piątek, 16 marca 2012

ROZDZIAŁ TRZECI

Szybko wbiegłyśmy do pokoju i właśnie odczułam niesamowite zmęczenie, ale przecież nie mogę iść teraz spać. Zbyt długo na to czekałam. No nic, trzeba pomyśleć w czym tam do nich iść, nie obawiałam już się tak tego spotkania jak wcześniej, dlatego przebrałam się w pidżamę.
- Co, ty tak zamierzasz iść?- zapytała zbulwersowana Karolina.
- Tak, nie zamierzam zakładać nie wiadomo czego, przecież jest już późno.
- Ania, ty chyba zapomniałaś gdzie idziesz.
- Nie, nie zapomniałam.
Wreszcie odpuściła.
- Ty to masz szczęście.- powiedziała.
- Niby czemu?
- Weź nie udawaj.
- No powiedz, nie wiem o co ci chodzi.
- Taaa, jasne.
Po czym spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Nie wiem o co jej chodziło.
- Ty nie widzisz jak Louis i Harry na ciebie patrzą?
- Niby jak?- spytałam z lekką drwiną.
- Jakby mieli za chwilę się na ciebie rzucić.
Zaczęłam się śmiać wniebogłosy, jak ona wogóle mogła tak pomyśleć.
- Wydaje ci się.
- Jasne.
- Posłuchaj, oni mają miliony fanek, czemu mieliby zakochać się właśnie we mnie, po kilku godzinach znajomości?
- ''Bo jesteś wyjątkowa".- zacytowała Louisa.
Spojrzałam na nią dziwnie i poszłam do łazienki poprawić włosy.
- Myśl jak chcesz, ale miłości nie wolno się sprzeciwiać.- rzuciła za mną, a ja zamknęłam za sobą drzwi.
Po kilkunastu minutach byłyśmy gotowe. Karolina wciąż nie mogła mi wybaczyć, że nie założyłam czegoś wyjątkowego i nie zrobiłam szałowego makijażu. Mi to zbytnio nie przeszkadzało. Udałyśmy się do pokoju chłopaków. Kiedy już podeszłyśmy do drzwi, byłam lekko zaskoczona, bo panowała tam cisza. Dotąd czytałam, że strasznie hałasują, a tu nagle to. Nie wierzyłam własnym uszom. Zapukałam i poczekałyśmy, aż otworzą. Wreszcie zza drzwi wyłonił się Liam i zaprosił nas do środka. Panował lekki półmrok, nikogo nie było. Wysłałam pytające spojrzenie Liamowi, a ten krzyknął tylko " już". Wtem zza kanapy i foteli wyskoczyła reszta chłopaków i rzucili w nas poduszkami. Chwyciłam jedną i uderzyłam Zayna, pamiętałam przy tym, żeby celować w brzuch, a nie we włosy, bo tego by mi nigdy nie wybaczył. Po kilkunastu minutach walki wszyscy osunęli się na łóżka i tak leżeliśmy chyba z 15 minut.
- Cześć tak właściwie.- powiedział Harry i uśmiechnął się do mnie, a co jeżeli Karolina miała rację. Nie chcę mieć chłopaka, nie teraz kiedy jestem chora.
- Cześć, ładnie witacie gości.- odpowiedziałam.
- Tylko tych wyjątkowych.- dodał Louis. Wszyscy zaczęli się śmiać.
Zwlekliśmy się z łóżka.
- Może chcecie coś jeść?- spytał Niall. Chłopaki popatrzyli na niego dziwnie, przecież lubi jeść więc się zapytał. Mnie jakoś specjalnie to nie zdziwiło.
- Nie, dziękujemy.- odparła Karolina.
- Jeżeli wam proponuje to radziłbym się zgodzić, nie często to się zdarza.- powiedział Liam, a Niall dziwnie na niego spojrzał.
- Właściwie to wogóle. Widać, że macie u niego względy. - zaśmiał się Harry.
- Przecież mówiłem, że są wyjątkowe. - dorzucił Louis i wszyscy znowu zaczęli się śmiać.
- Mimo wszystko wam przyniosę...
- ...A potem sam to zjesz.- powiedział Harry i zaczął się śmiać.
Ponowną falę śmiechu przerwał Zayn.
- To może pogramy w butelkę na pytanie lub wyzwanie?
- Ja kręcę pierwszy- rzucił się na butelkę Harry.
