim, ale kiedy go przytulam dostaję duszności. Niezła jestem. Nie ma co. Wreszcie rzuciłam kulę i kilka się wywróciło.
- Niezła jesteś jak na pierwszy raz.
- To dzięki tobie.- nagle przybliżył się do mnie i zmienił temat.
- Posłuchaj, nie chcę, żebyś zapomniała o tym co stało się ostatnio po dyskotece.- powiedział to, a ja zaniemówiłam.
- Ja też nie chcę.- pocałowaliśmy się.
Reszta pobytu w kręgielni minęła bardzo szybko, pod koniec szło mi naprawdę nieźle. Niestety musieliśmy już iść. Kiedy wyszliśmy, czułam, że trafiłam do nieba. Oślepił mnie blask aparatów. Nie byłam na to przygotowana. Było jeszcze oczywiście kilkanaście szalonych fanek, które rzuciły się na chłopaków. Ja nie mogłabym tak żyć na co dzień. Wreszcie Harry nie wytrzymał.
- Zostawcie  mnie i moją dziewczynę w spokoju!- krzyknął.
Zamarłam, a więc byłam jego dziewczyną?! No to wpadłam. Co powiedzą inni, zaczną się mną interesować i odkryją moją chorobę. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w taksówce. Harry mnie przytulał.
- Nie bój się, będzie dobrze. Nie potrafiłem ukrywać, że mi na tobie zależy. Chcę z tobą być. Zgadzasz się?


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I kolejny rozdział gotowy. Komentujcie:) Chciałabym ten rozdział (niestety krótki) zadedykować, tak właściwie to nie wiem jak to napisać, może tak, chciałabym zadedykować siedmiu dziewczynom, które(podobno) czytają codziennie (nie wiem jak się nazywają). I oczywiści Domi:) Dzięki.