Wypadło na Karolinę.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Hmm... pomyślmy... pocałuj Louisa.- Karolina się zaczerwieniła, a Louis zatarł ręce. Podeszła do niego i cmoknęła go w usta.
- Ejjj, nie ma tak. Tak całują się dzieci w przedszkolu, masz go pocałować dłużej- oznajmił Loczek.
Karolina ponownie wstała i pocałowała Louisa tym razem dłużej, niż poprzednio. Była zarumieniona, ale czułam, że w głębi serca jest zadowolona. Zanim tu przyjechałyśmy była w nim szaleńczo zakochana, ale nie wiem jak jest teraz. Zaczęła kręcić wypadło na Nialla.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Pytanie.
- Ile najdłużej wytrzymałeś bez jedzenia?
- Yyyy... 3 godziny.
Znowu wszyscy zaczęli się śmiać. Niall zakręcił i o zgrozo wypadło na mnie.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Pytanie.
- Hmmm... jaka jest twoja największa tajemnica?
Czułam jak krople potu spłynęły mi po czole, dobrze, że się nie pomalowałam. Miałam im powiedzieć, że jestem umierająca i popsuć zabawę?! Co to to nie. Karolina chyba wyczuła moje obawy i spojrzała na mnie niepewnie.
- Nie wiem, mam dużo. Kiedyś jakiś sąsiad przyłapał mnie na paleniu, groził, że zadzwoni do szkoły i mnie z niej wyrzucą.- powiedziałam wreszcie.
- No no, widzę, że wiele nas łączy.- uśmiechnął się Zayn.
- Nie, ja już nie palę.- zmieszałam się.
- Oj, coś nie umiesz kłamać.
Właśnie to robiłam, oszukiwałam ich i szło mi całkiem nieźle, ale nie mogłam im powiedzieć.
- Widzę, że mamy do czynienia z bad girls.- zaśmiał się Harry.
Uderzyłam go w brzuch łokciem.
- Bolało!
- Bo miało!- na co wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem, a Loczek przytulił się do Louisa. Zakręciłam i wypadło na Liama.
- Pytanie czy wyzwanie.
- Wyzwanie.
- Ok, idź do kuchni, zrób sobie wielką kanapkę i zjedz ją na oczach Nialla.
- Ranisz mnie. - powiedział Niall.
- No niestety, taka już jestem- zaczęłam się śmiać.
Liam zjadł kanapkę, zakręcił i wypadł na Harry'ego.
- Pytanie czy wyzwanie.
- No jasne, że wyzwanie.
- Hmmm... pocałuj najdłużej jak potrafisz Anię.- czułam, że przypominam buraka.
- Ok, ale przygotuj się, bo całuję naprawdę nieźle i .... długo.- powiedział Harry.
- No, dawaj lowelasie- zaczęłam się śmiać.
Zanim ich poznałam marzyłam tylko o tym, ale w rzeczywistości nie chciałam ich zranić, a szczególnie jego. Podszedł do mnie, posadził mnie na swoich kolanach, a ja nogami oplotłam go w pasie i złapałam za szyję. Nagle nasze usta się spotkały i już wiedziałam, że ta chwila mogłaby trwać wiecznie.

czwartek, 15 marca 2012

ROZDZIAŁ DRUGI

Oczywiście dali świetny koncert, jakby mogło być inaczej. Byłam wściekła na samą siebie, że nie bawiłam się tylko stałam. Louis pewnie pomyślał, że jestem jakaś głupia, ale mnie totalnie zamurowało, a jak pomyślałam, że za chwilkę się z nimi spotkam ogarnęła mnie rozpacz. To głupie, ale ja najzwyczajniej się bałam, że nic nie powiem. Tymbardziej, że moim ojczystym językiem jest polski. W tej chwili podziękowałam w myślach rodzicom, którzy na siłę wypychali mnie na dodatkowe lekcje angielskiego. Zachowywałam się dziwnie, na moim miejscu chciałaby się znaleźć każda dziewczyna będąca na tym koncercie, a ja narzekam. Coś jest ze mną nie tak. Cały czas patrzyłam się na scenę, śpiewali kolejne piosenki, a ja nic. Wtedy zaczął śpiewać Zayn, ach.... te jego włosy, lekko się rozmarzyłam, ale nagle zobaczyłam jak Louis mówi coś Harry'emu, a ten spogląda na mnie. Wow. Przebiegło mi przez myśl, że może oni nie patrzą na mnie tylko na kogoś innego, ale porozglądałam się i na moje nieszczęście to zauważyli. Byłam pewna, że w tej chwili przypominam buraka. Ale co mi tam i tak mieli mnie za totalną idiotkę, przyjść na koncert i stać tylko uśmiechając się?! To mogłam zrobić tylko ja. Potem leciała tylko melodia, a co niektórzy popijali wodę. Wtedy znowu Louis powiedział coś Zaynowi. No fajnie dosyć, że zapłaciłam za bilet to jeszcze będą mnie publicznie obgadywać, po prostu świetnie!
- Co ci jest, nie śpiewasz, nie tańczysz, przecież znasz słowa wszystkich piosenek na pamięć.- odezwała się Karolina.
A ona znowu o tym śpiewaniu. Czy tylko ja widziałam, że tu co chwilę spoglądają?
- Wiesz, nie wiem, jestem chyba zbyt zestresowana spotkaniem z nimi.- wydukałam, po czym Karolina znowu zaczęła śpiewać mi do ucha. Chciałam, żeby to się już skończyło. Moje modły zostały wysłuchane, oczywiście to nie zależało tylko ode mnie, chłopakom już piosenki się skończyły. Pożegnali się i zeszli ze sceny. Poczekałyśmy, aż wyjdzie tłum, nie chciałyśmy się połamać, nie dzisiaj. Zaczepiłam tylko jakiegoś ochroniarza i spytałam gdzie mamy się z nimi spotkać. Na początku nie chciał nam powiedzieć, ale pokazałyśmy mu bilety do garderoby. Zaprowadził nas na jakiś korytarz i kazał czekać, ponieważ "jak chłopcy będą gotowi to sami przyjdą". Ok, no to czekamy. Wspominałam już, że zawsze się spóźniają? To było pytanie retoryczne. Siedziałyśmy tam na ziemi, bo oczywiście żadnych krzeseł nie było, czekając, aż wreszcie się pojawią. Zmusiłam Karolinę, żeby nic nie mówiła o mojej chorobie. Byłam trochę niecierpliwa, ale cóż, jak mus to mus. Nareszcie wyszli, wyglądali bosko, te ich uśmiechy i ..... włosy. Wow. Na szczęście to oni zaczęli mówić.
- Hej, jestem Harry- powiedział i uśmiechnął się tak jak zawsze.
- Wiem, to znaczy, jestem Ania, a to Karolina.- wskazałam na koleżankę i uśmiechnęłam się. Wysłała mi dziękczynne spojrzenie, bo sama nie była w stanie nic powiedzieć. Ja na szczęście w porę się opanowałam, przecież za kogo oni by nas wzięli. Po mojej wypowiedzi wszyscy się zaśmiali. Następnie reszta zespołu nam się przedstawiła, byli tak samo przyjaźni jak w telewizji, chociaż to może dlatego, że wogóle nas nie znali.
- Przepraszamy, że tak długo musiałyście czekać, ale Zayn musiał poprawić włosy, a Niall zjeść choć jedną kanapkę.- powiedział Liam.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, kocham ich! Zaprosili nas do swojej garderoby i długo rozmawialiśmy. Zastanawiało mnie tylko to dlaczego Louis nie uśmiecha się tak jak ze sceny, to tylko potwierdziło, że to nie na mnie się tak patrzyli.
- Mogę cię o coś zapytać?- spytał Louis.
- Jasne.
- Czemu na koncercie nie bawiłaś się tak jak inni? Nie byłaś do nas przekonana?
Czyli to jednak na mnie patrzyli!? Co ja mam mu odpowiedzieć? Że byłam tak zestresowana spotkaniem z nimi!? Nie.
- Szczerze mówiąc to sama nie wiem. Tyle czekałam, aż was spotkam,a tu nagle nie mogłam nawet się ruszyć z miejsca. Pewnie weźniecie mnie za idiotkę, ale nie wiem co mi się stało.
- Wiesz, do pisków już się przyzwyczailiśmy, a do takiego zachowania jeszcze  nie.- powiedział.
- hehe- uśmiechnęłam się, bo zupełnie nie wiedziałąm co powiedzieć i chyba dałam to po sobie znać.
- No, muszę przyznać, że jesteś wyjątkową fanką.- powiedział Louis,a Karolina odrząknęła.
- Obie jesteście.- dodał i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Weź nie podrywaj Ani, przecież masz dziewczynę.- rzuciła Karolina i już myślałam, że wydłubie jej oczy. Widać było, że Louis lekko się zmieszał.
- No właściwie to już nie mam. Rozstałem się z Eleanor.- powiedział.
Nastąpiła martwa cisza. Nikt nie chciał zaczynać rozmowy. Wreszcie zaczął coś paplać Niall, jak kiedyś fanka kupiła mu kebaba. Nareszcie odezwał się Louis i zaczął nawijać o koncertach i byciu sławnym. Widać było, że mu przeszło. Podobno kiedyś paparazzi, żeby zrobić im zdjęcie w domu wszedł na drzewo, a kiedy został zauważony z niego spadł. Potem odwiedzili go w szpitalu i zgodzili się, żeby biedak zrobił im zdjęcie. Nasze spotkanie powoli dobiegało końca, nie chciałam się z nimi rozstawać, ale to było nieuniknione. Całe wakacje zamierzali spędzić w Londynie więc umówiliśmy się na jutro do kina. Zaproponowali, że odwiozą nas do hotelu, więc chętnie się zgodziłyśmy. Oczywiście zanim wsiedliśmy odbyła się kłótnia pt." Kto koło kogo siedzi". Czasami zachowywali się jak dzieci, ale i tak bardzo ich polubiłam. Kiedy wszyscy się kłócili, ja podałam kierowcy nasz adres. Nareszcie doszło do porozumienia i ja siedziałam obok Harry'ego i Louis'a. Całą drogę wszyscy się przekomarzali, zrobiliśmy kilka zdjęć i wrzuciliśmy na Twittera. Oczywiście zaraz na profilach chłopaków pojawiły się setki komentarzy skąd się znamy, ale powiedzieli, że odpiszą później.
Wreszcie dojechaliśmy pod hotel.
- Proszę pana, najpierw mieliśmy odwieźć dziewczyny.- powiedział Zayn.
- Ale to jest właśnie nasz hotel.- oznajmiłam, na co chłopaki wybuchnęli śmiechem.
- W takim razie mieszkamy w tym samym hotelu.- uśmiechnął się Niall.
Znowu wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, teraz już wiem o kim tak zawzięcie dyskutowały pokojówki. Pokoje mieliśmy na dwóch innych piętrach, ale nam nie przeszkadzało to w odwiedzaniu się.
- To co za 15 minut u nas?- zaproponował Harry.
- Za pół godziny, przecież nie zdążę się uczesać.- dodał Zayn i zaczął się śmiać.
Nie znałam ich długo, ale mieli niesamowite poczucie humoru, przy nich naprawdę czułam się swobodnie.Wszystkie moje obawy zniknęły.
- Ok, za pół godziny u was.- powiedziałam po czym odeszłyśmy do naszego pokoju. Zmęczone, ale tez szczęśliwe, że ten dzień nie dobiegł jeszcze końca.











środa, 14 marca 2012

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Czas do mojego wylotu dłużył się niemiłosiernie, ale wytrzymam, jeszcze tylko 2 dni. Dla zabicia czasu poszłam z przyjaciółką na zakupy, przecież miałam się spotkać z piątką mega przystojnych chłopaków, nie mogłam tam pójść w byle czym. Byłam już dosyć zmęczona, ale dałam się ubłagać Karolinie na jeszcze jeden sklep. Potem byłam z tego bardzo zadowolona, bo znalazłam w nim świetną bluzkę, którą oczywiście natychmiast kupiłam. W końcu zakończyłyśmy zakupy.
- To może chodźmy na jakiś obiad, bo strasznie zgłodniałam.- powiedziała Karolina.
- No, możemy iść. Też chętnie bym coś zjadła.- odparła, po czym udałyśmy się na obiad, a później do swoich domów.
Przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka.Ciągle zastanawiałam się o czym będę z nimi rozmawiać, przecież nawet ich nie znam, nie wiem czym się tak naprawdę interesują. Nie każda gazeta mówi prawdę. Ułożyłam sobie w głowie nawet kilka pytań, jakie im zadam. Wiem, zabrzmiało to trochę dziwnie, ale nie chciałam popełnić żadnego błędu. Moje oczy powoli się zamykały, zasnęłam. Miałam piękny sen, znałam chłopaków i razem się wygłupialiśmy. Do czasu... kiedy wszyscy dowiedzieli się o mojej chorobie. Nagle się ode mnie odwrócili i nie odpisywali na sms-y. Harry napisał tylko na Twitterze, że został oszukany i nie umie wybaczyć takiego kłamstwa. To był koszmar. Obudziłam się z kroplami potu na czole. Spojrzałam nerwowo na zegarek. Była już 8 więc moi rodzice pojechali już do pracy, a brat na pewno jest u dziewczyny. Cieszyłam, że ich nie ma, wciąż przed oczami miałam mój dzisiejszy sen. Nie mogłam do tego dopuścić, dlatego postanowiłam sobie, że choćby niewiadomo co się działo, nie powiem im nic o mojej chorobie. Wzięłam szybki prysznic, który zmył z czoła i pleców pot. Ach..... to już jutro. Dzisiaj musiałam się ostatecznie spakować, nawet to lubiłam, gorzej było z rozpakowywaniem, ale to nie dotyczy chyba tylko mnie. Po dwóch godzinach dobrnęłam do końca, pozostało mi tylko schować kosmetyczkę, ale to zrobię dopiero jutro. Ponownie spojrzałam na zegarek, wskazywał na 11.30. Zadzwoniłam więc do Karoliny, musiałam się z nią dzisiaj pożegnać. Poza koncertem miałam tam jeszcze zostać dwa tygodnie, chciałam trochę pozwiedzać. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi, zobaczyłam w nich moją przyjaciółkę. Pogadałyśmy chwilkę i postanowiłyśmy ugotować wspólnie obiad.
- Pani Helenko, my możemy dzisiaj ugotować obiad.- powiedziałam.
Nie lubiłam tego wprawdzie, ale dzisiaj byłam w nawet niezłym humorze, nie pogorszył mi go nawet mój sen.
- Nie musicie, przecież to moja praca.- odpowiedziała.
- Ale my chcemy. Niech pani sobie troszkę odpocznie, a my się wszystkim zajmiemy.
- Jesteś kochana. Będzie mi ciebie brakowało.
- Przecież nie będzie mnie tylko dwa tygodnie.- powiedziałam uśmiechając się.
Dostrzegłam jej zmieszaną minę. Doskonale wiedziałam, że to nie o to jej chodziło. Na szczęście szybko wyszła do swojego pokoju. Zostałyśmy same.
- To co dzisiaj gotujemy?- spytałam.
- Nie wiem. Może przyrządźmy nadziewanego kurczaka?
- Ok, zaczynajmy.

* po godzinie *

Muszę powiedzieć,że wyszedł nam pyszny obiad. Potem poszłyśmy do ogrodu i usiadłyśmy w altance. Powspominałyśmy trochę czasy z podstawówki i obiecałam, że przywiozę jej autograf One Direction. Dała mi swój egzemplarz płyty i poszła do domu, bo zaczęło się ściemniać. Weszłam do salonu i zamieniła kilka zdań z mamą i tatą o moim jutrzejszym locie. Udałam się do łazienki i wzięłam długą kąpiel. Włąśnie we znaki dały mi się kłopoty ze snem wczorajszej nocy. Szybko wyszłam z wanny i umyłam zęby, odkąd zdjęłam aparat ortodontyczny, ciągle mam fobie na punkcie moich i zębów i ich czyszczenia. Naszykowałam jeszcze paszport, zawsze wolałam mieć wszystko na miejscu, a poza tym nie chciałam z głupoty spóźnić się na samolot. Byłam strasznie podekscytowana, ale mimo wszystko usnęłam szybciej, niż zeszłej nocy. Znowu przyśnił mi się ten sen. Wstałam dosyć wcześnie, choć samolot miałam dopiero o 11, ale jeszcze odprawa i takie tam. Zjadłam śniadanie, a tata włożył moje torby do bagażnika. Jeszcze raz przeliczyłam wszystkie walizki i zastanowiłam się czy niczego nie zapomniałam. Portfel jest, paszport jest, telefon jest, walizki są, więc mogę jechać.  Wysłałam jeszcze pożegnalnego sms-a Karolinie i pojechaliśmy na lotnisko. Żałowałam, że ze mną nie jedzie, no ale cóż. Zajechaliśmy tam w 7 piosenek One Direction. Pożegnałam się z rodzicami i weszłam do samolotu. Wystartowaliśmy. Miałam miejsce przy oknie, więc szybko się zrelaksowałam i usnęłam. Po kilku godzinach obudziła mnie stewardessa przyjaznym uśmiechem i wyszłam z kabiny. Odebrałam mój bagaż i złapałam taksówkę. która zawiozła mnie do wcześniej zarezerwowanego hotelu. Walizki wziął ode mnie boy, a ja udałam się do recepcji po klucz od pokoju. Kiedy nareszcie się w nim znalazłam , rzuciłam się na wielkie łóżko i wtuliłam w białą pościel. Jak ona cudnie pachniała.... Leżałam tak chyba z dwie godziny, po czym zebrałam się i poszłam do łazienki. Był już wieczór więc zamówiłam kolację do pokoju. Zadzwoniłam do rodziców, bo obiecałam, że kiedy tylko znajdę się w hotelu, zrobię to. Zamieniłam z nimi kilka zdań i powiedziałam, że szkoda, że nie ma ze mną Karoliny. Potem zjadłam zamówioną sałatkę i poszłam spać. Muszę przyznać, że pościel zrobiła swoje i natychmiast usnęłam. Rano obudził mnie dzwonek hotelowego telefonu. No tak, zapomniałam, że kazałam się obudzić o 8. Chciałam wcześniej wstać, żeby się wyszykować. Koncert zaczynał się o 19, więc miałam jeszcze naprawdę sporo czasu. Wzięłam szybki prysznic, narzuciłam coś na siebie i zeszłam na dół do restauracji na śniadanie. Zamówiłam naleśniki, nie spieszyłam się i wolno przeżuwałam każdy kawałek. Nagle ktoś zasłonił rękami moje oczy. O mało co się nie udusiłam. Zaczęłam się krztusić, a tajemnicza osoba mnie ratowała. Po chwili już mi przeszło i przytuliłam mojego gościa. Jak się okazało była to Karolina.
- Twoi rodzice kupili mi bilet i przyleciałam przed sekundą. Mówili, że rozmawiałaś z nimi i wspominałaś, że za mną tęsknisz. Rozumiesz?!- w końcu skończyła tą paplaninę i się "odpowietrzyła".
- Nie wiem co powiedzieć. Cieszę się, że tu jesteś.
Pogadałyśmy przez chwilkę i ruszyłyśmy do pokoju. Mijałyśmy dwie zafascynowane czymś lub kimś pokojówki. Pewnie ktoś sławny zatrzymał się w tym hotelu. Łóżko było na tyle duże, że spokojnie mogłyśmy spać we dwie. Karolina się odświeżyła po podróży i poszłyśmy na zakupy, bo nie miała w czym iść na koncert. O 17 wróciłyśmy do hotelu i zaczęłyśmy się szykować. Chłopaki mieli występować w jakiejś hali 15 minut drogi stąd. Założyłam dżinsowe krótkie spodenki i oliwkowy top na ramiączkach. Chciałam założyć szpilki, ale to nie był najlepszy pomysł idąc na koncert. Postawiłam na baleriny. Byłam drobnej postawy blondynką, której figurę podkreślały długie włosy, które dziś splotłam w luźny warkocz na boku. Karolina poszła w t-shircie z nadrukiem i czerwonych rurkach. Założyła jeszcze trampki i wyprostowała swoje długie, ciemnobrązowe włosy. O 18 byłyśmy już gotowe i zamówiłyśmy taksówkę. Na miejscu byłyśmy znacznie wcześniej, więc zajęłyśmy swoje miejsca. Byłam z nich zadowolona, w pierwszym rzędzie nic byśmy nie widziały przez lampy stojące na scenie, dlatego trzeci rząd wydawał się idealny. Było już dużo osób, choć zostało jeszcze pół godziny. Zrobiłyśmy sobie parę zdjęć, które od razu wrzuciłam na twittera. Wtedy jakaś dziewczyna za nami zaczęła śpiewać piosenki zespołu, niewiele myśląc dołączyłyśmy do niej, a potem jeszcze inni. Tak spędziłyśmy czas czekając, aż wejdą na scenę. Oczywiście się spóźnili, ale byłam na to przygotowana, słyną ze swego spóźnialstwa. Kilkanaście minut po siódmej przyszli i zaśpiewali "What makes you beautiful". Wszyscy piszczeli tylko nie ja. Stałam jak wryta i na nich patrzyłam. Pewnie wyglądało to komicznie, wszyscy skakali, klaskali i śpiewali, a ja tylko stałam i się uśmiechałam. Zauważył mnie Louis i odwzajemnił uśmiech. Na żywo wyglądał jeszcze ładniej, niż w gazetach. Nie mogłam już doczekać się tego spotkania, to już za chwilkę......

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej :) Ten rozdział jest dosyć nudny, ale obiecuję, że potem będzie ciekawiej. Pa:)